24 września 2012

3 Korony.pl

Dojechaliśmy!
Tym samym rozpoczynając nasz pierwszy turnus rehabilitacyjny w życiu...

Ignaś w wyśmienitym nastroju, zapewne rozkoszując się wyłącznością mamy i babci na własny użytek non-stop-kolor:) . Dostaliśmy taaaaką rozpiskę zajęć, że zdrowego konia by z nóg ścięło:) Ale my krnąbrni jesteśmy, nieposłuszni światu i będziemy żyć własnym rytmem, kosztem tych specjalistycznych zajęć, trudno. Zdrowie psychiczne ponad wszystko, zwłaszcza, że Ignaś już po masażu i kinezyterapii słaniał się na nóżkach, chwiał jak trzcina na wietrze, więc teraz w drzemkę zapadł i z Babcią na spacer się udał.

Jedzenie smakowite i w bród. 
Ośrodek ma ogromny potencjał i jeśli się to dostrzega, można przymknąć oko na trwające wszędzie prace wykończeniowe i porządkowe.
W pokojach przytulnie, przestronnie, ciepło i funkcjonalnie. I taaaki TV-screen, że ho,ho!
Kadra sympatyczna, kontaktowa, wyrozumiała i ludzka:)
Spotkaliśmy nawet jedną Panią rehabilitantkę rodem z naszego miasta, w której obudziliśmy sentymentalną nutę wspomnień i chyba tym samym od razu wdarliśmy się przebojem do serca:) 
Pierwsza noc minęła nam spokojnie, Iggi przespał ją jednym ciurkiem, nie twierając nawet ok na nocne mleko. Więc Mama też odpuściła i spała tak długo jak się dało, odganiając muśnięcia niepokoju o to, jak będzie w pierwszy dzień.

I choć spakowałam wszystko, od nocniczka po elektroniczny zegarko-termometro-kalendarz, to oczywiście czego zapomniałam? Kabelka:) do zgrywania zdjęć z aparatu, tym samym amputując sobie bezboleśnie choć z żałością możliwość wrzucania tu zdjęć świeżutkich jak bułeczki o świcie:(

Oj. Przykro mi, ale Ignasia nie zobaczycie tu na żywca przez tydzień, mogę jedynie snuć opowieści, najplastyczniej, jak potrafię.
Pozdrowienia od Króla;) 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz