Wspomnienia

Muszę je uwolnić, bo zalegają we mnie i nie mogę przestać o tym myśleć:) Ale niech zrobią to za mnie obrazy:)
Padwa- Bazylika Świętego Antoniego. Od tego zaczął się nasz zachwyt, a potem doszło wzruszenie. Przy grobie nie sposób oprzeć się pokusie, by o Coś nie poprosić. Wiadomo, o co, bo i o cóżby innego...

Przed Bazyliką:)

Ignaś usnął z pomocą Taty na jednym z wewnętrznych dziedzińców "przybazylicznych" (jak to miło, że można tworzyć słowa-dziwaki).

Ale bez pomocy prawdopodobnie by się to nie udało, bo natłok wrażeń nie pozwalał się mu samodzielnie wyciszyć...

Potem ruszyliśmy na spacer, gdzie nas stopy i oczy poniosą. Takie zwiedzanie uwielbiamy najbardziej (żadne wycieczki zorganizowane, z przewodnikiem. Zachwyt pojawia się tylko tak, gdzie naprawdę coś nas porusza:)). Po drodze wyłuskiwaliśmy różne widoczki i zakątki, które nas urzekały.













Przez zupełny przypadek (o ile takie istnieją:)) trafiliśmy na przygotowania do rajdu wyjątkowych samochodów. Tata oszalał z radości, napstrykał stos fotek, ale  mnie wystarczy ta jedna:)





Poziom hałasu naturalnie się podniósł i Igi postanowił się obudzić w samym sercu pięknego placu. Zrobiliśmy więc pauzę w sercu miasta...







Były też padwańskie sukiennice z takimi rarytaskami:) To tam natknęliśmy się na Parmezan...











Osobiście nie potrafię przestać podziwiać takich mariaży cegły i listowia:) I te wszechobecne okiennice...




Verona powitała nas równie obficie i hojnie:) Już w podziemnym garażu coś nas zatrzymało na chwilkę) Skromny duecik, o  którym Igi nie ma jeszcze bladego pojęcia, ale już się Tata o to postara, by w przyszłości miał:)
















Była też trudnym dniem, po ciszy padwańskiej, tu- rzeka turystów i jeden wielki pasaż handlowy. Być może to spowodowało rozdrażnienie Ignaca i moje... Ale trafialiśmy też w odleglejsze zakątki, gdzie ruch turystów już tak nie osaczał. Nie mogłabym skończyć tego posta, gdybym chciała zamieścić wszystkie zdjęcia.....

Trzeciego dnia po prostu musieliśmy zwolnić i do południa snuliśmy się po Noale, Igi w spokoju przespał się w wózku i wybudził się w znakomitym nastroju.....
Pierwszy raz (zupełnie nie zdając sobie z tego sprawy, jak sądzę) leżał na lufie:)



Jeśli będziecie na tyle cierpliwi, jeszcze kiedyś wrócę do relacji z naszych krótkich wakacji.

A dziś z teraz: na rehabilitacji Pani znów chwaliła Ignaca i podziwiała jego spontaniczne postępy. A należą do nich:
  • próby pełzania do tyłu- na razie jakby przypadkowe, ale powoli- musi odkryć świadomie tą możliwość i pewnie nabędzie wprawę;
  • próby obracania się za zabawką wokół własnej osi;
  • próby łapania dwoma rączkami butelki z piciem i samodzielnego picia (!).
Pozycja żabki niestety jej nie zachwyciła, ale popracujemy nad tym i będzie dobrze:)

Zeszła się już cała rodzinka i będziemy zasiadać do obiadu. Do usłyszenia.









Komentarze

Inni czytali też:

List do Terapeuty

***

JUŻ JEST! - Sala Doświadczania Świata

TheraTogs - spojrzenie subiektywne

Niczego nie żałuję?