Pęknięty balonik

Energia wycieka z nas jak z przedziurawionego balonika... Tak dużo się działo od powrotu z urlopu, że nie ma kiedy siąść i popisać:(
Ignacy wszakże jest w dość dobrej formie, a to zapewne za sprawą regularnych drzemek popołudniowych, bo inaczej pewnie niewiele by z niego zostało:)
Dajcie jeść!
Poniedziałek rozpoczął się wizytą u neurologa. I kolejnym odroczeniem wprowadzania Cerebrolizyny, na rzecz zwiększenie dawki Sabrilu. Doktor podejrzewa jednak epilepsję z dyskretnymi objawami, co wnioskuje na podstawie poprawy funkcjonowania Iggiego po wprowadzeniu leku. Nie wiem, czy takie wnioskowanie jest wystarczające, ale musimy się zdać na jego intuicję i wiedzę, której, jak sądzę mu nie brak choćby ze względu na wiek:)
Wtorek przebiegał pod znakiem wizyty w PPP, gdzie Iggi był obserwowany przez panie psycholog i pedagog  w celach oczywiście diagnostycznych i orzeczniczych. Że orzeczenie otrzymamy to pewne i jasne jak słońce, więc raczej to była przyjemna formalność. Przyjemna, bo Ignaś był w pogodnym nastroju, zainteresowany, ufny i nawet przesiedział część spotkania na kolanach u zupełnie obcej pani pedagog, zerkając tylko badawczo z ukosa na mamę, czy aby jest to bezpieczne. A że było - bawił się maskotkami, wyrzucał, smakował i gawędził po swojemu z całą naszą czwórką.
Środa- wyjście na basen i rehabilitacja domowa. Ponoć przebiegła dość spokojnie i sprawnie- mama nie wie, bo była w pracy....
Dziś czwartek i kolejny wyjazd na rehabilitację.... Było miło, znów postępy geometryczne, ale też na horyzoncie pojawił się nowy dylemat... Ponieważ ośrodek się przenosi od września, Nasza Pani kończy z nim współpracę. I jesteśmy w kropce. Bo nie wiem, czy zostać u niej i dojeżdżać dalej niż dotychczas, czy zmienić rehabilitantkę, ale za to skrócić trasę. Ta druga opcja mniej mi się podoba, a pierwsza też nie bardzo. Ale trzeba coś wybrać, więc musimy się namyśleć. Mam wrażenie, że przywiązaliśmy się do Naszej Pani... a to wiele daje.

I jutro-brrr. Na samą myśl opadają mi siły i ogarnia obawa. Badanie EEG. Niby nic, bo bezbolesne, wyniku też jakoś się nie obawiam, bo jaki będzie, taki będzie. Ale fakt, że trzeba Ignasia przetrzymać w stanie czuwania dość długo, czyli narazić na zmęczenie, a potem usypiać w obcym otoczeniu, na jakiejś kozetce.... Jakoś mam wątpliwości co do powodzenia całego przedsięwzięcia... Zwłaszcza, że ostatnio Ignaś zasnął na całe 15 minut i więcej ni w ząb nie chciał poddawać się fanaberiom dorosłego świata.
No cóż - jak przetrwamy piątek, to się odezwę:) Houk.

Komentarze

Inni czytali też:

"Jaskiniowcy z bliska", czyli to, co mnie fascynuje.

Ta cała "zabawa" w emocje...

Oczekiwanie...

A może do kina?

Krótka historia długiej drogi