04 października 2012

Kuchenne podróże

Pewnie każda mama pamięta uciążliwość wkładania zawartości różnych szafek do ich wnętrza:) Po kilka razy dziennie, niezmiennie. To czas, gdy dziecko dotrze już gdzie chce bądź może i odkrywa najciekawsze miejsca świata - kuchnię, łazienkę i maminą garderobę:)
Dziś mi też było dane tego doświadczyć, ale z zupełnie nowymi emocjami, niż dotychczas. Ignac pełzał po kuchni, bez śniadania- o które nawet się nie upominał i zwiedzał kuchenne szafki. Rozczulił mnie widok ścierek i śliniaków porozrzucanych wokół szuflady i miseczek (na szczęście plastykowych), wytarganych z szafki. Jak ja długo na to czekałam! Na te zwiastuny normalności w naszym życiu:)

Ogólnie Iggi na razie był dziś w dobrym humorze i spokojny, pozwolił mi nawet zająć się przez chwilę tym, co mnie akurat pochłonęło i nie dopominał się uwagi. Był zajęty swoim zwiedzaniem:) Aż mnie zaskoczyła ta zmiana i mam nadzieję, że to nie jakiś zwiastun choroby....

I jeszcze o wdzięczności chciałam rzec, bo kołacze mi się po głowie,  a dociera do mnie w różnych niepozornych okolicznościach.
Jest taka jedna kobieta- znajoma nasza, która nigdy nie liczy nam pieniędzy za ksero bądź druk dokumentów dla Ignasia. A sama właśnie z tego m.in. żyje. Drobne, ale wzrusza. Dziękuję ci, Olu:).
Jest taki jeden mężczyzna- znajomy męża, a mnie właściwie obcy, który na apel o darowizny dla Ignasia pośredniczył w zbiórce pieniędzy na jednej z uczelni wśród jej pracowników. Niby nic, a jednak poświęcił nam swój czas i energię. Nie musiał. Dziękujemy Ci, Rafale:).
Jest taka Mama- podwójna- bo bliźniaków. Nigdy o nic nie proszona, sama wpada na pomysł, żeby nagłośnić naszą sprawę w sieci, bo akurat może. Właściwie to drobnostka, ot kilka kliknięć na klawiaturze i myszce, ale pomaga wyjść na świat naszej historii. Dziękujemy, Pani Aniu:).
Jest też brat naszego przyjaciela, z którym nigdy nic szczególnego nas nie łączyło, prócz zwykłej znajomości. Przyjaciel odszedł, jego brat pozostał. I- poproszony o pomoc, nie odmówił, choć mógł przecież, bo któż lubi brać sobie na głowę dodatkowe sprawy obcych sobie ludzi, gdy życie tak zabiegane i napięte. A jednak się zgodził i działa. Powoli ale sukcesywnie. Dziękujemy ci, Maćku:).

Takie małe życzliwe gesty od ludzi spoza naszej najbliższej rodziny (która też pomaga, jak może, choć nie musi- dziękujemy, Kochani), sprawiają, że nie czujemy się osamotnieni w kosmosie:)
Jeśli Kogoś z przychylnych nam osób tu pominęłam- wybaczcie. I tak wiecie, jak bardzo jesteście dla mnie ważni i jak wiele wam zawdzięczam (Madziu, Olu ...).

Och. Zapomniałam- proszę o klik, klik:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz