Posty

Niczego nie żałuję?

Pamiętam taką krótką rozmowę, wybrzmiałą gdzieś w lutym kilka lat temu na schodkach prowadzących do wielkiego gmachu ówczesnego przedszkola (mieściło się ono w pięknym, starym budynku przy parku - oba obiekty z długą historią).

- Jak patrzę wstecz, to kilka rzeczy chciałabym zmienić w swoim życiu, Pani Anito...- te słowa wypowiedziała do mnie pewna kobieta, która jeszcze wtedy pozwalała sobie na bliższe rozmowy ze mną- widać była w kryzysie i ich potrzebowała ;)
- A ja nie. Niczego nie żałuję, bo wiem, że robiłam wszystko najlepiej, jak wtedy mogłam zrobić...- bufon ze mnie przemówił z głębi, niepokorny...
- Naprawdę? Niczego? No to musi być Pani szczęściarą...

Szczęściarą może jestem, może nie, ale wtedy byłam chyba w kompletnie innym stanie psychiczno- umysłowym, niż teraz. Bo naprawdę wierzyłam w to, co mówiłam na tych schodkach, wchodząc przez drzwi przedszkola i kierując się na górę, w stronę szatni. 

Pomijam fakt, że przemawiała przeze mnie jakaś pycha lub strach przed krytycznym spo…

Ta cała "zabawa" w emocje...

Obraz
i rozmowy o nich... Po co nam??? Po co to Ignacemu?

Nie mogłabym po prostu sobie trochę odpuścić? Krzyknąć, gdy on krzyczy? Ukarać, gdy kopnie brata albo kolegę? Albo zapowiedzieć, że jak jeszcze raz to się powtórzy, to nie będzie mógł włączyć komputera?

A może zamiast sprawdzać, dlaczego krzyczy, rozmawiać o tym, że jest mu trudno rozstać się z kolegą, gdy tak dobrze się bawili- powinnam zirytowanym głosem powiedzieć: "Proszę się ubierać bez marudzenia! Trzeba się było bawić z kolegą wcześniej...Za pięć minut wychodzimy!". 

Albo zamiast "rozumieć", że może czuć się rozczarowany, zawiedziony, albo mu smutno, czy złości się, mogłabym machnąć ręką i zająć się swoimi sprawami- przecież i tak z tego niewiele skorzysta, a ja mam wystarczająco wiele na głowie.

Po co niepełnosprawnemu dziecku rozmowy o emocjach? Czyż nie lepsze są jasne zasady, persfazja, nagrody i kary oraz "konsekwencja"?
No? Może przestańmy się oszukiwać- nie róbmy nic na siłę- rzeki kijem nie zaw…

Maria i Biedronka- czyli doczytajcie do końca!

Obraz
Siedem lat temu... Pierwsza wyprawa Ignacego na górę Igliczną, leżącą niedaleko Śnieżnika (na który podczas tamtego wyjazdu również się wgramoliłam). Do Sanktuarium Matki Boskiej Śnieżnej, potocznie w naszej rodzinie zwanej "Marią Śnieżną". Jakoś tak się stało, że wszyscy mamy do niej sentyment. I tata- który jako dziecię i młodzieniec, wędrował tam wielokrotnie ze swoim Tatą, i ja- która wędrowała tam kilkakrotnie w czasach studenckich i potem narzeczeńskich. Głównie jednak kierowana pasją wędrowania, niż duchową potrzebą...
Pewnego czerwcowego przedpołudnia, kołysząc w brzuchu czteromiesięcznego Ignasia (chyba już wiedziałam, że to synek będzie), wdrapałam się na Marię z przyjaciółką, zaległam na płask na jednej z licznych ławeczek (dziś niestety ogrodzonych i niedostępnych dla turystów- mam nadzieję, czasowo z powodu prac technicznych) i, wsłuchana w bicie własnego serca, szum wiatru, pogawędki turystów, mrużąc oczy przed ostrym słonecznym światłem, myślałam skrycie:
- "…

O pewnej Górce, do której chce się wracać :)

Obraz
Niezwykle trudno szło mi wybieranie się na ten wyjazd. Po dwóch tygodniach emocjonalnych zawirowań, parującej od myśli głowy i decyzjach, które czają się tuż za rogiem w oczekiwaniu na podjęcie, zadawałam sobie w piątkowy poranek pytanie: po co mi to wszystko??? nigdzie nie jadę! poddaję się :( Zniechęceniu i znużeniu.
Ostatecznie okres świąteczny można spokojnie spędzić w domu, nic nie trzeba pakować, gotować, mobilizować się do drogi (około 150 km do przejechania to niewiele, ale będąc w takim stanie jak ja w piątkowe przedpołudnie- wydaje się to dystansem nie do pokonania)...
Skrycie uroniłam kilka szlochów nad kuchennym blatem, odetchnęłam głęboko, zrezygnowałam z gotowania obiadu przed podróżą i zarządziłam chłopakom zabawę w wojsko- ja byłam generałem, a oni szeregowcami z możliwością awansu zawodowego, pod warunkiem realizowania wszystkich rozkazów w tempie błyskawicznym i z dokładnością mikroskopu elektronowego.
I jakoś daliśmy radę się spakować, zahaczyliśmy o obiad na trasie - …

Części składowe, czyli...

Obraz
Z czego składa się (niepełnosprawne) dziecko?


Obecny (Wielki dla osób wierzących) tydzień  jest dla mnie dość trudny. Emocjonalnie zwłaszcza. A przy tym nie mogę się oprzeć wrażeniu, że dzieje się coś ważnego.

Dość ogólnikowo wspomniałam w ostatnim wpisie o "trudnych zachowaniach" Ignasia w przedszkolu, które miały miejsce na przestrzeni kilkunastu dosłownie dni. Trudnych- już to określenie wydaje mi się piętnujące i niewłaściwe, a przynajmniej nie-najszczęśliwsze. Te zdarzenia pokazały mi, jak bardzo świat dorosłych nie radzi sobie z niektórymi naturalnymi zachowaniami, nakładając na nie oceny. I paradoksalnie komplikuje rozwiązania.

Kilka rozmów, które odbyłam, kilka książek, które przewertowałam i jedno szkolenie, z którego akurat dziś wróciłam - idealnie wpasowujące się w temat - zaowocowało niniejszym spostrzeżeniem, o którym chcę dziś pisać...

Zauważyliście, Rodzice i Wychowawcy, ale również Terapeuci, dzieci zdrowych i tych, które borykają się z problemami rozwojowymi (ni…

Jest jakby "lepiej".

Obraz
Bywały czasy, gdy o relacjach Ignacego z rówieśnikami niewiele mogłam napisać. Niewiele optymistycznego. Temat był i nadal pozostaje "wrażliwy", ale- Ignacego radości- jest trochę lepiej.
Po zmianie grupy przedszkolnej, po trudniejszych początkach, obserwujemy pozytywny postęp w jego relacjach z rówieśnikami- po obu stronach.
Dla przypomnienia napiszę, że Ignacy rozstał się z grupą, w której funkcjonował od początku przedszkolnej edukacji, czyli od wieku 3 lat do 6. Przed wakacjami podjęłam trudną decyzję o odroczeniu go od obowiązku szkolnego, tym samym przesuwając go z grupy zerówkowej do pięciolatków. Obecnie między nim a grupą jest różnica wiekowa dwóch lat. O swoich dylematach przy odraczaniu i rozdzielaniu z grupą Krasnali pisałam tu: Tak bardzo chcę wierzyć, że...
Dziś z perspektywy ponad półrocznej mogę stwierdzić z pewną ulgą i ufnością, że plan się sprawdza i relacje Ignacego z dziećmi wydają się być trochę lepsze. Jestem nieco spokojniejsza, widząc jak Ignacy radzi so…

"Jaskiniowcy z bliska", czyli to, co mnie fascynuje.

Obraz
Znalazłam swoje notatki z książki, czytanej jakiś czas temu na fali poszukiwań uzasadnienia dla "bliskościowego" podejścia w wychowaniu niepełnosprawnych dzieci. Wiecie- potrzeba mi autorytetów, oprócz intuicji :)

I dziś chcę się z Wami podzielić tym, co dla mnie wydało się cenne. Może i dla Was takie się stanie? Może pomoże coś zrozumieć? Inaczej na coś spojrzeć?


Cytaty i myśli (niektóre przeze mnie przetrawione) pochodzą z niedużej publikacji pani Hanny Olechnowicz "Jaskiniowcy zagubieni w XXI wieku. Praca terapeutyczna z małymi dziećmi". Czyta się ją migiem, choć niekiedy psychologizacja niektórych wyjaśnień i argumentów wydawała mi się... hmmm... uproszczona? Ale to jedynie moje subiektywne odczucie.

Na czym polega "bliskościowość" według mnie i jak czytać cytowane fragmenty opisywanych doświadczeń pracy z dziećmi z wyzwaniami rozwojowymi?

Na: szacunku dla tych dzieci, ich emocji, trudności i komunikatów (często niewerbalnych), zaufaniu do ich intuicji, r…