10 sierpnia 2012

O EEG i Funduszach Europejskich (przy okazji).

Jak nietrudno się domyśleć- przeżyliśmy badanie i to nawet komfortowo, a to za sprawą dojrzałości Ignasia, która już duuużo większa, niż prawie pół roku temu, gdy to debiutowaliśmy w pracowni EEG, a każda najdrobniejsza frustracja jego podstawowych potrzeb kończyła się eksplozją krzyku i to w nieskończoność (bądź do chwili ich zaspokojenia). Jak się również już niejednokrotnie przekonałam dzięki życiu z Ignasiem- lęk zazwyczaj jest nieadekwatny do powodu i rzeczywistości, więc zupełnie niepotrzebnie obawiałam się, jak damy radę, bo Ignaś, choć zmęczony- był megacierpliwy, pozwalał się zabawiać w drodze na badanie i ogólnie nieco zaprotestował dopiero podczas zakładania czepka i wpuszczania podeń żelu- co jest naturalnie zrozumiałe, bo kto z nas chciałby spać z mokrą głową, w obcym miejscu i w wałkach na włosach?
Wynik po trzech tygodniach, ale z pogawędki, którą ucięłam sobie po 45 minutach snu Iggiego z Panią wykonującą badanie, nie wprost oczywiście domyślam się, że dramatu nie ma. Więc spokojnie poczekamy, a co trzeba przekażemy dalej....

Tymczasem mam małą dygresję Z Życia Matki Niepełnosprawnego Dziecka. Która na domiar złego (bądź szalonego) stara się nie autować z życia społeczno-zawodowego (przepraszam za to obrzydliwe słowo, ale mi tu pasuje) i w tym szaleńczym właśnie zamyśle prowadzi malutką działalność gospodarczą. Otóż, tygodni kilka temu, akurat w samym sercu pobytu w Dziczy, otrzymałam i odebrałam, co dość dla mnie tam było nietypowe, telefon od Pani z Firmy ds. Funduszy Europejskich (wybaczcie, ze nie zacytuję prawidłowej nazwy, ponieważ nie pamiętam:)). Patrząc wstecz, zwykle w pierwszych trzech zdaniach odmawiałam zainteresowania takim ofertom, bo gdzież by mi i na co pieniądze z Unii były potrzebne. Wszystko, co konieczne do pracy, posiadam, więc potrzeb nie rozpoznawałam takich u siebie. Aż do rozmowy z pewnym serdecznym i przychylnym mi Znajomym (łamanym nieśmiało przez Kumpel/Przyjaciel Rodziny), który to uświadomił mnie, że owszem, mogę takie potrzeby mieć i nawet starać się je zrealizować z pomocą funduszy europejskich, jak najbardziej, i owszem.
Zatem, gdy owa Pani zadzwoniła- nieco speszona poprosiłam, wyjaśniając, że na urlopie jestem, by skontaktowała się ze mną na początku sierpnia br. Zadzwoniła. Pech jednak chciał, że właśnie siedziałam pod gabinetem do neurologa, albo raczej właśnie wychodziłam z domu, by się do niego udać na konkretną- a jakże- godzinę- i rozmawiać nie mogłam. Iggi przygotowany, zegar tyka, ja w sztosie wychodzenia z domu, więc króciótko, grzeczniutko wyjaśniam, przepraszam i proszę, by zadzwoniła we czwartek między 10 a 12 godziną, to będę mogła rozmawiać.
Wyrozumiała- zrozumiała:)
Jednak, jak to w życiu już nie raz bywało z moimi planami, te się przestawiły w międzyczasie, gdy we środę Pani Rehabilitantka zadzwoniła i poprosiła o zmianę godziny rehabilitacji na 11:00, zamiast 13:00 pierwotnej i naszej ulubionej. Cóż miałam robić, jak się nie zgodzić? A termin telefonu akurat w tym czasie, mnie potrzeby alarmują, kuszą i naprawdę poważnie podchodzę do tematu i mi zależy nawet bardzo. Oddzwonić i przełożyć do Pani z Funduszy E. nie mogłam, bo numer gdzieś zmieszał się z dziesiątkami innych odebranych i wywołanych w międzyczasie, a niekoniecznie mi znanych, bo taką mam pracę, że różni ludzie dzwonią... Więc czekam na czwartek.
Wybija 10:05, więc my znów w całym rynsztunku z Iggim, szykujemy się do wyjścia. Ten już leży w przedpokoju, ja w butach, klucze od auta chwytam w przelocie, a tu telefon. Pani od Funduszy E.
Zatem ponownie, jeszcze bardziej zawstydzona i zakłopotana, tłumaczę, że przepraszam, ale wynikła taka zmiana i właśnie wychodzę z dzieckiem na rehabilitację (nie po mleko do sklepiku, na na piwko z koleżanką- czego zresztą nie robię;), ani nawet ze śmieciami na podwórko). Na rehabilitację z dzieckiem wychodzę, więc nie mogę się skupić na rozmowie telefonicznej, z której też chciałam się coś:
a). dowiedzieć,
b). zapamiętać, a może i
c). zanotować, zwłaszcza, że prowadząc samochód- rozmawiać przez telefon nie mogę. Proszę więc o kolejny kontakt telefoniczny- nieco już zirytowaną Panią od Funduszy E.- po godzinie 13.00, gdyż wówczas już na bank będę mogła rozmawiać- choćby nie wiem co- i NAPRAWDĘ mi zależy!
Pani grzecznie, że "dobrze- zadzwoni"- i do dziś echo grało w lesie.
Nici z funduszy, nici z realizacji moich zawodowych pasjo-potrzeb, nici i już. Pewnie pomyślała, że z jakąś wariatką ma do czynienia, albo - w najlepszym razie- krętaczką bądź osobą skrajnie nieodpowiedzialną.
Trudno. Nie mam na to wpływu. Ale naprawdę chciałam i się starałam. Nawet dzwoniłam potem do niej- wrzucona natychmiast na pocztę- nagrałam wiadomość, że proszę o kontakt w tym i tym czasie, dziś lub jutro, ale nic. Amba.
Widać nie dane jest mi korzystać z Funduszy Europejskich, w celach zwłaszcza zawodowych, i basta.
Pozdrawiam. Panią od Funduszy również:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz