20 sierpnia 2012

Iggy Walker

Tak to już działa, że jak sobie człowiek upuści, przyzna się do bólu, to puszcza, mija i znów można cieszyć się tym, co mamy.

A ogólnie tydzień nie należał do nudnych, żmudnych i nijakich. Dużo podróżowaliśmy, sporo robiliśmy i ogólnie było przyjemnie. Jednak nie ochrania mnie to przed zapadaniem się w dziurę depresji od czasu do czasu. Nic na to nie poradzę.

Środa wygnała nas na wycieczkę po Wielkopolsce. Dotarliśmy do zamku w Rydzynie (trochę nuda, za to przepyszne pierogi w pobliskiej pierogarnio-kawiarni:)). A w drodze powrotnej zajechaliśmy na Świętą Górę w Gostyniu do Sanktuarium, gdzie akurat odbywała się msza z odpustem i dożynkami w jednym. Ale tłoczno było i jakoś nas nie urzekło wszystko razem wzięte.Wracając zastanawiałam się, czy to obiektywne odczucia, że mało porywające to miejsca, czy też pochodne od nastroju naszych dusz w danym momencie? Innymi słowy, czy nasz nastrój mocno wpływa na odbierane piękno rzeczywistości? Czy owo piękno jest niezależne i może nawet nastrój zmienić?
Tak czy inaczej, fotek mamy niewiele.... ale proszę:




Piątek to był naprawdę udany dzień. Najpierw spacer na zakupy w chuście, potem przejażdżka na plac zabaw w wózeczku, a na deser basen w kółeczku:) Najgorsze, co może nam się przytrafić, to siedzenie w domu. A jak tylko z niego ruszamy- Iggi od razu jest szczęśliwy. A jak już towarzyszy mu większa część naszej rodziny, to jest wręcz cudownie.

Za to sobota..... Sobota też spędzona została uroczo niebywale, bo w scenerii zamku Topacz, gdzie to Tata zabrał nas, by popaść swoje pasje, a te prędziutko udzieliły się Iggiemu:). Zdjęć mamy caaaałe mnóstwo, i mówią same za siebie.






Mi za to pozostaje pytanie: jak to jest, że na przekór i właściwie wbrew niepełnosprawności ruchowo-poznawczej czy opóźnienia (jak zwał, tak zwał), emocjonalnie dzieci potrafią reagować jak zupełnie zdrowi rówieśnicy? Starsi chłopcy też byli wniebowzięci, gdy "zasiadali za sterami".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz