Posty

Wyświetlanie postów z czerwiec, 2012

Falstart

Upały zdecydowanie nie należą do ulubionych okoliczności przyrody Ignasia (podobnie jak całej rodziny). Wszystko się lepi, klei, nie ma czym oddychać i człowiek generalnie (jak jaszczurka) spałby większość dnia. Igi też.

Za nami nieudana próba wycieczki rowerowej. I chociaż fotelik komfortowy, z dwoma pozycjami oparcia, poprzeczką do trzymania rączkami i ochraniaczami na główkę, to jednak napięcie w osi ciała zbyt małe, by wytrzymać bezpiecznie takie bujanie, podrygi, podrzuty i wertepy. Zatem stało się dla nas jasne, że w tym sezonie Igi nie pojeździ z nami zbyt wiele, bo nie przeskoczymy jego wiotkości i braku kontroli ciała.
Cóż. Smutne, ale nie beznadziejne. Poczekamy jeszcze rok.
A swoją drogą- nie pamiętam, czy nasi starsi synowie debiutowali na dwóch kółkach (oczywiście w roli pasażera) w tak samo młodym wieku (poniżej 2 r.ż. znaczy się). Coś mi się zdaje, że jednak każdy z nich był starszy, kiedy po raz pierwszy został zamontowany za wielkimi plecami Taty i ruszył na pierwszą swo…

To był bal!

Obraz
Zastanawiam się, czy lepiej nie pisać nic, czy pisać bez polotu? Ale skoro powiedziało się A to i na B pora, więc jednak coś spróbuję tu oddać z tych ostatnich dni.

Z całego ślubu i wesela urzekła mnie jedna drobnostka, wydawać by się mogło. A jednak.
Ignaś miał swoje, oddzielne, indywidualne nakrycie z podpisem! Rozczuliło mnie to tak bardzo, że nie mogłam się oprzeć...pstryk:)

Do tego Ignacy jakby został stworzony do udziału w takich przedsięwzięciach, organizowanych z rozmachem, gestem i kulinarnie wysmakowanych, ponieważ (wbrew moim cichym obawom) czuł się znakomicie na przyjęciu weselnym, w tłumie obcych sobie, bądź co bądź, osób, wśród których budził- nie ukrywajmy- pewną sensację obficie podlaną sympatią i życzliwością. Wszystkie ciocie bliskie i dalekie, ciocie-babcie i sąsiadki cioć-babć, a także wujkowie, stryjkowie, sąsiedzi wujków i kuzyni-kuzynów życzliwie mu się przyglądali, dopytywali, ukradkowo podkradając głaski, uśmiechy, grymasiki. I wszyscy jednogłośnie śpiewali hymn …

Cena luksusu

Ze względu na maminą niedyspozycję (zły humor, drażliwość, brak pozytywnych fluidów) dziś krótko.

Cena luksusu jaką jest przywilej legalnego parkowania w miejscach przewidzianych dla osób niepełnosprawnych kształtuje się następująco (jestem po pierwszej wizycie w urzędzie):
- wypełnienie wniosku- gratis, ale samodzielne;
- kserokopia jakiegoś dokumentu z nr pesel - marne grosze, ale trzeba sobie to zorganizować;
- zdjęcie w formacie 3,5x4,5 - 25 zł u pobliskiego fotografa, usługa w 15 minut;
- wydanie upoważnienia/legitymacji/ jak zwał tak zwał- 25 zł, od ręki przy dobrych wiatrach (które dziś w mój żagiel nie wieją:)).
W sumie: 50 złotych polskich.
Na szczęście nie nadgryzie to naszego budżetu domowego. Tylko nachodzić się trzeba, a nogi nie na loterii....;)

Igi przy okazji stanie się właścicielem dowodu osobistego, bo jak już są zdjęcia, to tylko wniosek trzeba dodać, wyciągnąć tatę do podpisu przy kontuarze urzędniczym,  poczekać 3 tygodnie, może coś opłacić (tego akurat nie pamiętam, ale …

Bulgot, gulgot...

...przeistoczył się niestety w zapalenie oskrzeli:( I antybiotyk:(
Ale nie odbiera to dobrego humoru Igiemu, który dzielnie zniósł wizytę u lekarza w asyście Taty "tą razą"...
Ze spaceru i rehabilitacji jednak nici, bo chorego dziecka nie ma co narażać. Zwłaszcza, że czeka nas weselicho...
O 9:45 stawiliśmy się jednak mimo choroby, na posiedzeniu komisji ds. orzekania o niepełnosprawności i otrzymaliśmy orzeczenie, choć wolelibyśmy nie mieć go w swoim dossier. I to od razu na 3 lata! Wspaniale o tyle, że nie czeka nas znowu konieczność składania wniosków, wizyt w urzędach, a perspektywa 3 lat daje nadzieję, że może Igi się wygrzebie do tego czasu ze swojego dołka:)

Chłopaki chodzą jak krety po atropinie, bo dziś kolejna wizyta u okulisty- ale już bez Ignasia. Pani doktor stwierdziła, że do 3-go roku życia nie ma potrzeby interweniować, bo i tak okularki spychałby teraz z główki, więc nie ma co go dodatkowo stresować i męczyć. Poczekamy, zobaczymy.

A ja? Obudziłam się dziś o 4 nad…

Z nieba żar...

Obraz
...lał się wczoraj, co skończyło się dla nas wyprawą na basen. Dziś w gardle niestety gulgoty, bulganie i cieknący nosek:( Ale przezornie zaklepałam już wizytę u lekarza, więc może szybko coś zaradzimy, zwłaszcza, że w sobotę wyjeżdżamy na wesele- w Ignasia życiu pierwsze...

Tymczasem za nami kilka wydarzeń nadających koloryt naszemu rodzinnemu życiu. I tak- w piątek najstarszy brat, który zaraz obok Ignasia ma poczesne miejsce w naszych sercach- prezentował swój talent muzyczny w wytwornym towarzystwie kolegów z ogniska muzycznego.






Ponieważ Mama nigdy tak nie będzie umiała- więc zazdrości jedynie:) i pęka z dumy....

Poza tym, jak nas nuda dopadła w niedzielne przedpołudnie, postanowiliśmy wyruszyć w świat, może nie koniecznie wielki, ale sympatyczny i bliski naszym sercom. Więc pognaliśmy do Legnicy, do przyjaciół, którzy użyczają nam nie tylko swego ogrodu, ale też serca, uwagi, życzliwości i dobrego słowa. Jak nie skorzystać z takiej sposobności, by nasycić się tym wszystkim? Więc zad…

Szał ciał i ożywcza kąpiel:)

Obraz
Dziś u nas znów gwar... Szał jedenastolatków, z których jeden ma metr sześćdziesiąt wzrostu (akurat prawie tyle samo, co ja:)). Czyli kolejne spotkanie urodzinowe i- w tym sezonie letnim- ostatnie...
Ignaś przezornie został wyekspediowany na spacer z Tatą, aura sprzyja, w domu skwar, gwar i zamieszanie, więc tak i lepiej dla niego będzie.

Po czwartkowej wizycie na rehabilitacji znów dodało mi skrzydeł! To lepsze niż sesja terapeutyczna. Uwagi Pani Iwony podniosły moje samopoczucie i nadzieje na nowy poziom optymizmu, bo choć Igi nadal sam nie siada i wciąż uparcie się roluje, to"tak właśnie ma być". Zwłaszcza, że interpersonalnie, społecznie i poznawczo rozkwita z dnia na dzień, ze spaceru na spacer i gdyby zapomnieć o pierwszym roku życia- rozwija się znakomicie. W wózku trudno go przytrzymać, chyba że akurat śpi, wszystkiego chce dotykać, badać, sprawdzać, przygląda się uważnie każdej nowości, i sama mam poczucie, że jeżdżę z nieco przerośniętym 7-miesięcznym maleństwem:) Sk…

Król zdetronizowany?

