Schematom precz!

Wracając po kilkudniowej przerwie, zwykle nie wiem od czego zacząć. Mam co najmniej kilka pomysłów, ale nie da się wszystkich pogodzić w jednym. I tak siłą rzeczy zawsze coś przepadnie na wieki w czeluściach mojej niepamięci.

Nasze wędrowanie...
Spróbuję temu zapobiec... 

.....Pamiętacie te pierwsze, nieporadne próby małych rączek, by objąć butelkę lub pierś podającą mleko? Albo wyciągane do bliskich, pojawiających się na horyzoncie, w prośbie "weź mnie na ręce!"?

....Doliną Sąspowską (???)
O ile mnie pamięć nie myli (a myli mnie dość często, zwłaszcza, jeśli ostatniego niemowlaka kołysało się 7 lat temu), to gdzieś tak zaczyna się to w pierwszym półroczu życia. Ale nie zawsze. I nie u wszystkich. U nas nie. Nie potrafię opisać, jakie to uczucie, gdy trzymałam w objęciach małego chłopczyka, karmiłam go, a on NIE wykonywał żadnych ruchów rączkami w kierunku moich włosów, twarzy, nie drapał po nosie, nie ściskał palców mojej dłoni. Jakaś bezgraniczna pustka. To święta prawda, że więź tworzy się z dwóch stron, że to specyficzny taniec dwóch partnerów. A co, gdy jeden z nich nie chce tańczyć, albo nie może? Bezradność i rodzaj cichej rozpaczy podbarwionej niepokojem...
Ale nareszcie się to pojawia! W 18 miesiącu życia Iggi obejmuje coraz częściej rączkami butelkę i chętnie pewnie piłby z niej sam, gdyby tylko potrafił ją utrzymać:)
Do tarmoszenia wziął się dużo wcześniej, ciągnąc mnie za włosy, drapiąc po policzkach lub próbując za wszelką cenę i mimo protestów wyrwać mi kolczyki z uszu. A im głośniej krzyczę, tym bardziej go to bawi. Mały sadysta;).....



......Nasze podróżowanie dobiegło końca. Gdzie myśmy nie byli! Codziennie piesze wycieczki, choć Iggi nie dotarł wszędzie, bo wózek nie wszędzie się mieścił.... Ale i tak widział całe mnóstwo i spędził na świeżym powietrzu chyba więcej czasu niż w pierwszych 4 miesiącach swojego życia:)

A byliśmy w Ojcowskim Parku, Krakowie, Jaworznie (tu króciutko, ale sympatycznie. Wszyscy widzą postępy i różnicę w porównaniu do października zeszłego roku!!).
Zobaczyliśmy to, co zwykli turyści oglądać powinni w tamtych okolicach (zwłaszcza w Parku, bo Kraków już nas nie onieśmiela:)).

Ignac świetnie radził sobie z podróżowaniem, ciągle uskuteczniał zabawę w wyrzucanie smoczka w najbardziej niedostępna zakamarki fury i ogólnie był w świetnym humorze, chyba że właśnie postanawiał przetrenować matki nerwy i wytrzymałość na szantaż krzykiem:) Wtedy bywało gorzej... Ale przetrwaliśmy.

Przewijanko:)

Niezłe ziółko rośnie nam z tego trzeciego syna! Żaden wcześniejszy, ŻADEN- powiadam, nie pozwalał sobie na tyle wrzasków, humorów, płaczów. Ale też żaden nie był tak dotkliwie sfrustrowany jak Iggi, bo wszędzie doczłapał, doturlał się, doraczkował i wszystko było w zasięgu jego ręki. Iggi jest skazany na nas, a strasznie pociąga go i kusi świat wokół, więc często po prostu nudzi się przeokrutnie, bo niewiele osób ma siłę lub czas na to, by nosić go po różnych kątach, na mdlejących rękach z wysiłku, i po raz 20 otwierać i zamykać szufladę. Więc jedynym ratunkiem jest krzyk, by odblokować zalegające i piętrzące się emocje...

.... I wiadomość z ostatniej chwili! Ignac zjadł dziś na spacerze, przy fontannie i w towarzystwie gołębi, pół dorosłego pączka! Tym samym został powitany w gronie pełnoprawnych członków naszej rodziny, zwłaszcza po linii męskiej, którzy to przepadają za specjałami tłustoczwartkowymi:) Hip-hip! Hurrra!

Do nowości w naszym życiu należy dołączyć też fakt, że coraz częściej przełamujemy nasze żywieniowe schematy, które klasyfikowały Ignasia w szeregi niemowlaczków. I tak, zamiast standardowego: kaszka- owoce z Sinlac'kiem- zupka- kaszka- nocne mleczko coraz częściej mamy: jajecznica- zupka- deserek (np. pączek:;))- kanapeczka- paróweczka- no i musowo nocne mleczko. Oczywiście nie wszystko na raz, tzn. na jeden dzień, bo generalnie Iggi jada 3-4 posiłki dziennie + karmienie nocne (ciągle jeszcze). W obliczu słabego wysycenia kości trochę mało w tym mleka, dlatego do kaszek musimy wracać często i nieprzerwanie, ale rewolucja i tak duża. Jeszcze niedawno nie-do-pomyślenia było, żeby Iggi jadł kanapkę! I to nie krojoną na kosteczki, ale gryzł regularnie jak mały sekatorek:). Jeszcze cudowniej będzie, gdy będzie ją sam trzymał w rączkach.... Może jeszcze w tym roku??????

......No to do miłego:)

Komentarze

Inni czytali też:

List do Terapeuty

***

JUŻ JEST! - Sala Doświadczania Świata

TheraTogs - spojrzenie subiektywne

Niczego nie żałuję?