Depresyjka

Zastanawiam się, czy ta wczorajsza depresyjka nie jest czasem objawem jakiegoś magicznego PTSD:)? Bo opieka nad chorym dzieckiem to przecież sytuacja silnie stresująca i obciążająca emocjonalnie, a do tego przez pewien czas towarzyszył nam strach o życie Ignasia. Więc może to nie mój zepsuty charakter, tylko naturalna kolej rzeczy?
Ilu rodziców jest w takim samym nastroju jak ja notorycznie?  Z krótkimi przerwami na radość, odetchnięcie, krótkie zapomnienie? Już teraz wiem, że bardzo wielu. Tylko zwykle mijało się ich, jakby nie widząc, uciekając przed spotkaniem, które zawsze wywołuje rodzaj zakłopotania i skrępowania. Wszystkim. Smutkiem w ich oczach, choćby najbardziej ukrywanym i maskowanym, zmęczeniem, zmartwieniem, widokiem niepełnosprawnego dziecka, własnymi emocjami, które kiełkują szybciej niż rzeżucha na parapecie, lękami, żeby tylko mnie to nie spotkało itd.

Pamiętam, że obok tego, co mówiłam na głos (że rozumiem, że ok), przykro mi było, gdy ojciec chrzestny Ignaca bał się go wziąć na ręce, gdy ten- malutki, chudziutki- nie kontrolował głowy. Nieszczęście ludzkie, choroba i cierpienie nas onieśmiela. Ale właściwie po co i dlaczego? Przecież to naturalny składnik naszego życia. Nie da się przed tym uciec, choćbyśmy włączali nitro. Jak dzień i noc. Po prostu jest i czasem nas spotyka. Z takim samym prawem do istnienia jak dobro, szczęście, zadowolenie i sukces. Dlaczego zatem mamy szukać w nim głębszego sensu i wielu rodziców twierdzi, że jest wybranymi przez Boga? bądź w jakiś inny sposób stara się przekuwać cierpienie i smutek na coś pozytywnego? Mnie to osobiście nie interesuje. I nie zamierzam tak robić. Nie czuję się ani wybrana ani szczególna. Raczej czuję się dotknięta (muśnięta) życiem, jego ciepłą, miękką ręką, która nas chwyta, bo tak po prostu jest. Miałam kiedyś takie fantazje (oczywiście podszyte lękiem:)), żeby moje życie płynęło łagodnie i przyjemnie. Któż ich nie miał:) No ale to były właśnie fantazje, zrodzone z naiwnego lęku przed dojrzałością i prawdą, nagą... Nie ma sensu przed tym uciekać, bo to jakby uciekać przed życiem. I basta:)

Od około roku- gdy prawda o inności Ignasia już do nas dotarła, wędruję czasem po necie w terapeutycznym transie, poszukując wsparcia, pomysłów, podobieństw i różnic, po stronach o podobnych dzieciaczkach, jak Iggi. To one mi uświadomiły, jak wielki kawał życia i rzeczywistości dotychczas do mnie nie docierał! wypierałam go i nie miałam o nim zielonego pojęcia. A on jest. Bardziej prawdziwy niż nam się wydaje. Jak chcecie, to zajrzyjcie tam kiedyś...
Preclowa strona- moja ulubiona

Do usłyszenia- Ignaś wstał i pobrzdąkuje coś na górze:) Idę się z nim przywitać po drzemce:)




Komentarze

Inni czytali też:

List do Terapeuty

***

JUŻ JEST! - Sala Doświadczania Świata

TheraTogs - spojrzenie subiektywne

Niczego nie żałuję?