04 czerwca 2017

Nie ruszyłam.

Nie ruszyłam.

Grudzień już tak dawno przeminął, a ja wręcz stanęłam w miejscu, by po chwili uciec w całkiem innym kierunku.

Długo nie znałam odpowiedzi, jeszcze dłużej jej szukałam w sobie, w końcu nazwałam.

Nazwałam moje wątpliwości i zamilkłam prawie na ament;) Jeszcze co nieco publikuję na fb, czasem podzielę się zdjęciem, filmem, jakąś wyjątkowo serdeczną chwilą czy rozpychającą mnie dumą. Ale niewiele ponad to.

Przychodzi chyba taki czas w pisaniu na jeden temat, gdy wątek blaknie lub zwyczajnie się wyczerpuje. I nadchodzi czas zamykania pewnych drzwi. 
Ignacy coraz starszy.
Nie mogę go używać do pisania tego bloga.
Mogłabym na przykład więcej dzielić się sobą, cóż jednak począć, gdy niepełnosprawność nie stoi już w centrum naszego świata? Zeszła z piedestału, choć nadal nami rządzi czasami, ale raczej się wkomponowuje naturalnie w koloryt naszej rodziny. Nie chcę jej już poświęcać tyle uwagi i energii. Nie sądzę, byśmy tego, jako rodzina, potrzebowali, do dalszego rozwoju.
Oswoiliśmy ją, Okiełznaliśmy nieco. I teraz nadszedł moment, by zrobić przestrzeń w życiu na kolejne etapy. Poukładać sprawy według ważności, poustalać na nowo priorytety. Trochę nawet się uwolnić spod przemożnego wpływu, ucisku. 


Chciałabym tu wracać. Poważnie :)

Ale tak trudno ostatnio mi się zmobilizować, że wolę nie udawać i milczeć.

Mam nadzieję, że zrozumiecie, Drodzy Czytelnicy- o ile jeszcze z nami pozostajecie gdzieś ukryci i przyczajeni ;)

Dziękuję Wam za obecność w jednym z najtrudniejszych i najważniejszych momentów życia naszej rodziny. To było bardzo ważne doświadczenie. Wasze wsparcie, zainteresowanie- one pomagały mi się składać do kupy, gdy byłam o krok od rozsypki, upadku. Gdy wydawało mi się, że nie wytrzymam rozpaczy, smutku- pisałam, skupiałam się na tym co dobre lub ważne. Z czasem nauczyłam się akceptować nową sytuację, ba- nawet znajdować w niej radość, by wreszcie zbudować taką relację, jaka najbardziej nam sprzyja- normalną. 

I tak, jak moje siwe włosy na głowie, tak elementem mojego życia- jednym z wielu- jest nasz nie-w-pełni-sprawny syn, Ignacy. Zwyczajny chłopak. Rozrabiaka. Coś umie, a czegoś nie potrafi i być może nigdy się nie nauczy. A może właśnie tak?- kto to wie?

Nie mówię: żegnam.
Raczej: do widzenia!

I wielkie: DZIĘKUJĘ!

Żeglujcie z odwagą po waszym świecie, Kochani! Rozwijajcie żagle!!!