Muszę TO napisać!

Wędrowałam narcystycznie po starych wpisach i odkryłam, że nie ma to jak kronika codzienności, choćby okrojona zawężoną i wybiórczą uwagą autora. Zaczynałam tu pisać w marcu. Dziś jest czerwiec. Iggi w sobotę skończy 19 miesięcy...
I wiecie co? Widzę wielki postęp! Od popłakiwania, jako jedynego środka komunikacji werbalnej prócz śmiechu, do wydawania różnych, choć nadal przypadkowych dźwięków, a nawet zabawę w Indianina (oczywiście w układzie: Iggi -dźwięk, Mama- ręka). I plucie! które używane w (nie)odpowiednich momentach, doprowadza mnie do szszszałuuuuuu;) Od rolowania się (co już było mega-sukcesem), po regularne spędzanie czasu na brzuszku i obserwowanie świata z tej pozycji i perspektywy. Od chwiejnego wyciągania ręki do pstryczka-elektryczka, po udane próby włączenia światła i namiętną zabawę w otwieranie i zamykanie drzwi łazienki. Od zjeżdżania na krzesełkach, podtrzymywania w pozycji siedzącej całego ciężaru Ignasia, po coraz bardziej stabilny kręgosłup i korpus, z delikatnym ubezpieczaniem, by nie fiknął na boki. I wiele innych drobnych szczególików, które napełniły mnie radością na wieczór.
A propos wieczora- czas spać. Dobranoc... (ulubiona kołysanka Iggiego:))

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.