Obraz
Czy to, czy też jakieś obiektywne czynniki (np. pogoda i ciśnienie) sprawiły, że Ignaś miał wczoraj dość ciężki dzień. Marudził i irytował się sporo, jakby dość miał bycia w cieniu swoich konkurentów: starszego brata i maleńkiego kuzyna, który zawitał wczoraj w nasze progi dosłownie pierwszy raz.














A wszystko to za sprawą urodzin brata, już ósmych, które ściągnęły w nasze progi wieeeelu ludzi.  I siłą rzeczy nie cała uwaga należała się Ignacowi. A ów spragniony jej jak powietrza najwidoczniej, bo chętniej spał niż czuwał, a jeśli już czuwał, to niezadowolony był wielce, nie chciał siedzieć, nie chciał leżeć, tylko noszenie go uspokajało. Zazdrośnik:)?
 Czy może zbyt duży natłok wrażeń sprawił, że trudno mu było się wyciszyć i cieszyć ze wszystkimi?
A zagościli u nas, prócz ma się rozumieć dzieci, Ciocia Ola, Wujek Michał i Ciocia Asia, a potem jeszcze rodzice, którzy odbierali swoje pociechy. Więc drzwi się praktycznie nie zamykały przez cały dzień.

Dziś dzień rozpoczął się zgoła inaczej, w…

Sezon otwarty

Obraz
Otworzyliśmy nowy (kolejny) sezon rowerowy!

Dziś pierwsza krótka przejażdżka, i choć na razie bez Ignasia, który czeka na swój fotelik (może już niebawem, w tym tygodniu na przykład...), w okrojonym rodzinnym składzie, było bombowo! Drobny dreszcz emocji towarzyszył nam, gdy po raz pierwszy od prawie dwóch lat naciskaliśmy na pedały i przerzucaliśmy zastygłe z bezczynności przerzutki. Ale udało się!
Trasa raczej symboliczna, okoliczna, ale i liryczna, bo po starych zakamarkach. Nie wszystkie górki i wzniesienia były nasze bo i kondycja nie ta, co kiedyś, ale wpychać rower po stromiźnie to przecież żadna hańba:). No i w końcu nastał ten czas, gdy z łezką w oku stwierdziliśmy zgodnie z Tatą, że czasy, kiedy to my czekaliśmy na chłopców już odeszły w zapomnienie:) No cóż, panta rei, i nas też to dotknęło...

Ciekawe jak Ignac wkomponuje się w tę naszą rodzinną pasję? Jak tylko się dowiem- dam znać.
A tu Iggi w odwiedzinach wczorajszych u Cioci. Obiad smakował mu jak nigdy i na równi z resztą …

Umiecie tak?

Obraz
Poranna drzemka;)

Muszę TO napisać!

Wędrowałam narcystycznie po starych wpisach i odkryłam, że nie ma to jak kronika codzienności, choćby okrojona zawężoną i wybiórczą uwagą autora. Zaczynałam tu pisać w marcu. Dziś jest czerwiec. Iggi w sobotę skończy 19 miesięcy...
I wiecie co? Widzę wielki postęp! Od popłakiwania, jako jedynego środka komunikacji werbalnej prócz śmiechu, do wydawania różnych, choć nadal przypadkowych dźwięków, a nawet zabawę w Indianina (oczywiście w układzie: Iggi -dźwięk, Mama- ręka). I plucie! które używane w (nie)odpowiednich momentach, doprowadza mnie do szszszałuuuuuu;) Od rolowania się (co już było mega-sukcesem), po regularne spędzanie czasu na brzuszku i obserwowanie świata z tej pozycji i perspektywy. Od chwiejnego wyciągania ręki do pstryczka-elektryczka, po udane próby włączenia światła i namiętną zabawę w otwieranie i zamykanie drzwi łazienki. Od zjeżdżania na krzesełkach, podtrzymywania w pozycji siedzącej całego ciężaru Ignasia, po coraz bardziej stabilny kręgosłup i korpus, z delikatny…

Czwartkowy relaksik:)

Obraz
Już od czterech dni Iggi przyjmuje Sabril i jak na razie nie widać żadnych efektów ubocznych. Może nawet jest trochę spokojniejszy? Nie senniejszy, ale właśnie pogodniejszy? A może to zwykły zbieg okoliczności, a powód zgoła gdzie indziej? Nie rozstrzygnę, więc zostawiam....

Za to mam wrażenie, że Iggi wchodzi w nową erę i akurat jest na granicy starego i nowego, czyli w stanie przejściowym. Chodzi mianowicie  o cykl czuwania i wytrzymałość. W ciągu ostatnich czterech dni Ignaś korzystał  przez dwa dni tylko z jednej drzemki. Za to na noc spać kładziemy go odpowiednio wcześniej i dość dobrze przesypia noce. Być może to kolejny skok? Choć oczywiście w pozostałe dwa dni zaliczał po staremu dwie drzemki, bo tak to wynikało z jego potrzeb... Stąd okres przejściowy: trochę tak, a trochę inaczej...

Zaczęliśmy też odwiedzać plac zabaw i muszę napisać, co zaobserwowałam obiektywnie. Gdy jakiś miesiąc temu sadzałam Ignasia do huśtawki, to koniecznie musiałam go podpierać kocykiem, bo sam był tak…

Kuracja rozpoczęta

Wczoraj Ignaś dostał pierwszą dawkę Sabrilu. Dla niezorientowanych- to lek przeciwpadaczkowy. A choć padaczki nie ma, to i dawka minimalna z minimalnych (125mg rano przez tydzień, potem sukcesywnie zwiększamy dawki do jednej saszetki dziennie czyli 500mg). Dreszcze mnie przechodzą, jak o tym myślę, ale rozumiem, że to ma być osłona przed ewentualnymi napadami po włączeniu Cerebrolizyny.

Dziś czeka nas wyprawa rodzinna do okulisty (starsi na badania i kontrole, Iggi z uciekającym oczkiem).
A potem- jeśli chłopcy będą się sprawować- odwiedziny u ulubionej Cioci, co ma ulubionych przez moich chłopców synów-kolegów)

Osadzamy się w nowym harmonogramie zajęć, a życie płynie spokojnie.
Ahoj!

Dobrze...

Obraz
...jest słyszeć z ust specjalisty o postępach Ignasia, zwłaszcza wtedy, gdy nie pojawia się nic spektakularnego w jego funkcjonowaniu...

Wczoraj Igi ćwiczył bez Theratogsa. I, zdaniem Pani Iwony, widać jego postęp, siłę, chęć do poznawania siebie i świata. Wykonywał z nią takie ruchy, jakby był ubrany we wspomagacz! Coś, co kiedyś (przed kombinezonem) było nie do osiągnięcia, teraz powoli staje się dla niego dostępne. Choćby pewniejszy siad, ciągle z pomocą i ubezpieczaniem, ale już zdecydowanie jest silniejszy i zwarty bardziej w sobie.

I wiecie co? Może tego nie widać na co dzień, ale strasznie budują te jego zmiany. Nawet subtelne.

Ludzie nadal przyglądają się niekiedy Ignacowi i dopytują, ile ma lat?, bo nie mogą pomieścić w głowie tej sprzeczności- ciało prawie dwulatka, a zachowanie niemowlaka. I wtedy jakoś nieswojo się czuję, odpowiadając zgodnie z prawdą (bo nie wyobrażam sobie kłamać:)). Zwłaszcza we Włoszech, gdzie Igi budził powszechną sympatię i zachwyt z jednej strony, bu…