Z nieba żar...

...lał się wczoraj, co skończyło się dla nas wyprawą na basen. Dziś w gardle niestety gulgoty, bulganie i cieknący nosek:( Ale przezornie zaklepałam już wizytę u lekarza, więc może szybko coś zaradzimy, zwłaszcza, że w sobotę wyjeżdżamy na wesele- w Ignasia życiu pierwsze...

Tymczasem za nami kilka wydarzeń nadających koloryt naszemu rodzinnemu życiu. I tak- w piątek najstarszy brat, który zaraz obok Ignasia ma poczesne miejsce w naszych sercach- prezentował swój talent muzyczny w wytwornym towarzystwie kolegów z ogniska muzycznego.






Ponieważ Mama nigdy tak nie będzie umiała- więc zazdrości jedynie:) i pęka z dumy....

Poza tym, jak nas nuda dopadła w niedzielne przedpołudnie, postanowiliśmy wyruszyć w świat, może nie koniecznie wielki, ale sympatyczny i bliski naszym sercom. Więc pognaliśmy do Legnicy, do przyjaciół, którzy użyczają nam nie tylko swego ogrodu, ale też serca, uwagi, życzliwości i dobrego słowa. Jak nie skorzystać z takiej sposobności, by nasycić się tym wszystkim? Więc zadzwoniliśmy, zapowiedzieliśmy nasz nalot i autostradą pomknęliśmy przed siebie. By nie obciążać ciocinych rąk dodatkową pracą- obiad zjedliśmy w greckiej restauracji, czego nie widać na pierwszy rzut oka w lokalu, bo wystrój iście- nie- grecki, chyba że kryzysowo-grecki:) Za to jedzenie dość przyzwoite (polecamy kulki serowe), choć też z akcentami uniwersalnymi, w postaci np frytek i surówki z kapusty (Grecy chyba w niej nie gustują?).


Tak czy inaczej, nie czepiając się szczegółów, Ignac był radosny i pełen energii, i najpierw przerzucał się po kocyku (który, jak duży by nie był, i tak nie wystarczy, i Igi zawsze znajdzie sposób, żeby wylądować na trawie, szukając kontaktu z Matką- Naturą:)), a następnie - już po obiedzie, zasnął słodko w wózku i pod owocowym drzewkiem, przy brzdęku owadów i trelu ptaków, przespał słodko całe popołudnie, dając tym samym wytchnienie rodzicom i braciom, z ciocią i wujkiem włącznie.
Ci zaś- widząc jegomościa na początku maja, zgodnie orzekli, że zmienił się imć nie do poznania i zachwyca swą żywiołowością, kontaktem z realem, reakcjami na wszelkie nowe bodźce (i stare również). Faktycznie, jest coś w słowach neurologa, że Sabril powinien mu pomóc, bo jakoś tak łączę te zmiany z początkiem podawania mu tego specyfiku. I, co może nie wróży nic dobrego, mam wrażenie, że Ignac się nie zawiesza, co zdarzało mu się niekiedy na parę sekund chociażby, ale jednak. A co to może oznaczać, to już neurolodzy wiedzą.....:( a ja się domyślam, niestety....

Jeśli chodzi o mój diabelski plan, to z pokorą stwierdzam, że po rozmowach z dwoma niezależnymi konsultantkami, chwilowo od niego odstępujemy. Chodziło rzecz jasna o wsadzenie Ignasia w chodzik, który miał mu pokazać, że chłopina jest w stanie sam się przemieszczać i to w mojej fantazji miało dodać mu motywacji do dalszego rozwoju motorycznego. Ale niekoniecznie może się to skończyć właśnie tak- i- jak mówią Panie Rehabilitantki, mogłoby go raczej zwiotczyć "w osi głównej", i bylibyśmy raczej do tyłu niż do przodu z rozwojem. Więc na razie się powstrzymamy, bo stracić to cenne, co już Igi zdobył, to byłby grzech.

We czwartek czeka nas komisja w PCPR. Myślę, że pójdzie gładko, bo ślepy i ignorant by dostrzegł, że z Iggim coś nie tak, więc specjalnie się tym nie przejmuję i czekam na spotkanie.

Do zobaczenia wkrótce.

Komentarze

Inni czytali też:

Ta cała "zabawa" w emocje...

Niczego nie żałuję?

List do Terapeuty

JUŻ JEST! - Sala Doświadczania Świata

Maria i Biedronka- czyli doczytajcie do końca!