29 sierpnia 2012

Wyniki i nie tylko....



Chłopcy z Tatą na basenie, a Mama kradnie chwile samotności:)

Tydzień upłynął nam pod znakiem szlifowania ruchu posuwistego w przód, w którym Ignac staje się coraz wprawniejszy oraz na przyjmowaniu Gości wszelakich i ożywczo odmieniających naszą codzienność:).
Można by nawet rzec, że wracamy w dawne koleiny naszych towarzyskich dróg, bo częstotliwość  wyjazdów, wycieczek i spotkań najróżniejszych rośnie w tym roku w postępie geometrycznym, w porównaniu do zeszłego. Co niewątpliwie wskazuje na powolny spadek depresyjnych nastrojów i przeczuć, koniec palenia papierosów o 4 nad ranem na balkonie, przełykając szlochy i żale, czas na stabilizację i niepełnosprawną normalność:)

Tymczasem wyniki wątrobowe wyśmienite, wszystkie inne również, jedynie leciuchno obniżony parametr tarczycy, ale TSH w porządku. Czekamy jeszcze na ACTH- czyli jako takie pojęcie o pracy przysadki mózgowej, ale reszta nas zachwyca. Candida dalej goszczą u Ignasia (i chyba cała rodzina powinna się za to wziąć, jak sądzę), ale w opinii medyków- to norma, wielu ludzi ma, więc leczyć nie trzeba. My jednak myślimy i robimy swoje i nadal trzymamy się Vianessy i trochę zwracamy uwagę na dietę, ograniczając do minimum słodycze i owoce i mleko. Bo to człowiek wie, kiedy go znów zajmą od środka te grzyby?

Harmonogram, jak to po wakacjach, znów nam się układa i nieco faluje. Pojawiło się też pytanie, co zrobić z integracją sensoryczną? Chodzić na nią, czy na razie znów odpuścić? Zwłaszcza, że od stycznia mam w planie prowadzać Ignasia do grupy przedszkolno-żłobkowej, do rówieśników, na godzinkę- dwie w tygodniu, więc wrażeń powinien mieć pod dostatkiem. Poza tym, postanowiłam powiększyć pulę godzin rehabilitacji w tygodniu znów do trzech, bo widać, że Ignaś coraz silniejszy, coraz więcej chce i potrafi, więc trzeba mu w tym pomóc. Dwa razy w tygodniu przyjeżdża do nas Pani do domu, raz jeździmy my. Ogólnie więc nie jest to takie uciążliwe, bo nie trzeba robić wypraw, trzeba tylko zwracać uwagę na drzemki i kondycję Ignasia, żeby był wypoczęty przed ćwiczeniami. I tak to z moich majowych dylematów, czy aby nie zawiesić całkiem rehabilitacji, znów mamy pełen harmonogram:) Ach, kobiety.....



23 sierpnia 2012

Wielki dziś dzień,

który w życiu Ignasia na pewno przejdzie do historii!

Dziś bowiem, na zajęciach logopedycznych, Iggi, kuszony apetycznymi zapachami (aromaterapia wg badań, o których wspominała Pani Monika wzmacnia pamięć i ułatwia procesy uczenia się), wielokrotnie przeczołgał się po podłodze do przodu!!!

Widok wyciskający łzy wzruszenia z oczu!

On NAPRAWDĘ pełzał, podciągając się na rączkach!

W domu powtórzył jeszcze parę razy ten wyczyn na oczach domowników, tym razem do czekolady (to się nazywa pozytywna motywacja:)). A Candida się cieszyła razem z nami. A niech tam. Warto.

Na nią zresztą mamy od jakiegoś czasu, za sprawą wielu życzliwych osób, nowy sposób, który nazywa się Vianessa. I wygląda na to, że pomaga, bo tym razem, bez sztucznych farmaceutyków już udało nam się ją osłabić. Więc polecam.

Cudowny, cudowny to dzień.....  23 sierpień 2012r:) HURRRRRA!

20 sierpnia 2012

Iggy Walker

Tak to już działa, że jak sobie człowiek upuści, przyzna się do bólu, to puszcza, mija i znów można cieszyć się tym, co mamy.

A ogólnie tydzień nie należał do nudnych, żmudnych i nijakich. Dużo podróżowaliśmy, sporo robiliśmy i ogólnie było przyjemnie. Jednak nie ochrania mnie to przed zapadaniem się w dziurę depresji od czasu do czasu. Nic na to nie poradzę.

Środa wygnała nas na wycieczkę po Wielkopolsce. Dotarliśmy do zamku w Rydzynie (trochę nuda, za to przepyszne pierogi w pobliskiej pierogarnio-kawiarni:)). A w drodze powrotnej zajechaliśmy na Świętą Górę w Gostyniu do Sanktuarium, gdzie akurat odbywała się msza z odpustem i dożynkami w jednym. Ale tłoczno było i jakoś nas nie urzekło wszystko razem wzięte.Wracając zastanawiałam się, czy to obiektywne odczucia, że mało porywające to miejsca, czy też pochodne od nastroju naszych dusz w danym momencie? Innymi słowy, czy nasz nastrój mocno wpływa na odbierane piękno rzeczywistości? Czy owo piękno jest niezależne i może nawet nastrój zmienić?
Tak czy inaczej, fotek mamy niewiele.... ale proszę:




Piątek to był naprawdę udany dzień. Najpierw spacer na zakupy w chuście, potem przejażdżka na plac zabaw w wózeczku, a na deser basen w kółeczku:) Najgorsze, co może nam się przytrafić, to siedzenie w domu. A jak tylko z niego ruszamy- Iggi od razu jest szczęśliwy. A jak już towarzyszy mu większa część naszej rodziny, to jest wręcz cudownie.

Za to sobota..... Sobota też spędzona została uroczo niebywale, bo w scenerii zamku Topacz, gdzie to Tata zabrał nas, by popaść swoje pasje, a te prędziutko udzieliły się Iggiemu:). Zdjęć mamy caaaałe mnóstwo, i mówią same za siebie.






Mi za to pozostaje pytanie: jak to jest, że na przekór i właściwie wbrew niepełnosprawności ruchowo-poznawczej czy opóźnienia (jak zwał, tak zwał), emocjonalnie dzieci potrafią reagować jak zupełnie zdrowi rówieśnicy? Starsi chłopcy też byli wniebowzięci, gdy "zasiadali za sterami".

17 sierpnia 2012

Mgliście...

i minorowo. Bo taki mam dziś nastrój... leniwy, przyklapnięty, spadek ciśnienia?
Iggi śpi. Regeneruje siły. A ja dyskutuję z kołaczącą mi po głowie obsesyjną myślą, że nienawidzę niepełnosprawności mojego synka. I basta. Nie potrafię na razie nic z tym zrobić. Nie, żebym się wstydziła- bo to już oswoiłam, ale życie z takim bąblem, po stokroć zależnym od moich sił jest naprawdę trudne i dosłownie ciężkie:) Ileż bym dała, żeby Iggi już chodził!...

Nie pisałam też o tym wcześniej, ale wybieramy się w końcu na turnus rehabilitacyjny (w drugiej połowie września). A w zasadzie na jego połowę, bo uważam że dwa tygodnie to zdecydowanie zbyt długo dla takiego malucha. Nie zamierzamy też próbować wszystkich ćwiczeń codziennie, bo to zbyt ciężka praca, nastawiamy się raczej na trochę nowości i ogólnie rekreację. Nic na siłę. I tak miałam morze wątpliwości, ale postanowiłam zrobić to, uwzględniając nasze potrzeby i możliwości. Wybieramy się do ośrodka niedaleko- to też atut, że nie trzeba jechać na koniec Polski. 3Korony - tak się nazywa Ośrodek. Koszt pobytu tygodniowego- 2.500,00zł. Może uda się później zrefundować ze środków od Was (czyli 1% z podatku). Na razie nie mamy informacji o stanie konta, bo rozliczenie ma nastąpić w 4 kwartale roku. Ale pokładam w tym spore nadzieje:)

No i co?
Nic. Chociaż nacieszę oko wspomnieniami..... 


16 sierpnia 2012

Niepotrzebne zadziwienie?

Postanowiłam napomknąć o tym, o czym teoretycznie wiedzą wszyscy, ale tak na prawdę póki się człowiek z tym nie spotka osobiście, wręcz nie otrze o chropowate krawędzie naszej służby zdrowia, to tak: daje temu wiarę i nie daje równocześnie.

Ja też nie dawałam. Ale życie mnie uświadomiło, i wiecie co? Nawet budzący największą sympatię- wydawałoby się- a za tym i zaufanie- lekarze, mają swoją ciemną stronę (któż jej nie ma, prawda?). Smutne w tym wszystkim jest to, że świadomość boli, rodzi w człowieku przygnębienie, rodzaj goryczy i przygasa entuzjazm i naiwną- jak z tego wynika- wiarę.

O czym piszę?A o tym:

Jest taki jeden Pan Doktor, który daje możliwość kontaktu mailowego, jako ułatwienia- cudo. Choć skądinąd w dzisiejszych czasach nie powinno to aż tak dziwić, czy zachwycać. Ot- uproszczenie życia i tyle.W kontakcie osobistym wydaje się być człowiekiem dość zaangażowanym, choć po pierwszej wizycie człowiek ma wrażenie, że Pan Doktor najwyraźniej nie wszystko ogarnia. Mylą mu się imiona dzieci, jest nieco rozkojarzony i ogólnie- przydałaby mu się dłuższa pauza dla regeneracji, mniej pracy lub więcej odpoczynku. Niemniej jednak korzystamy z jego usług, ponieważ ma opinię rzetelnego fachowca i w gruncie rzeczy naprawdę się stara (mimo przemęczenia).  Ostatnio wdałam się z nim w korespondencję mailową właśnie, dla ułatwienia wklejając fotkę Ignasia u dołu listu (robię tak, bo niektórzy są wzrokowcami, a nie chciałabym zostać pomylona z kimś innym, albo w ogóle nieskojarzona:)). Brzmiała ona dokładnie tak (poniżej zamieszczam cytaty z maili):

"Witam, Panie Doktorze.

W związku z Pana wskazówkami z rozmowy telefonicznej proszę o informację, czy nadszedł już czas na kolejną poradę (...)? Na kiedy ew. powinniśmy się zarejestrować do Pana?

Pozdrawiam...."
Na co Pan Doktor odpisuje dość rychło:

"Pani AXXX
powinniście się już zarejestrować, bo najbliższe terminy są w październiku (nie ma mnie XY-YX.ZZ.2012 – lece na konferencję do XXX).
niestety limit NFZ się kończy
ja tez za dużo przyjmuję pacjentów na NFZ
jak chcecie państwo szybciej, to moge was zaprosić do www.XXXXmed.pl
prosze dac znać......"

 Ja na to:
"Witam, Panie Doktorze.
Dziękuję za informację.Postaram się zarejestrować do Poradni  XXX  na NFZ na październik, ale oczywiście wolelibyśmy szybciej, więc już skontaktowałam się z XXXXmed.  
Pozdrawiam .."


Równolegle i niezależnie od tej wymiany informacji, rozpoczęłam procedurę rejestracyjną do wspomnianej poradni, gdzie Pan Doktor przyjmuje w ramach kontraktu z NFZ, wychodząc z założenia, że skoro najbliższe terminy są na październik, to trzeba się pospieszyć, żeby w ogóle się w tym roku załapać na wizytę.
Zainicjowałam więc kolejną korespondencję mailową z rejestracją w Poradni. Oto ona:

 Witam,

z uwagi na fakt, iż bezskutecznie próbuję się do Państwa dodzwonić w określonych godzinach pracy rejestracji:( proszę drogą elektroniczną o rejestrację dziecka do Pana doktora XXXYYY. Dane dziecka: Ignacy xxxx, ur. 09.11.2010r
Proszę o informację zwrotną z terminem wizyty (jeśli to możliwe, proszę o godziny na początku dyżuru Pana doktora w danym dniu).

Z poważaniem...."

W odpowiedzi dostałam wiadomość:
"Dzień dobry,
syn został zarejestrowany na 6 sierpnia, godz. 14.00. Proszę o potwierdzenie wizyty z początkiem miesiąca.
Pozdrawiam....."
Wow- pomyślałam- mam szczęście! Pewnie ktoś odwołał i mi się udało. Pech jednak chciał, że w tym samym dniu miałam ustaloną wcześniej wizytę u neurologa,  a dwie wizyty lekarskie jednego dnia dla Ignaca to pospolita i brutalnie określona "rzeźnia", czym prędzej więc odpisałam, licząc, że tym razem nie pójdzie już tak łatwo i szybko:(

"Witam,niestety 6 sierpnia mamy wizytę u neurologa i nie będziemy w stanie pojawić się w dwóch poradniach w jeden dzień. Proszę o przerejestrowanie synka pod koniec sierpnia bądź na początku września- jeśli to możliwe. W miarę możliwości w rannych godzinach, na początku kolejki.
Ignacy xxxx,  do dr XXXYYY
Dziękuję bardzo i pozdrawiam..."
Na co otrzymałam odpowiedź:

"Dzień dobry,
wizyta Pani syna została przełożona na 27 sierpnia, godz. 14.00
Pozdrawiam..."
 Czy ktoś mi wyjaśni, o co chodzi z tym październikiem właściwie??? Czy może o te 150zł, bo tyle kosztuje wizyta we wspomnianym wyżej www.XXXXmed.pl.......

Na osłodę Iggi- jeszcze a starym wydaniu- poczochrany:


13 sierpnia 2012

Kontakt z Matką Ziemią

....jest dla Ignasia problematyczny. Iggi nie toleruje naturalnych powierzchni- trawy, piasku, kamieni. Nie znosi, gdy się go kładzie w pobliżu takich nawierzchni i kurczy się w sobie, by czasem przez przypadek gdzie czegoś nie musnąć choćby.
Nie wiem, skąd to i dlaczego, ale powoli staramy się to zmieniać...
Na przykład na wczorajszym spacerze leśnym- proszę bardzo:
"Zabierzcie mnie stąd! Ratunku!!!!!!!!"
"No dobra, położę paluszek, ale potem dajcie mi spokój. Chcę na ręce!!!!!!"
"Chyba coś mówiłem, nie??? No, raz, dwa, raz dwa, do góry, już!!"
"No niech Wam będzie, wygraliście, dotknę. Brrr, obrzydliwe."
"Naprawdę długo tak wytrzymam:) Ale weźcie mnie już,proszę:)"

12 sierpnia 2012

Domowa siłownia



Kontynuacją pierwszych prób Iggiego w podciąganiu się do siadu jest stały trening w domowej siłowni. Jest ona bogato wyposażona i obejmuje specjalistyczne przyrządy do ćwiczenia bicepsów i mięśni brzucha. Jednym z nich są dwuskrzydłowe drzwi przesuwne w szafie w przedpokoju, które służą do ćwiczenia przesuwania:), uchwyt przy drzwiach w piekarniku, które Ignac uwielbia otwierać i zamykać oraz "drążek w kojcu", który Iggi lubi najbardziej:) Krótka sesja fotograficzna z porannego treningu obok...



Ponad to pragnę ostrzec wszystkich chętnych do odwiedzania nas, że może skończyć się taka wizyta zaprzęgnięciem do różnych trudnych prac, jak np. świadczenie usług fryzjerskich w mobilnym salonie fryzjerskim, dysponującym jedynie maszynką do strzyżenia. Jest to zadanie nie lada dla wszystkich amatorów, a i profesjonalistów również, jak mniemam:) Jednak nasza Nieoceniona, wszechstronnie Utalentowana Ciocia, odważna kobieta, podjęła się wczoraj tego niewdzięcznego zadania i wywiązała się z tego z nadspodziewanym sukcesem. Żadnej uronionej łezki, ani krztyny zniecierpliwienia i efekt wspaniały. Proszę bardzo:



10 sierpnia 2012

O EEG i Funduszach Europejskich (przy okazji).

Jak nietrudno się domyśleć- przeżyliśmy badanie i to nawet komfortowo, a to za sprawą dojrzałości Ignasia, która już duuużo większa, niż prawie pół roku temu, gdy to debiutowaliśmy w pracowni EEG, a każda najdrobniejsza frustracja jego podstawowych potrzeb kończyła się eksplozją krzyku i to w nieskończoność (bądź do chwili ich zaspokojenia). Jak się również już niejednokrotnie przekonałam dzięki życiu z Ignasiem- lęk zazwyczaj jest nieadekwatny do powodu i rzeczywistości, więc zupełnie niepotrzebnie obawiałam się, jak damy radę, bo Ignaś, choć zmęczony- był megacierpliwy, pozwalał się zabawiać w drodze na badanie i ogólnie nieco zaprotestował dopiero podczas zakładania czepka i wpuszczania podeń żelu- co jest naturalnie zrozumiałe, bo kto z nas chciałby spać z mokrą głową, w obcym miejscu i w wałkach na włosach?
Wynik po trzech tygodniach, ale z pogawędki, którą ucięłam sobie po 45 minutach snu Iggiego z Panią wykonującą badanie, nie wprost oczywiście domyślam się, że dramatu nie ma. Więc spokojnie poczekamy, a co trzeba przekażemy dalej....

Tymczasem mam małą dygresję Z Życia Matki Niepełnosprawnego Dziecka. Która na domiar złego (bądź szalonego) stara się nie autować z życia społeczno-zawodowego (przepraszam za to obrzydliwe słowo, ale mi tu pasuje) i w tym szaleńczym właśnie zamyśle prowadzi malutką działalność gospodarczą. Otóż, tygodni kilka temu, akurat w samym sercu pobytu w Dziczy, otrzymałam i odebrałam, co dość dla mnie tam było nietypowe, telefon od Pani z Firmy ds. Funduszy Europejskich (wybaczcie, ze nie zacytuję prawidłowej nazwy, ponieważ nie pamiętam:)). Patrząc wstecz, zwykle w pierwszych trzech zdaniach odmawiałam zainteresowania takim ofertom, bo gdzież by mi i na co pieniądze z Unii były potrzebne. Wszystko, co konieczne do pracy, posiadam, więc potrzeb nie rozpoznawałam takich u siebie. Aż do rozmowy z pewnym serdecznym i przychylnym mi Znajomym (łamanym nieśmiało przez Kumpel/Przyjaciel Rodziny), który to uświadomił mnie, że owszem, mogę takie potrzeby mieć i nawet starać się je zrealizować z pomocą funduszy europejskich, jak najbardziej, i owszem.
Zatem, gdy owa Pani zadzwoniła- nieco speszona poprosiłam, wyjaśniając, że na urlopie jestem, by skontaktowała się ze mną na początku sierpnia br. Zadzwoniła. Pech jednak chciał, że właśnie siedziałam pod gabinetem do neurologa, albo raczej właśnie wychodziłam z domu, by się do niego udać na konkretną- a jakże- godzinę- i rozmawiać nie mogłam. Iggi przygotowany, zegar tyka, ja w sztosie wychodzenia z domu, więc króciótko, grzeczniutko wyjaśniam, przepraszam i proszę, by zadzwoniła we czwartek między 10 a 12 godziną, to będę mogła rozmawiać.
Wyrozumiała- zrozumiała:)
Jednak, jak to w życiu już nie raz bywało z moimi planami, te się przestawiły w międzyczasie, gdy we środę Pani Rehabilitantka zadzwoniła i poprosiła o zmianę godziny rehabilitacji na 11:00, zamiast 13:00 pierwotnej i naszej ulubionej. Cóż miałam robić, jak się nie zgodzić? A termin telefonu akurat w tym czasie, mnie potrzeby alarmują, kuszą i naprawdę poważnie podchodzę do tematu i mi zależy nawet bardzo. Oddzwonić i przełożyć do Pani z Funduszy E. nie mogłam, bo numer gdzieś zmieszał się z dziesiątkami innych odebranych i wywołanych w międzyczasie, a niekoniecznie mi znanych, bo taką mam pracę, że różni ludzie dzwonią... Więc czekam na czwartek.
Wybija 10:05, więc my znów w całym rynsztunku z Iggim, szykujemy się do wyjścia. Ten już leży w przedpokoju, ja w butach, klucze od auta chwytam w przelocie, a tu telefon. Pani od Funduszy E.
Zatem ponownie, jeszcze bardziej zawstydzona i zakłopotana, tłumaczę, że przepraszam, ale wynikła taka zmiana i właśnie wychodzę z dzieckiem na rehabilitację (nie po mleko do sklepiku, na na piwko z koleżanką- czego zresztą nie robię;), ani nawet ze śmieciami na podwórko). Na rehabilitację z dzieckiem wychodzę, więc nie mogę się skupić na rozmowie telefonicznej, z której też chciałam się coś:
a). dowiedzieć,
b). zapamiętać, a może i
c). zanotować, zwłaszcza, że prowadząc samochód- rozmawiać przez telefon nie mogę. Proszę więc o kolejny kontakt telefoniczny- nieco już zirytowaną Panią od Funduszy E.- po godzinie 13.00, gdyż wówczas już na bank będę mogła rozmawiać- choćby nie wiem co- i NAPRAWDĘ mi zależy!
Pani grzecznie, że "dobrze- zadzwoni"- i do dziś echo grało w lesie.
Nici z funduszy, nici z realizacji moich zawodowych pasjo-potrzeb, nici i już. Pewnie pomyślała, że z jakąś wariatką ma do czynienia, albo - w najlepszym razie- krętaczką bądź osobą skrajnie nieodpowiedzialną.
Trudno. Nie mam na to wpływu. Ale naprawdę chciałam i się starałam. Nawet dzwoniłam potem do niej- wrzucona natychmiast na pocztę- nagrałam wiadomość, że proszę o kontakt w tym i tym czasie, dziś lub jutro, ale nic. Amba.
Widać nie dane jest mi korzystać z Funduszy Europejskich, w celach zwłaszcza zawodowych, i basta.
Pozdrawiam. Panią od Funduszy również:)

09 sierpnia 2012

Pęknięty balonik

Energia wycieka z nas jak z przedziurawionego balonika... Tak dużo się działo od powrotu z urlopu, że nie ma kiedy siąść i popisać:(
Ignacy wszakże jest w dość dobrej formie, a to zapewne za sprawą regularnych drzemek popołudniowych, bo inaczej pewnie niewiele by z niego zostało:)
Dajcie jeść!
Poniedziałek rozpoczął się wizytą u neurologa. I kolejnym odroczeniem wprowadzania Cerebrolizyny, na rzecz zwiększenie dawki Sabrilu. Doktor podejrzewa jednak epilepsję z dyskretnymi objawami, co wnioskuje na podstawie poprawy funkcjonowania Iggiego po wprowadzeniu leku. Nie wiem, czy takie wnioskowanie jest wystarczające, ale musimy się zdać na jego intuicję i wiedzę, której, jak sądzę mu nie brak choćby ze względu na wiek:)
Wtorek przebiegał pod znakiem wizyty w PPP, gdzie Iggi był obserwowany przez panie psycholog i pedagog  w celach oczywiście diagnostycznych i orzeczniczych. Że orzeczenie otrzymamy to pewne i jasne jak słońce, więc raczej to była przyjemna formalność. Przyjemna, bo Ignaś był w pogodnym nastroju, zainteresowany, ufny i nawet przesiedział część spotkania na kolanach u zupełnie obcej pani pedagog, zerkając tylko badawczo z ukosa na mamę, czy aby jest to bezpieczne. A że było - bawił się maskotkami, wyrzucał, smakował i gawędził po swojemu z całą naszą czwórką.
Środa- wyjście na basen i rehabilitacja domowa. Ponoć przebiegła dość spokojnie i sprawnie- mama nie wie, bo była w pracy....
Dziś czwartek i kolejny wyjazd na rehabilitację.... Było miło, znów postępy geometryczne, ale też na horyzoncie pojawił się nowy dylemat... Ponieważ ośrodek się przenosi od września, Nasza Pani kończy z nim współpracę. I jesteśmy w kropce. Bo nie wiem, czy zostać u niej i dojeżdżać dalej niż dotychczas, czy zmienić rehabilitantkę, ale za to skrócić trasę. Ta druga opcja mniej mi się podoba, a pierwsza też nie bardzo. Ale trzeba coś wybrać, więc musimy się namyśleć. Mam wrażenie, że przywiązaliśmy się do Naszej Pani... a to wiele daje.

I jutro-brrr. Na samą myśl opadają mi siły i ogarnia obawa. Badanie EEG. Niby nic, bo bezbolesne, wyniku też jakoś się nie obawiam, bo jaki będzie, taki będzie. Ale fakt, że trzeba Ignasia przetrzymać w stanie czuwania dość długo, czyli narazić na zmęczenie, a potem usypiać w obcym otoczeniu, na jakiejś kozetce.... Jakoś mam wątpliwości co do powodzenia całego przedsięwzięcia... Zwłaszcza, że ostatnio Ignaś zasnął na całe 15 minut i więcej ni w ząb nie chciał poddawać się fanaberiom dorosłego świata.
No cóż - jak przetrwamy piątek, to się odezwę:) Houk.

06 sierpnia 2012

Zgodnie z obietnicą- galeria z Dziczy

Witam.
A zatem- zapraszam na wędrówkę po naszej Dziczy oczami Braci Iggiego:)

Wieczór nad stawem oczami Najstarszego.
Przerobione na IPhonie;)
"Kartoflisko pod Gwiazdą"
Nie pytajcie gdzie to jest, bo nie wiem:) Ale chłopcy wypatrzyli.....


Zboża Szum i Średni w oczach Najstarszego:)



A Iggi? Wpadł już w wir powakacyjnych wizyt to tu to tam. Nie czas teraz jednak na opowieści, bo znów czas mi się kurczy:) Do zobaczenia niebawem.

05 sierpnia 2012

Jak świeża bułeczka...

jest ta wiadomość-  dosłownie sprzed pół godziny! Ignacy zaczął dziś podciągać się w wózku  z pozycji półleżącej do siadu!!!!!!!!!!!!!! Chwyta rączkami poprzeczkę i ciągnie najpierw głowę, a potem resztę ciała!
Rewelacja!!!!! Dla wszystkich tych, którzy mają zdrowe dzieci- sami pewnie pamiętacie ten wielkopomny wyczyn waszych pociech, zwykle około 5-7 miesiąca życia jest już opanowany do perfekcji:) A dla tych, którzy dzieci jeszcze nie mają- uwierzcie- TO WIELKIE WYDARZENIE.... tym bardziej w naszym życiu.

Iggi za 4 dni kończy 21 miesięcy...

Miesiąc temu na zjeżdżalni:)


04 sierpnia 2012

Wylogowani

Wylogowaliśmy się na bez mała trzy tygodnie, zaszyli w dziczy i wypoczywali.
Widok w "naszej Dziczy"....

Ignac dojrzał jak dorodny owoc, zmężniał, nieco się utwardził- charakterny i wciąż daje nadzieje na więcej:)

Skłamałabym, gdybym nie przyznała się, że nie całe trzy tygodnie byliśmy razem. Nie, nie. Iggi część wakacji spędził z Tatą u Babci, gdzie towarzyszyli mu kuzynka i kuzyn, ciocia i wujek i to właśnie tam nabrał apetytu na życie, dosłownie. Przyjechał po 7 dniach do naszej wakacyjnej bazy i jakby nieco krąglejszy się stał... silniejszy.
Postępów zrobił całe mnóstwo, mianowicie:

Chwilowy wypad do Cywilizacji:)
  • - sam pije z kubeczka i z butelki (całkowicie sam), a Tata nauczył go na "męskiej wyprawie" pić ze szklanki po dorosłemu! Wcześniej Iggi nie połykał płynu, tylko go wypluwał, teraz radzi sobie znakomicie!
  • - domaga się siedzenia z nami przy stole na niezależnym krześle- niekoniecznie dziecinnym. Sprzykrzyło mu się siedzenie na kolankach podczas posiłków (niestety nie mieliśmy krzesełka dla niego) i tak długo się kręcił, aż posadziliśmy go na krześle obok. Ku naszemu zdziwieniu- radził sobie znakomicie i był szczęśliwy ze swojej niezależności!
  • - pokazuje, czego chce!!!!!!!!! wyciąga rączki, gdy chce być wzięty na ręce, pokazuje picie, gdy jest spragniony, przyciąga rękę z jedzeniem osoby która go karmi, przekręca się ciałem w kierunku rzeczy, do której chce się dostać! To jest WIELKA ZMIANA, wcześniej zupełnie nam tego nie komunikował w tak przejrzysty i czytelny sposób. Dzięki temu życie z nim stało się duuużo łatwiejsze.
  • - manipuluje zabawkami, zamiast automatycznie pakować je do ust bądź zupełnie ich nie zauważać! Potrafi dwoma rączkami wziąć nawet ciężki sprzęt i się nim przez chwilę interesować
  • - nadal wprawdzie nie porusza się po podłodze w inny sposób, jak rolując się, ale za to siedzi duuużo pewniej i stabilniej.

W tak zwanym międzyczasie dorobił się też porządnego fotelika samochodowego (bo jeździł- wstyd przyznać, w starym, trącącym myszką, przedpotopowym klunkrze, teraz śmiga w Recaro), choć wcale nie ukrywa, że woli fotel kierowcy:)


Rozumie już tak dużo, że wprawia mnie to czasem w niemy zachwyt i zdumienie. Wczorajsza scenka wprost odjęła mi mowę.... Iggi rozhisteryzowany w środku nocy (wróciliśmy bardzo późno, sporo po północy, co kompletnie wybiło go z rytmu snu-czuwania), płacze w niebogłosy tak, że sąsiadów pobudzi... Zdesperowana, w ostatnim olśnieniu, pytam go: Ignasiu, a może posłuchamy muzyczki? na co Iggi cyt- zamilkł i skierował wzrok na radio wyczekując spełnienia obietnicy. Cwaniak Cudowny, wcale nie stracił kontroli nad sytuacją płacząc, aż echo niosło. I na dodatek pamiętał po 3 tygodniach gdzie w sypialni mamy odtwarzacz! Bezbłędnie.  Sądzę, że zbyt często go nie doceniam.....

Myślicie, że jednak będzie kiedyś chodził?....
Niepoprawnie ufam, że tak...
Tymczasem zapraszam wkrótce na prezentację fotografii autorstwa Starszych braci - obiecałam Chłopakom, że wrzucę je na bloga. Niebawem. Cyt...

W chuście....

Jako mały Kangur, Iggi czuje się znakomicie.
Trenujemy codziennie, w planie mamy zakup chusty własnej (na wakacje pożyczyliśmy od Ewy- Złota, Serdeczna Kobieta:)).
Skonsultowane z rehabilitantami- opinia pozytywna.
A wygląda to mniej więcej tak:

czarno-biało i w kolorze;)