Krótki pościk...

...bo jutro już czasu nie będzie na pisanie. Czeka nas bowiem czterodniowa wielka, tajemnicza i szalona (nawet jak na nas) wyprawa, o której na razie mówić nie chcę, żeby nie zapeszać:)


 Ale wracając do pościka-  chyba znalazłam rehabilitantkę do domu! Dziś w końcu się dodzwoniłam o dość bandyckiej porze (ok 21.00 ja nie lubię już robić żadnych interesów) i z niespodziewaną łatwością umówiłyśmy się na pierwsze odwiedziny u nas w domu. Mają się odbyć 31 maja- bo wcześniej terminy nam nie pasują, ale jak dobrze pójdzie, to będziemy plastycznie dostosowywać się do siebie wzajemnie. I wiecie co? Musiałaby chyba podać jakąś naprawdę kosmiczną kwotę, żebym się rozmyśliła i wycofała. Żadnych warunków nie stawia, żadnego drugiego dziecka z okolicy szukać nie każe, z certyfikatem (bo to mój warunek sine qua non) i jeszcze konkretna i sympatyczna się wydaje.

Więc jednak niemożliwe stało się możliwe:) Fajnie...

Prawda, że jak na mnie to króciutko:)?
A co do ceny za rehabilitację domową (właśnie przyszedł sms)- okazuje się, że dużo niższa niż się spodziewałam i niż dotychczas słyszałam od rozmówczyń! z rachunkiem oczywiście! Wow!

Komentarze

Inni czytali też:

Niczego nie żałuję?

List do Terapeuty

JUŻ JEST! - Sala Doświadczania Świata

***

Ta cała "zabawa" w emocje...