Posty

Wyświetlanie postów z sierpień, 2012

Wyniki i nie tylko....

Obraz
Chłopcy z Tatą na basenie, a Mama kradnie chwile samotności:)

Tydzień upłynął nam pod znakiem szlifowania ruchu posuwistego w przód, w którym Ignac staje się coraz wprawniejszy oraz na przyjmowaniu Gości wszelakich i ożywczo odmieniających naszą codzienność:).
Można by nawet rzec, że wracamy w dawne koleiny naszych towarzyskich dróg, bo częstotliwość  wyjazdów, wycieczek i spotkań najróżniejszych rośnie w tym roku w postępie geometrycznym, w porównaniu do zeszłego. Co niewątpliwie wskazuje na powolny spadek depresyjnych nastrojów i przeczuć, koniec palenia papierosów o 4 nad ranem na balkonie, przełykając szlochy i żale, czas na stabilizację i niepełnosprawną normalność:)

Tymczasem wyniki wątrobowe wyśmienite, wszystkie inne również, jedynie leciuchno obniżony parametr tarczycy, ale TSH w porządku. Czekamy jeszcze na ACTH- czyli jako takie pojęcie o pracy przysadki mózgowej, ale reszta nas zachwyca. Candida dalej goszczą u Ignasia (i chyba cała rodzina powinna się za to wziąć, jak są…

Wielki dziś dzień,

który w życiu Ignasia na pewno przejdzie do historii!

Dziś bowiem, na zajęciach logopedycznych, Iggi, kuszony apetycznymi zapachami (aromaterapia wg badań, o których wspominała Pani Monika wzmacnia pamięć i ułatwia procesy uczenia się), wielokrotnie przeczołgał się po podłodze do przodu!!!

Widok wyciskający łzy wzruszenia z oczu!

On NAPRAWDĘ pełzał, podciągając się na rączkach!

W domu powtórzył jeszcze parę razy ten wyczyn na oczach domowników, tym razem do czekolady (to się nazywa pozytywna motywacja:)). A Candida się cieszyła razem z nami. A niech tam. Warto.

Na nią zresztą mamy od jakiegoś czasu, za sprawą wielu życzliwych osób, nowy sposób, który nazywa się Vianessa. I wygląda na to, że pomaga, bo tym razem, bez sztucznych farmaceutyków już udało nam się ją osłabić. Więc polecam.

Cudowny, cudowny to dzień.....  23 sierpień 2012r:) HURRRRRA!

Iggy Walker

Obraz
Tak to już działa, że jak sobie człowiek upuści, przyzna się do bólu, to puszcza, mija i znów można cieszyć się tym, co mamy.

A ogólnie tydzień nie należał do nudnych, żmudnych i nijakich. Dużo podróżowaliśmy, sporo robiliśmy i ogólnie było przyjemnie. Jednak nie ochrania mnie to przed zapadaniem się w dziurę depresji od czasu do czasu. Nic na to nie poradzę.

Środa wygnała nas na wycieczkę po Wielkopolsce. Dotarliśmy do zamku w Rydzynie (trochę nuda, za to przepyszne pierogi w pobliskiej pierogarnio-kawiarni:)). A w drodze powrotnej zajechaliśmy na Świętą Górę w Gostyniu do Sanktuarium, gdzie akurat odbywała się msza z odpustem i dożynkami w jednym. Ale tłoczno było i jakoś nas nie urzekło wszystko razem wzięte.Wracając zastanawiałam się, czy to obiektywne odczucia, że mało porywające to miejsca, czy też pochodne od nastroju naszych dusz w danym momencie? Innymi słowy, czy nasz nastrój mocno wpływa na odbierane piękno rzeczywistości? Czy owo piękno jest niezależne i może nawet nastrój…

Mgliście...

Obraz
i minorowo. Bo taki mam dziś nastrój... leniwy, przyklapnięty, spadek ciśnienia?
Iggi śpi. Regeneruje siły. A ja dyskutuję z kołaczącą mi po głowie obsesyjną myślą, że nienawidzę niepełnosprawności mojego synka. I basta. Nie potrafię na razie nic z tym zrobić. Nie, żebym się wstydziła- bo to już oswoiłam, ale życie z takim bąblem, po stokroć zależnym od moich sił jest naprawdę trudne i dosłownie ciężkie:) Ileż bym dała, żeby Iggi już chodził!...

Nie pisałam też o tym wcześniej, ale wybieramy się w końcu na turnus rehabilitacyjny (w drugiej połowie września). A w zasadzie na jego połowę, bo uważam że dwa tygodnie to zdecydowanie zbyt długo dla takiego malucha. Nie zamierzamy też próbować wszystkich ćwiczeń codziennie, bo to zbyt ciężka praca, nastawiamy się raczej na trochę nowości i ogólnie rekreację. Nic na siłę. I tak miałam morze wątpliwości, ale postanowiłam zrobić to, uwzględniając nasze potrzeby i możliwości. Wybieramy się do ośrodka niedaleko- to też atut, że nie trzeba jechać …

Niepotrzebne zadziwienie?

Obraz
Postanowiłam napomknąć o tym, o czym teoretycznie wiedzą wszyscy, ale tak na prawdę póki się człowiek z tym nie spotka osobiście, wręcz nie otrze o chropowate krawędzie naszej służby zdrowia, to tak: daje temu wiarę i nie daje równocześnie.

Ja też nie dawałam. Ale życie mnie uświadomiło, i wiecie co? Nawet budzący największą sympatię- wydawałoby się- a za tym i zaufanie- lekarze, mają swoją ciemną stronę (któż jej nie ma, prawda?). Smutne w tym wszystkim jest to, że świadomość boli, rodzi w człowieku przygnębienie, rodzaj goryczy i przygasa entuzjazm i naiwną- jak z tego wynika- wiarę.

O czym piszę?A o tym:

Jest taki jeden Pan Doktor, który daje możliwość kontaktu mailowego, jako ułatwienia- cudo. Choć skądinąd w dzisiejszych czasach nie powinno to aż tak dziwić, czy zachwycać. Ot- uproszczenie życia i tyle.W kontakcie osobistym wydaje się być człowiekiem dość zaangażowanym, choć po pierwszej wizycie człowiek ma wrażenie, że Pan Doktor najwyraźniej nie wszystko ogarnia. Mylą mu się im…

Kontakt z Matką Ziemią

Obraz
....jest dla Ignasia problematyczny. Iggi nie toleruje naturalnych powierzchni- trawy, piasku, kamieni. Nie znosi, gdy się go kładzie w pobliżu takich nawierzchni i kurczy się w sobie, by czasem przez przypadek gdzie czegoś nie musnąć choćby.
Nie wiem, skąd to i dlaczego, ale powoli staramy się to zmieniać...
Na przykład na wczorajszym spacerze leśnym- proszę bardzo:
"Zabierzcie mnie stąd! Ratunku!!!!!!!!" "No dobra, położę paluszek, ale potem dajcie mi spokój. Chcę na ręce!!!!!!" "Chyba coś mówiłem, nie??? No, raz, dwa, raz dwa, do góry, już!!" "No niech Wam będzie, wygraliście, dotknę. Brrr, obrzydliwe." "Naprawdę długo tak wytrzymam:) Ale weźcie mnie już,proszę:)"

Domowa siłownia

Obraz
Kontynuacją pierwszych prób Iggiego w podciąganiu się do siadu jest stały trening w domowej siłowni. Jest ona bogato wyposażona i obejmuje specjalistyczne przyrządy do ćwiczenia bicepsów i mięśni brzucha. Jednym z nich są dwuskrzydłowe drzwi przesuwne w szafie w przedpokoju, które służą do ćwiczenia przesuwania:), uchwyt przy drzwiach w piekarniku, które Ignac uwielbia otwierać i zamykać oraz "drążek w kojcu", który Iggi lubi najbardziej:) Krótka sesja fotograficzna z porannego treningu obok...



Ponad to pragnę ostrzec wszystkich chętnych do odwiedzania nas, że może skończyć się taka wizyta zaprzęgnięciem do różnych trudnych prac, jak np. świadczenie usług fryzjerskich w mobilnym salonie fryzjerskim, dysponującym jedynie maszynką do strzyżenia. Jest to zadanie nie lada dla wszystkich amatorów, a i profesjonalistów również, jak mniemam:) Jednak nasza Nieoceniona, wszechstronnie Utalentowana Ciocia, odważna kobieta, podjęła się wczoraj tego niewdzięcznego zadania i wywiązała si…

O EEG i Funduszach Europejskich (przy okazji).

Jak nietrudno się domyśleć- przeżyliśmy badanie i to nawet komfortowo, a to za sprawą dojrzałości Ignasia, która już duuużo większa, niż prawie pół roku temu, gdy to debiutowaliśmy w pracowni EEG, a każda najdrobniejsza frustracja jego podstawowych potrzeb kończyła się eksplozją krzyku i to w nieskończoność (bądź do chwili ich zaspokojenia). Jak się również już niejednokrotnie przekonałam dzięki życiu z Ignasiem- lęk zazwyczaj jest nieadekwatny do powodu i rzeczywistości, więc zupełnie niepotrzebnie obawiałam się, jak damy radę, bo Ignaś, choć zmęczony- był megacierpliwy, pozwalał się zabawiać w drodze na badanie i ogólnie nieco zaprotestował dopiero podczas zakładania czepka i wpuszczania podeń żelu- co jest naturalnie zrozumiałe, bo kto z nas chciałby spać z mokrą głową, w obcym miejscu i w wałkach na włosach?
Wynik po trzech tygodniach, ale z pogawędki, którą ucięłam sobie po 45 minutach snu Iggiego z Panią wykonującą badanie, nie wprost oczywiście domyślam się, że dramatu nie ma. W…

Pęknięty balonik

Obraz
Energia wycieka z nas jak z przedziurawionego balonika... Tak dużo się działo od powrotu z urlopu, że nie ma kiedy siąść i popisać:(
Ignacy wszakże jest w dość dobrej formie, a to zapewne za sprawą regularnych drzemek popołudniowych, bo inaczej pewnie niewiele by z niego zostało:)
Poniedziałek rozpoczął się wizytą u neurologa. I kolejnym odroczeniem wprowadzania Cerebrolizyny, na rzecz zwiększenie dawki Sabrilu. Doktor podejrzewa jednak epilepsję z dyskretnymi objawami, co wnioskuje na podstawie poprawy funkcjonowania Iggiego po wprowadzeniu leku. Nie wiem, czy takie wnioskowanie jest wystarczające, ale musimy się zdać na jego intuicję i wiedzę, której, jak sądzę mu nie brak choćby ze względu na wiek:)
Wtorek przebiegał pod znakiem wizyty w PPP, gdzie Iggi był obserwowany przez panie psycholog i pedagog  w celach oczywiście diagnostycznych i orzeczniczych. Że orzeczenie otrzymamy to pewne i jasne jak słońce, więc raczej to była przyjemna formalność. Przyjemna, bo Ignaś był w pogodnym nas…

Zgodnie z obietnicą- galeria z Dziczy

Obraz
Witam.
A zatem- zapraszam na wędrówkę po naszej Dziczy oczami Braci Iggiego:)

Wieczór nad stawem oczami Najstarszego.
Przerobione na IPhonie;)
"Kartoflisko pod Gwiazdą"
Nie pytajcie gdzie to jest, bo nie wiem:) Ale chłopcy wypatrzyli.....


Zboża Szum i Średni w oczach Najstarszego:)



A Iggi? Wpadł już w wir powakacyjnych wizyt to tu to tam. Nie czas teraz jednak na opowieści, bo znów czas mi się kurczy:) Do zobaczenia niebawem.

Jak świeża bułeczka...

Obraz
jest ta wiadomość-  dosłownie sprzed pół godziny! Ignacy zaczął dziś podciągać się w wózku  z pozycji półleżącej do siadu!!!!!!!!!!!!!! Chwyta rączkami poprzeczkę i ciągnie najpierw głowę, a potem resztę ciała!
Rewelacja!!!!! Dla wszystkich tych, którzy mają zdrowe dzieci- sami pewnie pamiętacie ten wielkopomny wyczyn waszych pociech, zwykle około 5-7 miesiąca życia jest już opanowany do perfekcji:) A dla tych, którzy dzieci jeszcze nie mają- uwierzcie- TO WIELKIE WYDARZENIE.... tym bardziej w naszym życiu.

Iggi za 4 dni kończy 21 miesięcy...



Wylogowani

Obraz
Wylogowaliśmy się na bez mała trzy tygodnie, zaszyli w dziczy i wypoczywali.

Ignac dojrzał jak dorodny owoc, zmężniał, nieco się utwardził- charakterny i wciąż daje nadzieje na więcej:)

Skłamałabym, gdybym nie przyznała się, że nie całe trzy tygodnie byliśmy razem. Nie, nie. Iggi część wakacji spędził z Tatą u Babci, gdzie towarzyszyli mu kuzynka i kuzyn, ciocia i wujek i to właśnie tam nabrał apetytu na życie, dosłownie. Przyjechał po 7 dniach do naszej wakacyjnej bazy i jakby nieco krąglejszy się stał... silniejszy.
Postępów zrobił całe mnóstwo, mianowicie:

- sam pije z kubeczka i z butelki (całkowicie sam), a Tata nauczył go na "męskiej wyprawie" pić ze szklanki po dorosłemu! Wcześniej Iggi nie połykał płynu, tylko go wypluwał, teraz radzi sobie znakomicie! - domaga się siedzenia z nami przy stole na niezależnym krześle- niekoniecznie dziecinnym. Sprzykrzyło mu się siedzenie na kolankach podczas posiłków (niestety nie mieliśmy krzesełka dla niego) i tak długo się kręcił, aż p…

W chuście....

Obraz
Jako mały Kangur, Iggi czuje się znakomicie.
Trenujemy codziennie, w planie mamy zakup chusty własnej (na wakacje pożyczyliśmy od Ewy- Złota, Serdeczna Kobieta:)).
Skonsultowane z rehabilitantami- opinia pozytywna.
A wygląda to mniej więcej tak:

czarno-biało i w kolorze;)