Posty

Wyświetlanie postów z październik, 2012

Gdybym była Ignasiem.....

Droga Mamo. Kobieto, którą spotykam codziennie, gdy otworzę oczy. Z której brzucha mnie wyciągnięto kiedyś.
Chcę ci coś powiedzieć. Że:
Zupełnie niepotrzebnie..... Nie rozumiem, czym się zamartwiasz? Po co ta presja i dylematy? Po co te depresyjne nastroje i euforyczne wzloty? Przecież jestem. I to wystarcza. Pojawiłem się tu między wami i jakby nie było- jest. Jestem. To wszystko.
A że  nie taki, jak inni? Nie taki, jak oczekujecie, że powinienem być? Nie taki, jak cię świat przekonuje, że powinienem być?
Jakie to ma znaczenie? Dla mnie żadne.
Budzę się, spotykam was, coś zjem lepiej lub gorzej.... pobawię się albo pomarudzę. Tak po prostu...
Czy ma to naprawdę zasadnicze znaczenie?
Nie cierpię. Raczej się uśmiecham. Czy to nie wystarcza?. Może nie będę fizykiem jądrowym ani wziętym lekarzem. Może nie będę nawet budowlańcem, ani hydraulikiem. Ani nauczycielem, ani biznesmenem.
Czy to ważne? Skoro już jestem, to może to właśnie ma znaczenie. Nawet nie wiem, po co się pojawiłem tu między wami…

Luźniej

Obraz
niż przypuszczaliśmy i planowaliśmy zapowiada się ten tydzień. Ze względu na wolne dni i wszelakie podróże, wypadły nam zajęcia z rehabilitacji i logopedii. Jakoś tę lukę staraliśmy się zapełnić, umawiając zastępczo i dodatkowo, ale jednak nie udało się uniknąć niespodziewanych zmian i np. dodatkowo przepadną nam konie w tym tygodniu:( Szkoda.

W ogóle zastanawiam się nad zwiększeniem godziny rehabilitacji w tygodniu o jedną (wówczas Ignaś ćwiczyłby pod okiem i ręką profesjonalisty znowu 4 razy w tygodniu, a nie- jak teraz 3). Wydaje mi się, że jest coraz bardziej aktywny, żądny przygód, silniejszy i warto to wykorzystać z korzyścią dla niego. O tempie i ilości rehabilitacji rozmyślam od czasu do czasu, bo to kwestia wielce indywidualna i dylematotwórcza. Niekiedy przetrawiam wątpliwości, czy nie powinniśmy więcej i czy "więcej" w rzeczy samej oznacza "lepiej"? Wiem, że inne dzieciaczki ćwiczą intensywniej... i popadam w kompleksy złej matki:) Niewystarczającej:)
Ni…

Dlaczego?!

Z zimy już okruchy zostały, choć to właściwie jej preludium:)
Czas przesunięty. Życia jakby ubyło.

Dlaczego Pani go ćwiczyła Vojtą?

Usłyszałam wczoraj to pytanie, podszyte wyrzutem i niezrozumieniem i aż mnie trachnęło!

Dlaczego?

Bo SIĘ BAŁAM!
Bo rzecz dotyczyła MOJEGO DZIECKA. A ja byłam zagubiona i przerażona nieobliczalnością tej sytuacji- jego kłopotów, apatii, "maltretowania" w szpitalach, wycofania, bezradności świata medycznego, dezinformacją, poczuciem winy.... można wyliczać bez końca.
Bo kilku LEKARZY, ponoć DOBRYCH, bez wahania podało taką konieczność.
Bo znam kilkoro dzieci "wyprowadzonych" tą metodą ze swoich kłopotów.
Bo tego uczyli mnie na studiach, które swego czasu ukończyłam ("najlepsza metoda") - o Bobath'ach nikt wtedy nie wspominał....
Bo przeszukiwane strony w internecie wciąż mówiły stronniczo- dziś to wiem, o dobroczynnych skutkach tej trudnej metody.
Bo nagłośniane są społecznie te historie dzieci, którym Vojta pomogła.
Bo we Wrocławiu …

Totalna zima

Obraz
Za oknem- rzecz jasna:) U Was też tak jest? Sypie, jak w środku stycznia, w narciarskim kurorcie jakimś:)
Ot, jakie cuda widzieliśmy dziś jadąc "na koniki".



To zadziwiające, że pierwszy śnieg z reguły wyzwala pozytywne emocje, z zachwytem w czołówce i pewną ekscytacją. Wow- coś się zmieniło! Cud się dokonał! Bez naszego udziału świat toczy się utartymi ścieżkami. Mamy się na czym oprzeć...
Dopiero po kilku sekundach dociera z mózgu impuls, pożeracz radości, że oto znów ślisko, zimno, rachunki za gaz wzrosną, z nosa będzie kapać.

My jednak się temu nie poddajemy. To cudne, że zima się pojawiła. Bo jakkolwiek będzie dla nas uciążliwa, po niej znów (o ile doczekamy;) nadejdzie piękna wiosna, a w kolejce ustawią się lato i jesień:)

Dziś Ignaś zachwycony nie był perspektywą przejażdżki konnej. Może to kwestia wybudzenia z krótkiej drzemki, w którą zapadł w czasie jazdy, zamiast regularnej porannej, w swoim własnym łóżeczku? A niewątpliwie jest to też echo pierwszych doświadczeń z…

Horrorrr orrrrtograficzny;)

Obraz
Po trzech kulawych ocenach z dyktanda naszego Średniaczka, w domu zapanowała ortograficzna panika, ręce podtrzymujemy sobie na wzajem by nie opadły i wspólnymi, kilkupokoleniowymi siłami staramy się bańkom zaradzić. Co oczywiście nie spotyka się z entuzjazmem i zrozumieniem u głównego zainteresowanego:). No cóż- uroki dzieciństwa...

A u Ignasia prócz gulgotów- już więcej niż pewne, że rezonans musimy w tym roku odpuścić- humor kwitnie na całego. Radość i energia go nie opuszcza, zasuwa po podłodze jak mała torpeda (no- przesadzam trochę, ale po miesiącach stagnacji jego ruch teraz przypomina prędkość światła) i ponoć dziś na rehabilitacji Pani Kasia stawiała z nim pierwsze kroki (tata był- opowiadał). Tymczasem ja już prawie zakończyłam październikowy obchód po lekarzach (jeszcze tylko genetyk nam został....).

Wczoraj neurolog, zamiast wycofać- przepisał Ignasiowi inny lek (Depakine) na padaczkę, której ja nie widzę, ale on- dyskretne objawy dostrzega. Nie wiem, co o tym myśleć. Ale w…

Ha- ironia losu...

Ha! Mamy termin, na który tak długo czekaliśmy, a im on bliżej, tym ciemniej to widzę.
W naszym domu rozpoczęło się.... pokasływanie.
Najpierw Średni syn, jakoś od piątku, po uganianiu się po podwórku w krótkim rękawku...
Potem Starszy syn- ból głowy znokautował go dziś centralnie i biedaczek padł przed 20:00.
No i tata- co 10 sekund cichutko pokasłuje i udaje ... że to nic i że jest całkiem zdrowy.
Ignasiowi wczoraj znów gulgotało, ale łudzę się jeszcze, że to jakieś moje omamy..

No bo chorego dziecka nikt nie znieczuli do badania MRI głowy. A takie mieliśmy wykonać w przyszły poniedziałek....

Pech? czy zrządzenie losu?
Zobaczymy.

Tymczasem obdzwoniłam tzw. Instytucje, najpierw w poszukiwaniu kodu procedury badania z użyciem mikromacierzy, żeby następnie w NFZ dowiedzieć się, jak to jest z refundacją w naszym kraju? Ale nawet nie zdążyłam do tego NFZ zadzwonić, bo Pani z IMiD'u poinformowała mnie, że nie ma nic takiego jak refundacja tego badania. Że owszem- NFZ czasem dopłaca ni…

Dla innych Rodziców:)

Obraz
Urzekł mnie ten tekst.
To dla Was -  wszystkich podobnych do nas:)
Rodzicom zmagających się z lękiem i chorobą swojego dziecka.
I nie tylko:)


"Toż to zwykły lęk
Rudą warstwą wżera się
Korodujesz dzień za dniem
Uniwersum jest
Stąd do zawsze ciągnie się
Na Twój obraz podobieństwo Twe

Jesteś cenny tak jak ja
Jesteś piękna tak jak ja
Jestem dzielna tak jak Wy
Niebezpiecznie wręcz (...)"

HEY, "Do Rycerzy, do Szlachty, do Mieszczan"

Utworu można posłuchać tutaj bądź tutaj:)

Pozdrawiam letnio, leniwie, słonecznie i popołudniowo.
Obraz
Mam kłopot z tytułem.
Więc będzie bez.


Czwartek jak czwartek, jak poniedziałek, jak piątek, jak środa.... Nic szczególnego, prócz totalnych nowości, które wciąż i wciąż pojawiają się w naszym życiu. Za sprawą Ignasia oczywiście. To on otworzył mi drzwi do wszelakich gabinetów rehabilitacji, obznajomił z nowymi terminami specjalistycznymi, poszerzył wiedzę medyczną, zwrócił uwagę na fakt, że istnieje inna radość, niż radość płynąca z normalnego biegu spraw.  Radość z długo wyczekiwanego gestu, miesiącami oczekiwanego widoku dziecka stojącego na własnych nogach, wzruszenie z rozdziawionych do całusa usteczek, z wyciągniętej na do widzenia rączki.

Ile Ignaś rozumie z naszego życia? Z naszej normalności? Tak bacznie się jej przygląda, obserwuje. Ale ile rozumie? 
Rozmyślałam   nad tym dziś podczas jesiennego spaceru, szurając wzrokiem po dywanie z liści, opadłych zapewne na skutek pierwszych, niezauważonych przez nas przymrozków, lub czegoś na ich kształt, kompletnie kontrastujących z dwu…

Hip, hip....

Rozpoczęliśmy hipoterapię.

Pogoda przepiękna, złota, słoneczna. Ośrodek skromniutki, niecałe 20 km od naszego domu, ale aż pachnie fachowością. Przy badaniu Ignasia Panie rzucały takimi hasłami, że miałam wrażenie, iż mówią po chińsku:) No, nie do końca, trochę rozumiałam;)

Ignaś poradził sobie wspaniale. WSPANIALE! Co nie znaczy, że nie obyło się bez płaczu i lamentu pod tytułem "ja chcę do Mamy!!!!", Ale ogólnie było ok. Nie musi być upinany w żadne kombinezony, sam świetnie sobie fizycznie daje radę, co oczywiście mnie cieszy. Zawsze dobrze słyszeć takie słowa:)

Niestety konika nie dotknął:( To dla niego zbyt wiele. Na razie. Ale fakt, że prowadziła go znajoma Pani chyba sporo zdziałał, bo łkanie było przetykane chwilami ciszy (musiałam wyjść z hali, bo nie dałoby rady utrzymać go na grzbiecie konia... podsłuchiwałam przez drzwi.

No i tak ogólnie, pierwsze lody przełamane. Zobaczymy jak pójdzie później.


Mamy też już opinię/orzeczenie o wspomaganiu rozwoju (nareszcie- czek…

Czekoladowy Joe

Obraz
Na niedzielę to smutów nie ma co uprawiać. Więc antydepresyjnie (bo jesień też wyzwala takie minorowe nastroje w niejednym z nas) zamieszczam fotkę naszego czekoladowego Ignasia.
Zrobić mu ostatnio zdjęcie graniczy z cudem. Ignaś jest tak zainteresowany wszelkimi osiągnięciami współczesnej techniki, że natychmiast domaga się "zetknięcia" z rzeczonym urządzeniem i po "efekcie zdjęciowym" ślad nie zostaje. Zadziwiające to skądinąd. A siła jego ciekawości jest tak wielka, że wczoraj telefon mamy o mało nie skonał na skutek oślinienia/zagryzienia i lądowania na twardej posadzce w przerwach w degustacji.
 Na szczęście sam się cudem reanimował i nauczył Matkę tego i owego:)

Ignaś dziś jest "jedynakiem z odzysku", gdyż pewna nasza Cudowna Ciocia (o której tu już nie raz było pisane) sprezentowała nam wieczór i większość niedzieli bez naszych dwóch Starszych Synów, zapraszając ich na nocleg weekendowy do siebie i Jej Synów. I tak oto, wszyscy szczęśliwi upajają …

Wątpliwości cała garść...

Obraz
Wiecie, jak trudno napisać apel o pomoc? A jak trudno go potem gdzieś wysłać?

Zielonego dotąd pojęcia o tym nie miałam.

I pewnie nie wpadłabym na to sama.

Chociaż - przy zakładaniu konta w Fundacji mówiono mi, żeby tak robić. Zapomniałam o tym na rok. Wyparłam. Za trudne to było. I nadal proste nie jest. Coś na granicy wstydu? skrępowania? upokorzenia? Okropne.

Jedynie myśl, że to dla Ignasia. Że mu potrzebna rehabilitacja i nie wiadomo jak długo jeszcze będzie musiał ćwiczyć (3,5,10 lat?)...Ale też, że daje efekty... Że  jest coraz silniejszy, coraz więcej potrafi, chce, może.

A wiecie, co jest jeszcze trudniejsze? Gdy inni tego nie rozumieją, albo- rozumieją na opak... To boli chyba bardziej, niż nasza szara pracowita codzienność, tony spraw do załatwienia, telefonów do wykonania, spraw do ogarnięcia, krzyków, płaczów, marudzeń, buntów przy ćwiczeniach... Boli bardziej, niż widok sprawnych dwulatków, biegających po placu zabaw, budujących babki z piasku i krzyczących na całe gardło:…
Wizyta u ortopedy przebiegła nadzwyczaj i niespodziewanie. Sprawnie, rzeczowo i uprzejmie.
Nic z moich przewidywań i kolejce na poczekalni się nie sprawdziło. Ot, przyszliśmy i weszliśmy:)
Otrzymałam zaświadczenie o braku przeciwwskazań do hipoterapii Ignasia, ale z maksymalną ochroną kręgosłupa. Tak więc pierwsze "koniki" już umówione na przyszłą środę. Zobaczymy jak będzie.

Poza tym dzięki uprzejmości i życzliwości Mamy Franka, dowiedziałam się, że mamy możliwość przeprowadzić badanie z mikromacierzą taniej, niż wcześniej myśłałam/pisałam. Dzwoniłam do Instytutu Matki i Dziecka i dowiedziałam się, że badanie takie w wariancie komercyjnym, tzn. bez refundacji, kosztuje u nich 1600,00 zł (a nie 2.200,00 np). Pani powiedziała, że aby dostać skierowanie (co jednak jest możliwe! o czym nie powiedział nam nasz genetyk...), trzeba znaleźć szpital, który ma z nimi podpisaną umowę na takie badania- ale tych jest niewiele, albo być pod opieką IMiDowej Poradni genetycznej w Warszawi…

Mamy termin!

Obraz
Hura! Już niedługo uda nam się przeprowadzić kontrolne badanie MRI głowy- mamy wreszcie wyznaczony termin badania na 29 października br. Sprawa była o tyle trudna, że zależało nam na ambulatoryjnym przeprowadzeniu akcji, a nie na hospitalizacji. Zawsze to trochę mniej stresu związanego z obcym miejscem, obchodami, no i ogólnie- atmosferą szpitalną.
Teraz tylko musimy dmuchać i chuchać na Ignasia, żeby się nie zaziębił do tego czasu, bo wówczas z badania będą nici.

A sam Ignaś zmienił swoje upodobania ostatnio bardzo wyraziście, co w pierwszym momencie mnie zaskoczyło i zupełnie na to nie wpadłam, ale metodą prób i błędów odgadłam, co stara mi się przekazać tym protestem i płaczem. Rzecz się tyczy zasypiania, które dotąd regularnie i rytualnie odbywało się w jego łóżeczku przy dźwiękach kołysanek bądź Mozarta (poważnie, nie czaruję- ponoć ma dobry wpływ na psychikę i sferę poznawczą, więc skoro posiadamy w swojej płytotece, a on to toleruje- czemu nie?:), sam w pokoju będąc, czasem tyl…

Plany, plany....

Ignaś właśnie wypoczęty i rześki, obudził się na przedpołudniową rehabilitację, która dziś wyjątkowo o 11:30 a nie o 18:30. Może lepiej będzie mu ją znieść?

A ja już planuję kolejne miesiące pod znakiem turnusów (podniesiona na duchu opowieścią Mamy Dzielnego Franka, który chyba podobnie jak Ignaś zmaga się z opóźnieniem rozwoju i robi piękne postępy).

I tak- w listopadzie zaklepałam już turnus w Instytucie terapii Dr. S. Masgutowej. Będziemy jeździć codziennie przez 5 dni do Wrocławia (na szczęście blisko i można codziennie wrócić do domu).

W maju mamy rezerwację turnusu w znanych już nam 3 Koronach.

Zastanawiam się czy nie poszukać jeszcze czegoś w międzyczasie, bo może faktycznie trzeba chwytać każdą okazję przed 3 rokiem życia Ignasia?

Muszę też popytać inne mamy, jakie są możliwości odbycia turnusów refundowanych przez NFZ. Może o nich po prostu nie wiem.....

Jutro wyjeżdżamy do ortopedy po pozwolenie na hipoterapię!

Oj, dzieje się i będzie się działo! Oj.

Tęczowy atak

Obraz
Jako dziecko wierzyłam głęboko, że zobaczyć tęczę to przynosi szczęście. I każdorazowo było to głębokie przeżycie i nieopisana radość. Tęcza zwykle pojawiała się- jak to ona- po deszczu i najlepiej widać ją było z okna balkonowego w naszym mieszkaniu na jednym z miejskich blokowisk (wtedy jeszcze to określenie nie osadziło się na stałe w naszym języku i nie miało takiego negatywnego wydźwięku)...

Dziś, w niedzielne chłodne popołudnie wybraliśmy się rodzinnie na spacer (odkleić dzieci od kompa to sztuka, zwłaszcza gdy na dworze 10 st.C). A Ignasia chyba coś bierze, bo na różne sposoby jego organizm daje znać, że niedomaga biedaczek, ale gorączki nie ma, z nosa nie kapie, kaszel nie dusi (ot, pojawia się sporadycznie), więc nie ma co siedzieć w domu. Kto wie, kiedy spadnie pierwszy śnieg?;) brrr...

No i spójrzcie, cośmy ujrzeli- bez deszczu wprawdzie, ale za sprawą burzowych chmur, które bawiły się z nami w ganianego:)

Ignac opatulony, nic a nic nie rozumiał- czym my się zachwycamy, bo po…

Muzycznie nieco

Obraz
Jestem już tak zmęczona, że ...nie mogę zasnąć:)
Dziś odebrałam chyba tyle telefonów, co sekretarka w międzynarodowej firmie. Choć może one komunikują się raczej mailowo.. nie wiem. Nie wiem też, skąd taki natłok zdarzeń, ale czuję się jakbym pędziła roller-casterem.

Ignaś już zasnął, ale wyjątkowo nie w swoim łóżeczku- nigdy nie miał z tym kłopotów, w przeciwieństwie do swoich dwóch starszych braci, którzy w łóżeczkach przespali może sumarycznie miesiąc... Otóż, zasnął w naszym łóżku, wcześniej wyjątkowo uciążliwie już dla mnie zmęczonej prosząc o przeniesienie w pobliże maminego ciała. Niestety, "prosząc" w wydaniu Iggiego to zwykły (a raczej niezwykły) płacz, tak przeszywający, że budzi nie tylko pozytywne emocje:( Bo Płaczów to Iggi ma zdecydowanie kilka rodzajów. Na każdą okoliczność stosowny.

Może to jakiś emocjonalny przełom, bo poza noszeniem na rączkach nie jest z niego szczególny przytulaczek. Co prawda rozumie prośbę typu :"daj całusa", ale woli raczej s…

Dziękuję za klikando:)

Obraz
Może jednak jakąś mamy szansę na ten "rodzinny wyjazd"? A nawet jeśli nie, to i tak zabawa jest wspaniała:) Nie my- to kto inny pojedzie, każda rodzina z chorym dzieckiem zasługuje na trochę wytchnienia od codziennych zmagań:)

Tak czy inaczej, to dzięki Wam przesunęliśmy się z samego końca (podówczas 44-go), na 30 miejsce! w rankingu.  W niecały tydzień! Dziękuję!

Czy wy też poczytujecie czasami, w chwili przerwy pozostałe blogi- bo jak tak. Wykradam po 15 minut z codziennej gonitwy i poznaję historię innych dzieci i ich walecznych rodziców, którzy poszukują w blogu wytchnienia i wsparcia. Bo mniej więcej tak to właśnie działa.... A i czasem dowiedzieć się nowego można, zainspirować... Super inicjatywa.

Ponieważ teraz też wykradłam 10 minut na ten pościk- kończę, lecę na godzinę do pracy i wieczorem może coś jeszcze napiszę, bo pomysłów mam bez liku.

A tu: Igi wczorajszy - na rehabilitacji- znów miał buty na stópkach, ale baterie się wyczerpały w aparacie:(((
A dzisiejszy I…

Kuchenne podróże

Pewnie każda mama pamięta uciążliwość wkładania zawartości różnych szafek do ich wnętrza:) Po kilka razy dziennie, niezmiennie. To czas, gdy dziecko dotrze już gdzie chce bądź może i odkrywa najciekawsze miejsca świata - kuchnię, łazienkę i maminą garderobę:)
Dziś mi też było dane tego doświadczyć, ale z zupełnie nowymi emocjami, niż dotychczas. Ignac pełzał po kuchni, bez śniadania- o które nawet się nie upominał i zwiedzał kuchenne szafki. Rozczulił mnie widok ścierek i śliniaków porozrzucanych wokół szuflady i miseczek (na szczęście plastykowych), wytarganych z szafki. Jak ja długo na to czekałam! Na te zwiastuny normalności w naszym życiu:)

Ogólnie Iggi na razie był dziś w dobrym humorze i spokojny, pozwolił mi nawet zająć się przez chwilę tym, co mnie akurat pochłonęło i nie dopominał się uwagi. Był zajęty swoim zwiedzaniem:) Aż mnie zaskoczyła ta zmiana i mam nadzieję, że to nie jakiś zwiastun choroby....

I jeszcze o wdzięczności chciałam rzec, bo kołacze mi się po głowie,  a do…

Poturnusowe dylematy

Wróciłam z nimi, i się noszę i mocuję. Więc- moim zwyczajem, postanowiłam je uwolnić w świat.

Czy będąc mamą trójki dzieci, która uparła się na domiar złego nie rezygnować ze szczątkowej pracy zawodowej, mogę robić więcej dla Ignasia? A jeśli tak- to co? Zbierać więcej pieniędzy na rehabilitację? Jeździć częściej na turnusy rehabilitacyjne? Załatwić delfinoterapię (szczerze- bardzo bym chciała)? Ćwiczyć z nim więcej w domu sama?

