Posty

Wyświetlanie postów z 2012

Rzeczy się mają...

Obraz
.....tak, mianowicie, że choć ja tu nie zaglądam- Wy zaglądacie regularnie. Blog zaczął żyć własnym życiem. Cóż, taka jest właśnie kolej rzeczy tak zwana, z dziećmi podobnie. Żyją swoim życiem. Oby nigdy naszym;)
..... również tak, że im mniej mnie tutaj, tym więcej Tam. Zwłaszcza w ostatnich dniach grudnia. I do tego stopnia, że dziś opanowało mnie tak błogie lenistwo, że już nie pamiętam, kiedy sobie na podobne pozwoliłam. Dość, że o 21:00 zaległam obok Ignasia i sen mnie morzył, morzył, zwodził na migdałowe manowce, kuszącą ciszą + wiatru śpiewem nawoływał.... aż wyskoczyłam z pieleszy i wskoczyłam Tutaj, bo kiedyś w końcu trzeba wrócić, prawda?:)
.....niezaciekawie, możnaby rzec krótko, gdyż w święta Ignaś zachorował pierwszy raz w życiu na pełnoobjawowe zapalenie oskrzeli. Z antybiotykiem w tle, szmerami różnej maści i gradiencji oraz podejrzeniem zapalenia płuc (w obserwacji tak zwanej). Otóż obserwujemy go, a jutro na wizycie kontrolnej Pani Doktor osłucha ponownie i ponowny w…

O rany!!!!!!

Wygramoliłam się ze sterty skrzynek, napakowanych różnościami, podniosłam zmęczony krzyż znad sterty nie malejącej prania, odkleiłam dłonie od odkurzacza i postanowiłam wytchnąć. Cóż - Święta- każdemu się należy.

Podkradłam iPhona Taty i w zupełnych ciemnościach pokoju średniego syna zaklikałam tu i tam. A właściwie to od razu na bloga własnego, bo przecież tak długo mnie tu nie było, że zaczęłam odczuwać już mały niepokój i duże wyrzuty sumienia.

A tu co?

Patrzę: 8 komentarzy- to ewenement. Cóż takiego ostatnio wypisałam, że aż tyle?- w głowę zachodzę.
I co się dowiaduję?????


Że dostałam wyróżnienie za Ignacową opowieść w konkursie!!!
Od Kapituły! (ależ to brzmi).

Bardzo to miłe. Jak zapach świeżo upieczonego piernika przed Wigilią.
Jak przechadzanie się po nowych przestrzeniach naszego nowego lokum.
Jak przyglądanie się całej rodzinie w komplecie o godz.22:00 przy cichych dźwiękach Diany Krall i na prędce zorganizowanej kolacji....

Jak widok Ignasia, podciągającego się na uchwycie o…

Dwa końce i nowego początek

Symbolicznie 15 grudnia kończą się dwa etapy w naszym - Ignacowym i moim - życiu.

Dziś koniec głosowania w konkursie "NA jednym wózku" organizowanym przez Fundację Promyk Słońca.
Sporo to było emocji, sporo wahań, czy się przyłączyć, sporo nowych doświadczeń i znajomości.
Dziś do godz 24:00 można jeszcze oddać głos na każdy blog, biorący udział w rywalizacji (choć ta chyba ma najmniejsze znaczenie dla jej uczestników- tak przynajmniej dziś to widzę, z perspektywy tych kilku miesięcy). To nie ona była najważniejsza. Sedno tkwi gdzieś indziej. Sedno tkwi w historiach, które poznałam, w mailach, które wymieniłam, w słowach, które otrzymałam, w poczuciu jakiejś subtelnej więzi i wspólnoty pewnego spektrum doświadczeń i przeżyć.
Dziś wiem, że da się żyć i da się nawet cieszyć tym życiem. Że Ignaś idzie do przodu jak burza i w niczym nie przypomina tego maleństwa wiotkiego sprzed roku. Że eksploruje świat i cieszy się z każdego zdobytego nowego terytorium. A tych mu niebawem nie b…

Zdrowe żywienie

Obraz
Zima trzyma. Chciałoby się rzec- nareszcie.

Ignaś gulgocze. Twardziel, wytrzymał najdłużej, nim dał pokonać się chorobie, która z charakterystyczną dla niej tkliwością, stopniowo otaczała ramieniem poszczególnych członków naszego klanu. On opierał się najdłużej, ale w końcu skapitulował. Na razie ratujemy się wapnem, witaminą C i sporadycznymi inhalacjami (Iggi nie jest przekonany do tej warczącej maszyny, która na dodatek nie wydziela z siebie żadnego przyjemnego zapachu), licząc na cudowne ozdrowienie.

Poza tym wszystko mu dopisuje. Zwłaszcza apetyt i ciekawość świata...



Próba zakończyła się niepowodzeniem- z wiadomych względów. Ale ciekawości to nie wygasiło bynajmniej.......


Sinlac okazał się zdecydowanie bardziej strawny i pożywny...
Ogólnie ostatnio- przełamując w sobie barierę przed nieznaną teksturą na rzecz poznawania smaków świata, w Ignasia dossier pojawiło się również kosztowanie soli wprost z pojemnika, cukru- prościzna;) i ryżu... Kilka miesięcy temu ciekawość wygasała t…

Kosi kosi łapki

Wychodzę z założenia, że żeby pisać, trzeba mieć o czym. A czy my mamy? Chyba aktualnie nie za bardzo.

Normalnie jakoś u nas. Bez wzlotów i upadków. Może trochę z gulgotem w gardle lub w jakichś niższych okolicach, ale bez dramatu. Kaszelek jakiś baaardzo rzadko, ale się odzywa, ale raczej się z niego cieszę, bo to oznaka, że w środku Ignaś aż taki wiotki nie jest. Kaszleć potrafi.

Kąpiel przebiegła też prawidłowo, no może z takim wyjątkiem, że Ignaś coraz swobodniejszy w tej wannie, tu się przekręci, tak wywinie a nie utonie, to na kolanka się podciągnie, trzymając brzegów wanny. Samodzielny coraz bardziej i stabilny. Jak przez mgłę już wspominam czasy, gdy przelewał się w rękach i nie sposób było go wykąpać, bo dwóch rąk nie starczało do ogarnięcia jego ciała w środowisku, gdzie tarcie jest jakieś takie znikome... Więc też przez kilka pierwszych miesięcy życia Ignaś korzystał z tego dopustu rozpusty dość sporadycznie, co zapewne nie pozostało bez wpływu na jego wrażliwość zmysłów. A…

Skuteczność gwarantowana:)

Miało być tak:
5 dni tamtego tygodnia na turnusie we Wrocławiu.

Już w poniedziałek, gdyśmy się stawili ochoczo, choć nie do końca punktualnie (Ignaś przymknął oko tuż przed metą, aż żal go było budzić), dowiedzieliśmy się, że z uwagi na ważne sprawy Instytutu, będziemy ćwiczyć do czwartku, bo zaproponowany nam piątek po południu nie pasował nam akurat:) Ok. Zgoda. "Nie ma tego złego, co by na dobre...."-  sami wiecie....

A jak się skończyło?
Ano, skromniutko. Na dwóch dniach z rzędu i gorączką oprotestowującą wysiłek i nadmiar wrażeń na dzień trzeci, czyli we środę:) Tak, tak, Ignaś o swoje interesy i zdrowie psychiczne zadbać potrafi. Gdy już o krok do przeciążenia jest, lub dwa, daje znać na właściwe sobie sposoby, żeby zwolnić, odpuścić, zaniechać, oddech złapać. Bo gdyby tak mama zagorączkowała, to kto wie, czy zajęcia by się nie odbyły? Wcale to nie jest takie pewne. Od lat półki w aptekach uginają się od magicznych specyfików, gorączkę nokautujących za jedną pigułką, …

W sprawach "nie-prywatnych" (?)

Obraz
Rzadko się przyłączam do różnych akcji w sieci. Ale ta sprawa też sieje we mnie niepokój i sprawia, że czuję się nic-nie-znaczącym obywatelem naszego kraju. Dlatego pozwalam sobie (również w imieniu Ignasia i jego przyszłości, i przyszłości wszystkich naszych Dzieci) wyrazić swoje niezadowolenie z tego, co dzieje się na szczytach władzy, ponoć w naszym imieniu. To nie jest w moim imieniu! O żywności GMO i o stanowisku naszych "mądrogłowych" więcej przeczytacie u Mamy Laury w tym wpisie. Ja nie mam takiej lekkości pióra w zajmowaniu stanowiska w sprawach ogólnych i publicznych....
Za to z przyjemnością podsyłam wam obrazek....
Kliknijcie, zajrzyjcie, podpiszcie.... może to coś zmieni?

PS. Tuż po napisaniu tych kilku słów, naszły mnie refleksje, czy aby na pewno nie jest to moja sprawa? prywatna? Czy nie podobnie było ze szczepionkami skojarzonymi  i nie-skojarzonymi, zawierającymi rtęć, wstrzykiwanymi naszym dzieciom i reklamowanymi bez mrugnięcia oka (oczywiście z wykorzysta…

Wszystko dobre, co się kiedyś kończy;)

Obraz
Mama odpoczywała, odpoczywała, odpoczywała, aż dziś od pewnej zaprzyjaźnionej Osoby usłyszała, żeby się wreszcie do roboty wzięła:)

A zatem, zakasała rękawy, rozgrzała palce i stuka.

Od wczoraj jeździmy na terapię (uwaga, uwaga!) neurosensomotorycznej (uff, nie zgubiłam żadnego elementu) integracji odruchów. Zajęcia bardzo przyjemne są. Przez 2,5 godziny przemiła Pani o pięknym biblijnym imieniu gładzi Ignasia po całym ciele, delikatnie uciska jego mięśnie, stawy, policzki, czółko, cały czas podążając za nim cierpliwie (w czym dopatruję się tajemnicy ich dobrej relacji i sukcesu terapeutycznego), podśpiewując, deklamując wierszyki, dialogując z nim radośnie i za grosz nie okazując irytacji bądź znużenia tym, co wspólnie robią. Pani nie ma parcia na wykonanie tego czy innego ćwiczenia, nie upiera się przy swoim, nie gniewa, gdy Ignaś wdrapuje się na moje ramiona i odmawia chwilowo współpracy. Ona go rozumie! Cudowne jest to obserwować. Dziękujemy Pani o przepięknym imieniu:)

Nie wiem w…

Mama odpoczywa

Jest taki weekend w roku, bądź trzy, gdy Mężczyźni (wszyscy czterej) Wyjeżdżają.

Mama wtedy siedzi sama w domu, najczęściej do późna (choć zdarzyło jej się też paść po "dobranocce" i spać do rana) i się delektuje:) A to ciszą, a to nic nie robieniem (albo robieniem w swoim tempie jedynie), a to umilaniem sobie tego czasu, by zagłuszyć tęsknotę, która budzi się w niej 5 minut po wyjeździe Towarzystwa, na różne sposoby. Generalnie odpoczywa. Można by ją posądzić o samolubstwo, egoizm, wyrodność, lenistwo i inne takie paskudne przywary, ale po co?

I oto znów taki weekend nastał, dzięki Dobremu Sercu Taty, i mama się regeneruje. Głównie poprzez:
- samotną wizytę w kinie na "Zakochanych w Rzymie"- ach, włoski klimat....
- nurkowanie w dzbanku herbaty z imbirem i miodem......
- wędrówce po sieci, w poszukiwaniu nowych inspirujących historii i włączaniu ich do listy ulubionych blogów......
- studzenie wody w wannie, oczekującej od godziny na kąpiel (zaplątałam się w siec…

Damy radę....

Obraz
Ignacy zdecydowanie zmienia swoje nawyki i coraz bardziej upodabnia się do typowego dwulatka:)
Okazuje się, że jedna drzemka w zupełności wystarczy, gdy śpi się rankiem do godziny 10:00:) A i z usypianiem w łóżeczku już tak łatwo nie idzie, bo świat taki kuszący i ciekawy, że szkoda czasu na sen:)

W przyszłym tygodniu czeka nas turnus w instytucie dr Masgutowej- dziś potwierdzaliśmy, i jeśli taka tendencja się utrwali- z jedną drzemką i większą wytrzymałością Iggiego, to widzę to raczej w jasnych kolorach. Damy radę.

Podobnie jak daliśmy radę z Candidą, w co jeszcze trudno mi uwierzyć, ale ostatnie badania pokazały, że sobie poszła w las od Ignasia! Obyż to była prawda na dłużej, bo już miałam mordercze zamiary wobec niej i nie zawahałabym się ich zrealizować, gdyby była taka potrzeba:)

Musimy co prawda powtórzyć badanie gdzieś za miesiąc, bo może "próbka była czysta, ale cały organizm niekoniecznie uwolniony", ale na razie cieszmy się tym co mamy, a nie martwmy na zapas.

A …

Łańcuszek

Obraz
Nie wiem, czy powinnam się przyłączyć do tej blogowej zabawy, ale z szacunku do Mamy Dzielnego Franka postanowiłam kontynuować łańcuszek. Byłoby niegrzecznie;) gdybym zignorowała.
A tak jest miło;)

A nie wiem, ponieważ nie mogę wytypować aż 11 blogów, bo aż tylu nie oswoiłam. A część z tych, które oswoiłam, otrzymało już zaproszenie- więc ponownie zaprosić ich nie mogę. I jestem w kropce:)

Tym niemniej, zrobię co  w mojej  mocy, by ktoś kolejny poczuł się zaproszony, wyróżniony, przyjemnie zaczepiony. Jest to wyraz uznania dla pisania i dzielenia się sobą. A każdy taki gest prowadzący do zmniejszania się dystansu między ludźmi jest cenny.  Więc biorę udział na swój niepełny sposób, ale najlepszy z aktualnie dla mnie możliwych.

Łańcuszek "Liebster Blog" polega na wytypowaniu 11 blogów, budzących nasze emocje i zaproszeniu ich Autorów do udzielenia odpowiedzi na 11 pytań mniej lub bardziej osobistych w sposób mniej lub bardziej osobisty. Zaproszeni przed wytypowaniem (lub po)…

Różne "myśli nieuczesane"

Obraz
Kołaczą się w głowie różne myśli, którym brak jakiegoś przewodniego wątku, jakiegoś punktu styku, przecięcia. Jeśli nie uwzględniać oczywiście faktu, że z której strony nie patrzyć, to zawsze w centrum jest Ignaś:)

Pozbierałam je więc, nanizałam pstrokate, o nieregularnych kształtach i wielobarwne i oto są.
Nim je jednak wyślę w świat, podzielić się pragnę największą naszą radością ostatnich dwóch dni. A zatem:

Ignacy robi to już nałogowo:) Siada gdzie leżał jeszcze przed sekundą, po chwili znów leży by usiąść z niekłamaną satysfakcją w oczach. Naszym oczom zaś jawi się zupełnie nowy Chłopczyk, takiego go jeszcze nie znaliśmy! Jest Cudny! Niewymownie! A spróbujcie go teraz położyć na poobiednią drzemkę! Ha!
Leżenie jest przecież taaaakie nudne;) Pion to dopiero coś!

A teraz reszta.


Jakiś czas temu otrzymałam (figurując na liście tak zwanej mailingowej) propozycję. Nie byle jaką, kuszącą, intrygującą i natychmiast wzbudzającą pewien wewnętrzny konflikt (kiedyś mówiono o tym …

Po drugiej stronie lustra....

Obraz
....była piękna słoneczna pogoda. Powietrze przejrzyste i rześkie, łaskotane promieniami słońca przywodziło na myśl pierwsze wiosenne migawki, co krew w żyłach poganiają i wypełniają serca nieuzasadnionym, zdawać by się mogło, uniesieniem. Taki marcowy haj nas dzisiaj złapał niespełna 30 km od naszego domu, podczas, gdy przekraczając niewidzialną granicę naszego miasta, wyznaczoną łagodnie naturalną rzeźbą terenu, zanurzyliśmy się w gęstym mlecznym oparze i temperaturze wprost z samego środka grudnia.
Mordor. Wypisz, wymaluj.

Wyprawa nasza dziś niestandardowa była, nie ograniczająca się li tylko do Centrum, gdzie Ignaś w hiperaktywnym nastroju będąc, podważył na dzień dobry wiarygodność Matki, uprzedzającej, że rzeczony gość jest właśnie zmęczony.  Bo teoretycznie i powołując się na dotychczasową naszą praktykę, po 3,5 godzinach czuwania powinien ów padać na twarz, marudzić, lamentować i współpracy okazywać tyle, co nic.
Tymczasem Ignaś tryskający energią, rzucił się na zabawki, wsta…

Same wielkie dni u nas:)

Dziś kolejny.
Wielki, bo Tata w domu! I nie żeby rozleniwił się czy rozchorował. Nie- żeby nagle po weekendzie znów jakiś weekend się nadażył.
Dziś Tata z nami w domu, bo jedziemy do lekarza, do Głogowa samego, więc na taką wyprawę Mama potrzebuje wsparcia. Do 50 km radzi sobie sama, ale dalej, to już dobrze mieć jakąś dorosłą bratnią duszę w pobliżu.

Ignaś właśnie pojechał na pobranie krwi do badań wszelakich i różnorodnych. To też Tata obstawia, bo Mama po szpitalnych traumach już nie pomieszcza w sobie łez, stresu i napięcia. A to Ignasiowi nie pomaga w takich trudnych chwilach, więc na posterunku stoi Tata w takich okolicznościach. Dlatego też trochę nam się przewlekała ta sprawa, bo Tata- jak to Ojcowie w dzisiejszych czasach- późno wraca do domu, żeby nas na powierzchni finansowej utrzymać, a nie sposób jechać z dzieckiem o 19:00 godzinie na pobranie krwi, jeśli to sprawa życia i śmierci. Co by o nas pomyślały Panie Pielęgniarki?:)

A dziś nadarzyła się idealna okazja, więc prędk…

09.11.2010/2012

Dziś wielki Dzień!

Ignacy kończy dwa latka!

Już pięć razy odśpiewaliśmy mu rodzinnie "sto lat", a on przyglądał nam się zadziwiony i zaskoczony:)

Ponieważ w domu czas żmudnych przygotowań do rodzinnej uroczystości, która jutro od rana, dziś tylko tak napomknę właśnie.

A torcik już się robi:)

Pozdrowienia dla wszystkich Maluszków, które przyszły na świat razem z Ignasiem w różnych stronach świata i zakątkach Polski:)

Od przybytku głowa (nie) boli!

Obraz
Ten poniedziałek zaczął się feralnie.
Był czarny i szewski jednocześnie.
Pani od rehabilitacji przeniosła godzinę spotkania, wcześniej ustaloną i uwzględnioną w naszym rozkładzie jazdy na 11:00. Ignaś obudził się o 7:00 i przy normalnym rytmie nie miał szans na wyspanie się przed ćwiczeniami. Mama wysłała sms-a z prośbą o wcześniejszą wizytę. Mamę bolała głowa. A Ignaś nie chciał spać w ramach tradycyjnej drzemki. Mamie za to spać się chciało bardzo mocno. Jak Ignaś już usnął, to obudził się nadspodziewanie szybko. Tak szybko, że się mama przestraszyła, że mu energii do 13:00 (rehabilitacja rzeczona, umówiona) nie wystarczy i ją całą przepłacze i zmarnuje. Poza tym mamie chciało się spać dalej.
Ignaś wygrał- znowu (to mu niechybnie wróży przyszłe mistrzostwo świata w jednej z najtrudniejszych sportowych dyscyplin:)). Z dalszego wylegiwania się pod ciepłą kołdrą nici. Mamę głowa zaczęła boleć jeszcze mocniej. W instynktownym odruchu chronienia swoich dzieci przed sobą samą w odmianie &…

Testy na wytrzymałość

Dziś Ignaś występował w roli eksperta i przeprowadzał na nas swoje testy na naszą wytrzymałość:)

Miłość cierpliwa jest.....
Nie unosi się gniewem....
Nie pamięta złego....
Wszystko przetrzyma....

choć czasem musi się baaardzo starać:)
Mam nadzieję, że zdaliśmy, choć ciężko było.

