18 marca 2012

Niedzielny rejwach:)

Ruch u nas w ten weekend spory. Kilka osób nas odwiedziło, wszystkie serdeczne, choć nie wszystkie radosne.... A teraz już w domowych pieleszach i w składzie czysto rodzinnym, szykujemy się do kolacji.
Iggy  w foteliku, trenując swoją ulubioną zabawę "zrzut wszystkiego co pod ręką" i domagając się uwagi, popiskuje żeby wyrwać się na ręce do któregoś z nas. Większa część naszej gromady pływała dziś na basenie, a teraz zajmuje się rzeźbieniem w serze, przekomarzaniem, i rozsiewaniem tostowych aromatów po całej kuchni.
Jutro za to czeka nas "tour de lekarski świat", co oznacza wizytę w Poradni genetycznej, gdzie "jesteśmy" (uwielbiam formę 'pluralis majestatis';)) pod opieką. Na razie dla nas z tej opieki wynikło tylko stwierdzenie "genotyp męski prawidłowy" i dłuuuugi opis choroby, kondensujący wszystkie nasze perypetie na dwóch stronach A4, kilku zaleceniach i stwierdzeniu, że "Ignacy otoczony jest troskliwą opieką rodziców". Zadziwiające, jak na dokument medyczny:) Nie wiem, czego się spodziewać po jutrzejszej wizycie, ale być może otrzymamy kolejne wyniki wieloetapowej diagnostyki, ufam, że prawidłowe. Mam poczucie, że Ignacy wymyka się wiedzy medycznej, oscylującej na kontinuum "zdrowie-choroba", gdzie nasz syn plasuje się na krańcu prawym. Jedynym lekarzem, z którym się spotykamy i wychodzimy z nadzieją, jest osteopata, posługujący się nieco inną nomenklaturą, rozciągającą się na jednej osi, gdzie ktoś może mieć "więcej lub mniej zdrowia". Wolę taką perspektywę, wbrew rezonansowi i zdroworozsądkowej wiedzy z początków XXI wieku. Pewnie to jakiś mój wyszukany mechanizm obronny:) Ale niech tam- czasem trzeba je włączyć, żeby mieć siłę podrzucać Iggiego do góry i wędrować z nim po mieszkaniu, nosząc na rękach.

Wciąż mam z tyłu głowy myśl, że wypadałoby opisać dokładnie, co się działo z Iggym przez ostatnie miesiące, ale jakoś nie mogę się za to zabrać, bo to nudne:) Więc tym razem znowu odpuszczam.

Za to napiszę, że nasze plany zakupienia kombinezonu Theratogs (specjalny wynalazek rehabilitacyjny dla dużych i małych, który pomaga utrzymać prawidłowe napięcie mięśniowe w ciele i usprawnia tym samym ruchy spontaniczne i intencjonalne oraz modeluje/pobudza mięśnie szkieletowe do prawidłowej pracy- to moja autorska definicja, więcej można poczytać w sieci) są już na finiszu. Tzn.: zakup dokonany w USA, czekamy na przesyłkę:) To m.in. na to zbieramy fundusze w fundacji. Koszt takiego kombinezonu w Polsce 2800,00 zł, w USA 561$ (ok. 1850 zł). Jest różnica... Zaś z mojego pomysłu ćwiczenia w domu raz w tygodniu pod okiem profesjonalnego rehabilitanta (wiem, że o tym nie pisałam, ale właśnie to robię:), raczej nic nie wyjdzie. Bo owszem- znalazłam fizjoterapeutkę gotową do nas dojeżdżać, niestety koszt takiej wizyty to 120 zł za 45 minut i jest to dla nas ogromny dylemat finansowy. We Wrocławiu w prywatnym ośrodku płacimy 70 zł, więc różnica jest znaczna.
Może tak spontanicznie przeplatając to tu to tam sprawy codzienne informacjami rehabilitacyjno-medycznymi, przemycę wszystko, co ważne i istotne w sprawie "I"?

I na koniec "stary niedźwiedź mocno śpi":)


1 komentarz:

  1. Śłodziutki:-)Trzymam za Was bardzo mocno kciuki :-) :-) :-)

    OdpowiedzUsuń