Wyniki

Nigdy nie były lepsze! Po zapaleniu wątroby już ślad nie został! Ignaś analitycznie jest najzdrowszym chłopcem na świecie, co cieszy. Choć nie ucisza niepokoju i nie wygasza pytań, dlaczego? Stało się to, co się stało? Jak długo? Jak długo to jeszcze potrwa? Nie potrafię... mimo codziennych radości i postępów choćby milimetrowych, nie potrafię przestać się smucić. Wczoraj wieczorem przyznałam się przed sobą i Mężem, że nie jestem w stanie się z tym pogodzić. Zaakceptować (a to ponoć terapeutyczne). I zastanawiam się, czy jakikolwiek rodzic potrafi to zrobić? Pogodzić się tak do końca, do spodu, z chorobą swojego dziecka? Czy na samym, samiuśkim, głębokim dnie nie pozostaje smutek i odrobina żalu? I bólu, lęku, niepewności, rozgoryczenia?
Jest jednak w nas tęsknota za tym, żeby było dobrze. Prawda? Wszelkie pocieszenia i rozmowy, nawet takie, w których wcale nie czekamy na pocieszenie, ot- luźne pogawędki ze znajomymi mniej czy bardziej, zawsze kończą się chybotliwym, koślawym, uzurpującym sobie prawo do "wiedzenia", właśnie takim "będzie dobrze" (czasem jeszcze ktoś życzliwie dodaje "zobaczysz"). A przecież my nie wiemy, jak będzie i czy w ogóle będzie? Więc po co to samooszukiwanie się? Ano z lęku zapewne... Bo tego, że nie będzie dobrze to chyba w większości się boimy. A może to tylko moja małostkowość????

Tak czy inaczej, wyniki są fantastyczne i tym się cieszmy. Jeszcze tylko czekamy na aktywną witaminę D3, która trochę później.
Babci H., która zawsze chce wiedzieć wszystko ze szczegółami, zamieszczam z racji naszej rozłąki poniżej wszelkie szczegóły:) (żeby powiększyć, trzeba w nie kliknąć, Kochana)


Na zajęciach z logopedą (piątek) i rehabilitantką (dziś) Iggi sprawował się znakomicie. Współpraca układała się wybitnie w obu przypadkach, i ponieważ Panie wsłuchiwały się w nastrój Ignacego i otaczały Go szacunkiem, on odwdzięczał się im  uśmiechem i zaufaniem. Ale trzeba przyznać, że to On rządził, Chuligan Mały. Inna rzecz, że w stresie i płaczu, na siłę jeszcze nikt niczego się nie nauczył chyba, więc ta uległość i ostrożność Pań jest całkowicie uzasadniona.

A ponad to dziś w sypialni Ignacy kilkakrotnie przyjmował pozycję żaby na brzuszku. Czy ktoś pamięta, co to oznacza? Bo mnie się wydaje (prócz wersji tragicznej, że to jakiś zły omen- zawsze mnie takie nachodzą choćby na sekund pięć), że to przygotowanie do raczkowania (jak twierdzi, w kontraście do mnie, Tata). Byłoby cudownie. Zupełnie się już pogubiłam w prawidłowym rozwoju ruchowym niemowląt, bo Ignacy kompletnie się nim nie przejmuje. A jednak coś mnie wiecznie kusi i korci, żeby pozamykać go w jakieś ramy, bezpieczne normy, od...do.... Żeby zniwelować niepokój, z którym tak trudno żyć.

Dobranoc.

Komentarze

Inni czytali też:

Niczego nie żałuję?

List do Terapeuty

JUŻ JEST! - Sala Doświadczania Świata

***

Ta cała "zabawa" w emocje...