Przysłuchiwałam się innym matkom, również opiekującym się dziećmi niepełnosprawnymi- dodam, że nawet bardziej dotkniętymi chorobą niż Ignac i popadłam w miażdżące poczucie winy. Ja z nim nie siedzę cały czas w domu, bo pracuję. Nie jeżdżę 4-6 razy do roku na turnusy, bo wydaje mi się to zbyt dużym obciążeniem dla niego. A jak już jeżdżę, to nie jestem w stanie wytrzymać dłużej niż tydzień (przeciętnie turnus trwa 14 dni), bo trudno mi zostawić resztę mojego życia na tak długo i psychicznie-fizycznie nie daję rady- to fakt. Czy powinnam się bardziej poświęcać I…

Jak to wciąga;)

Obraz
Tak się zaczytałam w blogach, wpisach, historiach, że prawie straciłam kontakt ze światem i - co gorsza- własnym dzieckiem i resztą rodziny. Czy to nie tak powinno być, żeby jednak doba miała więcej niż 24 godziny? Albo przynajmniej żebyśmy się podłączali do jakiego akumulatora, bo zwykły sen nie wystarcza...

Tak czy inaczej, to prawda, jak napisała jedna z Mam-bloggerek: niepełnosprawność Ignasia otworzyła mi oczy na inny świat, na jego kawałek, którego dotąd nie widziałam (ze strachu-taka prawda:( ). A teraz ten strach muszę jakoś okiełznać i stanąć z nim oko w oko. Bo kto to za mnie zrobi?

I właściwie jestem wdzięczna losowi, że ten nasz Ignaś jest jaki jest. Bo dzięki temu w ogóle zwróciłam wzrok w tym kierunku. I widzę, jak wielu ludzi się zmaga i jak im to właściwie dobrze wychodzi (o ironio!).
Życie jest jak patchwork - posklejane z różnych faktur, kolorów, strzępków o różnej wielkości. A dzięki temu, co przynosi- mamy większą płachtę.

No. I takie mam rozmyślania przez tą całą …

Wpadka!!!!

Obraz
O rany! Znów przez zmęczenie puściłam w świat błędną, a WAŻNĄ informację...

Rzecz tyczy się adresu banku naszej fundacji, który pomyliłam ze zmieniającym się od października adresem siedziby samej fundacji....

Tak więc, prawidłowy adres podaję jeszcze raz na tej podstronie bądź w tym poście.

Przepraszam Wszystkich za zamieszanie i mój słaby refleks.

Jako rekompensatę: Iggi w odsłonie przedsennej:)



Pamiętacie o klikaniu?

Na jednym wózku - kampania społeczna

Obraz
Uwaga, uwaga;)

Zdecydowałam się zgłosić naszego bloga w konkursie organizowanym przez Fundację "Promyk Słońca".
To nasz debiut i właściwie forma zabawy, ale dlaczegóżby nie spróbować? Ostatecznie gra idzie o wypromowanie akcji, skądinąd słusznej i ewentualny wakacyjny wyjazd dla rodziny (w przypadku wygrania nagrody głównej oczywiście). Ale dokąd? Tego nie wiadomo:)

Kampania jest objęta honorowym patronatem Pani Anny Komorowskiej - Pierwszej Damy RP.

Więcej o akcji i konkursie znajdziecie na stronie Promyka Słońca.


Mam nadzieję, że zagłosujecie na naszą Ignacówkę. Poniżej zamieszczam instrukcję obsługi konkursu:

1. głosować można poprzez kliknięcie w banerek poniżej:





2. głosować można codziennie po jednym razie z jednego adresu IP.

3. głosowanie trwa (dla Ignacówki) od dzisiaj do 15 grudnia 2012 do północy.

4. internauta może głosować na więcej niż jeden blog dziennie.

A więc? Możemy liczyć na Wasze kliknięcia? Klik,klik:)