Takiego wrzasku wściekłości z takiego małego gardła jeszcze nigdy nie słyszałam! I na dodatek nie wiadomo o co, bo tego kodu jeszcze nie rozkodowaliśmy.....

Dość, że zakończyliśmy już nasze podróżowanie, osiedliśmy w domu, nagrzaliśmy w kaloryferach. Upiekłam chleb, ugotowałam kompot (jabłka w tym roku obrodziły przepięknie)... A Ignaś wreszcie zasnął:)

Jutro będzie  zdecydowanie lepiej;)

Skierowanie już załatwione. Musimy w tym tygodniu pobrać Ignasiowi krew i dostarczyć doktorowi. Za jego- jak się okazało- pośrednictwem, przeprowadzimy resztę procedury. Zgody podpisane, probówka klekocze się w torebce....

Co nam to da? Jeśli poznamy wynik, będziemy w mniejszej czy większej kropce? I czy to jakoś symptomatycz…

Gdybym była Ignasiem.....

Droga Mamo. Kobieto, którą spotykam codziennie, gdy otworzę oczy. Z której brzucha mnie wyciągnięto kiedyś.
Chcę ci coś powiedzieć. Że:
Zupełnie niepotrzebnie..... Nie rozumiem, czym się zamartwiasz? Po co ta presja i dylematy? Po co te depresyjne nastroje i euforyczne wzloty? Przecież jestem. I to wystarcza. Pojawiłem się tu między wami i jakby nie było- jest. Jestem. To wszystko.
A że  nie taki, jak inni? Nie taki, jak oczekujecie, że powinienem być? Nie taki, jak cię świat przekonuje, że powinienem być?
Jakie to ma znaczenie? Dla mnie żadne.
Budzę się, spotykam was, coś zjem lepiej lub gorzej.... pobawię się albo pomarudzę. Tak po prostu...
Czy ma to naprawdę zasadnicze znaczenie?
Nie cierpię. Raczej się uśmiecham. Czy to nie wystarcza?. Może nie będę fizykiem jądrowym ani wziętym lekarzem. Może nie będę nawet budowlańcem, ani hydraulikiem. Ani nauczycielem, ani biznesmenem.
Czy to ważne? Skoro już jestem, to może to właśnie ma znaczenie. Nawet nie wiem, po co się pojawiłem tu między wami…

Luźniej

Obraz
niż przypuszczaliśmy i planowaliśmy zapowiada się ten tydzień. Ze względu na wolne dni i wszelakie podróże, wypadły nam zajęcia z rehabilitacji i logopedii. Jakoś tę lukę staraliśmy się zapełnić, umawiając zastępczo i dodatkowo, ale jednak nie udało się uniknąć niespodziewanych zmian i np. dodatkowo przepadną nam konie w tym tygodniu:( Szkoda.

W ogóle zastanawiam się nad zwiększeniem godziny rehabilitacji w tygodniu o jedną (wówczas Ignaś ćwiczyłby pod okiem i ręką profesjonalisty znowu 4 razy w tygodniu, a nie- jak teraz 3). Wydaje mi się, że jest coraz bardziej aktywny, żądny przygód, silniejszy i warto to wykorzystać z korzyścią dla niego. O tempie i ilości rehabilitacji rozmyślam od czasu do czasu, bo to kwestia wielce indywidualna i dylematotwórcza. Niekiedy przetrawiam wątpliwości, czy nie powinniśmy więcej i czy "więcej" w rzeczy samej oznacza "lepiej"? Wiem, że inne dzieciaczki ćwiczą intensywniej... i popadam w kompleksy złej matki:) Niewystarczającej:)
Ni…

Dlaczego?!

Z zimy już okruchy zostały, choć to właściwie jej preludium:)
Czas przesunięty. Życia jakby ubyło.

Dlaczego Pani go ćwiczyła Vojtą?

Usłyszałam wczoraj to pytanie, podszyte wyrzutem i niezrozumieniem i aż mnie trachnęło!

Dlaczego?

Bo SIĘ BAŁAM!
Bo rzecz dotyczyła MOJEGO DZIECKA. A ja byłam zagubiona i przerażona nieobliczalnością tej sytuacji- jego kłopotów, apatii, "maltretowania" w szpitalach, wycofania, bezradności świata medycznego, dezinformacją, poczuciem winy.... można wyliczać bez końca.
Bo kilku LEKARZY, ponoć DOBRYCH, bez wahania podało taką konieczność.
Bo znam kilkoro dzieci "wyprowadzonych" tą metodą ze swoich kłopotów.
Bo tego uczyli mnie na studiach, które swego czasu ukończyłam ("najlepsza metoda") - o Bobath'ach nikt wtedy nie wspominał....
Bo przeszukiwane strony w internecie wciąż mówiły stronniczo- dziś to wiem, o dobroczynnych skutkach tej trudnej metody.
Bo nagłośniane są społecznie te historie dzieci, którym Vojta pomogła.
Bo we Wrocławiu …

Totalna zima

Obraz
Za oknem- rzecz jasna:) U Was też tak jest? Sypie, jak w środku stycznia, w narciarskim kurorcie jakimś:)
Ot, jakie cuda widzieliśmy dziś jadąc "na koniki".



To zadziwiające, że pierwszy śnieg z reguły wyzwala pozytywne emocje, z zachwytem w czołówce i pewną ekscytacją. Wow- coś się zmieniło! Cud się dokonał! Bez naszego udziału świat toczy się utartymi ścieżkami. Mamy się na czym oprzeć...
Dopiero po kilku sekundach dociera z mózgu impuls, pożeracz radości, że oto znów ślisko, zimno, rachunki za gaz wzrosną, z nosa będzie kapać.

My jednak się temu nie poddajemy. To cudne, że zima się pojawiła. Bo jakkolwiek będzie dla nas uciążliwa, po niej znów (o ile doczekamy;) nadejdzie piękna wiosna, a w kolejce ustawią się lato i jesień:)

Dziś Ignaś zachwycony nie był perspektywą przejażdżki konnej. Może to kwestia wybudzenia z krótkiej drzemki, w którą zapadł w czasie jazdy, zamiast regularnej porannej, w swoim własnym łóżeczku? A niewątpliwie jest to też echo pierwszych doświadczeń z…

Horrorrr orrrrtograficzny;)

Obraz
Po trzech kulawych ocenach z dyktanda naszego Średniaczka, w domu zapanowała ortograficzna panika, ręce podtrzymujemy sobie na wzajem by nie opadły i wspólnymi, kilkupokoleniowymi siłami staramy się bańkom zaradzić. Co oczywiście nie spotyka się z entuzjazmem i zrozumieniem u głównego zainteresowanego:). No cóż- uroki dzieciństwa...

A u Ignasia prócz gulgotów- już więcej niż pewne, że rezonans musimy w tym roku odpuścić- humor kwitnie na całego. Radość i energia go nie opuszcza, zasuwa po podłodze jak mała torpeda (no- przesadzam trochę, ale po miesiącach stagnacji jego ruch teraz przypomina prędkość światła) i ponoć dziś na rehabilitacji Pani Kasia stawiała z nim pierwsze kroki (tata był- opowiadał). Tymczasem ja już prawie zakończyłam październikowy obchód po lekarzach (jeszcze tylko genetyk nam został....).

Wczoraj neurolog, zamiast wycofać- przepisał Ignasiowi inny lek (Depakine) na padaczkę, której ja nie widzę, ale on- dyskretne objawy dostrzega. Nie wiem, co o tym myśleć. Ale w…

Ha- ironia losu...

Ha! Mamy termin, na który tak długo czekaliśmy, a im on bliżej, tym ciemniej to widzę.
W naszym domu rozpoczęło się.... pokasływanie.
Najpierw Średni syn, jakoś od piątku, po uganianiu się po podwórku w krótkim rękawku...
Potem Starszy syn- ból głowy znokautował go dziś centralnie i biedaczek padł przed 20:00.
No i tata- co 10 sekund cichutko pokasłuje i udaje ... że to nic i że jest całkiem zdrowy.
Ignasiowi wczoraj znów gulgotało, ale łudzę się jeszcze, że to jakieś moje omamy..

No bo chorego dziecka nikt nie znieczuli do badania MRI głowy. A takie mieliśmy wykonać w przyszły poniedziałek....

Pech? czy zrządzenie losu?
Zobaczymy.

Tymczasem obdzwoniłam tzw. Instytucje, najpierw w poszukiwaniu kodu procedury badania z użyciem mikromacierzy, żeby następnie w NFZ dowiedzieć się, jak to jest z refundacją w naszym kraju? Ale nawet nie zdążyłam do tego NFZ zadzwonić, bo Pani z IMiD'u poinformowała mnie, że nie ma nic takiego jak refundacja tego badania. Że owszem- NFZ czasem dopłaca ni…

Dla innych Rodziców:)

Obraz
Urzekł mnie ten tekst.
To dla Was -  wszystkich podobnych do nas:)
Rodzicom zmagających się z lękiem i chorobą swojego dziecka.
I nie tylko:)


"Toż to zwykły lęk
Rudą warstwą wżera się
Korodujesz dzień za dniem
Uniwersum jest
Stąd do zawsze ciągnie się
Na Twój obraz podobieństwo Twe

Jesteś cenny tak jak ja
Jesteś piękna tak jak ja
Jestem dzielna tak jak Wy
Niebezpiecznie wręcz (...)"

HEY, "Do Rycerzy, do Szlachty, do Mieszczan"

Utworu można posłuchać tutaj bądź tutaj:)

Pozdrawiam letnio, leniwie, słonecznie i popołudniowo.
Obraz
Mam kłopot z tytułem.
Więc będzie bez.


Czwartek jak czwartek, jak poniedziałek, jak piątek, jak środa.... Nic szczególnego, prócz totalnych nowości, które wciąż i wciąż pojawiają się w naszym życiu. Za sprawą Ignasia oczywiście. To on otworzył mi drzwi do wszelakich gabinetów rehabilitacji, obznajomił z nowymi terminami specjalistycznymi, poszerzył wiedzę medyczną, zwrócił uwagę na fakt, że istnieje inna radość, niż radość płynąca z normalnego biegu spraw.  Radość z długo wyczekiwanego gestu, miesiącami oczekiwanego widoku dziecka stojącego na własnych nogach, wzruszenie z rozdziawionych do całusa usteczek, z wyciągniętej na do widzenia rączki.

Ile Ignaś rozumie z naszego życia? Z naszej normalności? Tak bacznie się jej przygląda, obserwuje. Ale ile rozumie? 
Rozmyślałam   nad tym dziś podczas jesiennego spaceru, szurając wzrokiem po dywanie z liści, opadłych zapewne na skutek pierwszych, niezauważonych przez nas przymrozków, lub czegoś na ich kształt, kompletnie kontrastujących z dwu…

Hip, hip....

Rozpoczęliśmy hipoterapię.

Pogoda przepiękna, złota, słoneczna. Ośrodek skromniutki, niecałe 20 km od naszego domu, ale aż pachnie fachowością. Przy badaniu Ignasia Panie rzucały takimi hasłami, że miałam wrażenie, iż mówią po chińsku:) No, nie do końca, trochę rozumiałam;)

Ignaś poradził sobie wspaniale. WSPANIALE! Co nie znaczy, że nie obyło się bez płaczu i lamentu pod tytułem "ja chcę do Mamy!!!!", Ale ogólnie było ok. Nie musi być upinany w żadne kombinezony, sam świetnie sobie fizycznie daje radę, co oczywiście mnie cieszy. Zawsze dobrze słyszeć takie słowa:)

Niestety konika nie dotknął:( To dla niego zbyt wiele. Na razie. Ale fakt, że prowadziła go znajoma Pani chyba sporo zdziałał, bo łkanie było przetykane chwilami ciszy (musiałam wyjść z hali, bo nie dałoby rady utrzymać go na grzbiecie konia... podsłuchiwałam przez drzwi.

No i tak ogólnie, pierwsze lody przełamane. Zobaczymy jak pójdzie później.


Mamy też już opinię/orzeczenie o wspomaganiu rozwoju (nareszcie- czek…

Czekoladowy Joe

Obraz
Na niedzielę to smutów nie ma co uprawiać. Więc antydepresyjnie (bo jesień też wyzwala takie minorowe nastroje w niejednym z nas) zamieszczam fotkę naszego czekoladowego Ignasia.
Zrobić mu ostatnio zdjęcie graniczy z cudem. Ignaś jest tak zainteresowany wszelkimi osiągnięciami współczesnej techniki, że natychmiast domaga się "zetknięcia" z rzeczonym urządzeniem i po "efekcie zdjęciowym" ślad nie zostaje. Zadziwiające to skądinąd. A siła jego ciekawości jest tak wielka, że wczoraj telefon mamy o mało nie skonał na skutek oślinienia/zagryzienia i lądowania na twardej posadzce w przerwach w degustacji.
 Na szczęście sam się cudem reanimował i nauczył Matkę tego i owego:)

Ignaś dziś jest "jedynakiem z odzysku", gdyż pewna nasza Cudowna Ciocia (o której tu już nie raz było pisane) sprezentowała nam wieczór i większość niedzieli bez naszych dwóch Starszych Synów, zapraszając ich na nocleg weekendowy do siebie i Jej Synów. I tak oto, wszyscy szczęśliwi upajają …

Wątpliwości cała garść...

Obraz
Wiecie, jak trudno napisać apel o pomoc? A jak trudno go potem gdzieś wysłać?

Zielonego dotąd pojęcia o tym nie miałam.

I pewnie nie wpadłabym na to sama.

Chociaż - przy zakładaniu konta w Fundacji mówiono mi, żeby tak robić. Zapomniałam o tym na rok. Wyparłam. Za trudne to było. I nadal proste nie jest. Coś na granicy wstydu? skrępowania? upokorzenia? Okropne.

Jedynie myśl, że to dla Ignasia. Że mu potrzebna rehabilitacja i nie wiadomo jak długo jeszcze będzie musiał ćwiczyć (3,5,10 lat?)...Ale też, że daje efekty... Że  jest coraz silniejszy, coraz więcej potrafi, chce, może.

A wiecie, co jest jeszcze trudniejsze? Gdy inni tego nie rozumieją, albo- rozumieją na opak... To boli chyba bardziej, niż nasza szara pracowita codzienność, tony spraw do załatwienia, telefonów do wykonania, spraw do ogarnięcia, krzyków, płaczów, marudzeń, buntów przy ćwiczeniach... Boli bardziej, niż widok sprawnych dwulatków, biegających po placu zabaw, budujących babki z piasku i krzyczących na całe gardło:…
Wizyta u ortopedy przebiegła nadzwyczaj i niespodziewanie. Sprawnie, rzeczowo i uprzejmie.
Nic z moich przewidywań i kolejce na poczekalni się nie sprawdziło. Ot, przyszliśmy i weszliśmy:)
Otrzymałam zaświadczenie o braku przeciwwskazań do hipoterapii Ignasia, ale z maksymalną ochroną kręgosłupa. Tak więc pierwsze "koniki" już umówione na przyszłą środę. Zobaczymy jak będzie.

Poza tym dzięki uprzejmości i życzliwości Mamy Franka, dowiedziałam się, że mamy możliwość przeprowadzić badanie z mikromacierzą taniej, niż wcześniej myśłałam/pisałam. Dzwoniłam do Instytutu Matki i Dziecka i dowiedziałam się, że badanie takie w wariancie komercyjnym, tzn. bez refundacji, kosztuje u nich 1600,00 zł (a nie 2.200,00 np). Pani powiedziała, że aby dostać skierowanie (co jednak jest możliwe! o czym nie powiedział nam nasz genetyk...), trzeba znaleźć szpital, który ma z nimi podpisaną umowę na takie badania- ale tych jest niewiele, albo być pod opieką IMiDowej Poradni genetycznej w Warszawi…

Mamy termin!

Obraz
Hura! Już niedługo uda nam się przeprowadzić kontrolne badanie MRI głowy- mamy wreszcie wyznaczony termin badania na 29 października br. Sprawa była o tyle trudna, że zależało nam na ambulatoryjnym przeprowadzeniu akcji, a nie na hospitalizacji. Zawsze to trochę mniej stresu związanego z obcym miejscem, obchodami, no i ogólnie- atmosferą szpitalną.
Teraz tylko musimy dmuchać i chuchać na Ignasia, żeby się nie zaziębił do tego czasu, bo wówczas z badania będą nici.

A sam Ignaś zmienił swoje upodobania ostatnio bardzo wyraziście, co w pierwszym momencie mnie zaskoczyło i zupełnie na to nie wpadłam, ale metodą prób i błędów odgadłam, co stara mi się przekazać tym protestem i płaczem. Rzecz się tyczy zasypiania, które dotąd regularnie i rytualnie odbywało się w jego łóżeczku przy dźwiękach kołysanek bądź Mozarta (poważnie, nie czaruję- ponoć ma dobry wpływ na psychikę i sferę poznawczą, więc skoro posiadamy w swojej płytotece, a on to toleruje- czemu nie?:), sam w pokoju będąc, czasem tyl…

Plany, plany....

Ignaś właśnie wypoczęty i rześki, obudził się na przedpołudniową rehabilitację, która dziś wyjątkowo o 11:30 a nie o 18:30. Może lepiej będzie mu ją znieść?

A ja już planuję kolejne miesiące pod znakiem turnusów (podniesiona na duchu opowieścią Mamy Dzielnego Franka, który chyba podobnie jak Ignaś zmaga się z opóźnieniem rozwoju i robi piękne postępy).

I tak- w listopadzie zaklepałam już turnus w Instytucie terapii Dr. S. Masgutowej. Będziemy jeździć codziennie przez 5 dni do Wrocławia (na szczęście blisko i można codziennie wrócić do domu).

W maju mamy rezerwację turnusu w znanych już nam 3 Koronach.

Zastanawiam się czy nie poszukać jeszcze czegoś w międzyczasie, bo może faktycznie trzeba chwytać każdą okazję przed 3 rokiem życia Ignasia?

Muszę też popytać inne mamy, jakie są możliwości odbycia turnusów refundowanych przez NFZ. Może o nich po prostu nie wiem.....

Jutro wyjeżdżamy do ortopedy po pozwolenie na hipoterapię!

Oj, dzieje się i będzie się działo! Oj.

Tęczowy atak

Obraz
Jako dziecko wierzyłam głęboko, że zobaczyć tęczę to przynosi szczęście. I każdorazowo było to głębokie przeżycie i nieopisana radość. Tęcza zwykle pojawiała się- jak to ona- po deszczu i najlepiej widać ją było z okna balkonowego w naszym mieszkaniu na jednym z miejskich blokowisk (wtedy jeszcze to określenie nie osadziło się na stałe w naszym języku i nie miało takiego negatywnego wydźwięku)...

Dziś, w niedzielne chłodne popołudnie wybraliśmy się rodzinnie na spacer (odkleić dzieci od kompa to sztuka, zwłaszcza gdy na dworze 10 st.C). A Ignasia chyba coś bierze, bo na różne sposoby jego organizm daje znać, że niedomaga biedaczek, ale gorączki nie ma, z nosa nie kapie, kaszel nie dusi (ot, pojawia się sporadycznie), więc nie ma co siedzieć w domu. Kto wie, kiedy spadnie pierwszy śnieg?;) brrr...

No i spójrzcie, cośmy ujrzeli- bez deszczu wprawdzie, ale za sprawą burzowych chmur, które bawiły się z nami w ganianego:)

Ignac opatulony, nic a nic nie rozumiał- czym my się zachwycamy, bo po…