Luźniej

niż przypuszczaliśmy i planowaliśmy zapowiada się ten tydzień. Ze względu na wolne dni i wszelakie podróże, wypadły nam zajęcia z rehabilitacji i logopedii. Jakoś tę lukę staraliśmy się zapełnić, umawiając zastępczo i dodatkowo, ale jednak nie udało się uniknąć niespodziewanych zmian i np. dodatkowo przepadną nam konie w tym tygodniu:( Szkoda.

W ogóle zastanawiam się nad zwiększeniem godziny rehabilitacji w tygodniu o jedną (wówczas Ignaś ćwiczyłby pod okiem i ręką profesjonalisty znowu 4 razy w tygodniu, a nie- jak teraz 3). Wydaje mi się, że jest coraz bardziej aktywny, żądny przygód, silniejszy i warto to wykorzystać z korzyścią dla niego. O tempie i ilości rehabilitacji rozmyślam od czasu do czasu, bo to kwestia wielce indywidualna i dylematotwórcza. Niekiedy przetrawiam wątpliwości, czy nie powinniśmy więcej i czy "więcej" w rzeczy samej oznacza "lepiej"? Wiem, że inne dzieciaczki ćwiczą intensywniej... i popadam w kompleksy złej matki:) Niewystarczającej:)
Nie o moje jednak tu kompleksy chodzi, ale o dobro i korzyść Ignasia i tym trudniejsze te decyzje.
Tym niemniej gdzieś wewnątrz czuję, że warto spróbować. Może to właśnie TEN czas? Ignaś naprawdę jest w zwyżkowej formie. Nigdy dotąd nie widziałam go tak kontaktowego, uśmiechniętego, rozentuzjazmowanego. Wydaje się, że tak wiele rozumie, świetnie się komunikuje (oczywiście na miarę swoich "aaa.." "eee...", "u..." i specjalistycznie dobieraną mimiką;)). Motywacja do ruchu aż z niego kipi! Szkoda byłoby to zaprzepaścić ze zwykłego lenistwa...

Tylko gdzie wbić tę czwartą godzinę w mój życiowo-rodzinno-zawodowy harmonogram:)?! Pomyślę...

A Ignaś wczoraj rozbił wszystkich (zwłaszcza mamę) jedną prostą rzeczą....
i kolejną, która wzrusza mnie do łez:
i kolejną:


Że zwyczajne i banalne? Owszem. Ale nie dla nas. Nie dla Ignasia!
Rok temu- dla pamięci- Ignaś nie ruszał rączkami, nie kontrolował główki, nie przewracał się z plecków na brzuch! Mając taki materiał porównawczy, inaczej patrzy się na życie, świat i swoje dziecko:)

A dziś....
Dziś jedziemy po skierowanie na badanie z wykorzystaniem mikromacierzy... Słowo się rzekło i plany zaczynają się realizować:)




Komentarze

  1. więcej nie oznacza lepiej

    więcej nie oznacza efektywniej

    czasem efekt przy 7 godzinach fizjoterapii jest taki sam jak przy 3

    dlaczego? Bo dziecko mniej zmęczone osiąga lepsze efekty. Daj się Ignacowi pobawić :P

    A sobie komfort bycia niewystarczającą mamą szczęśliwego dziecka.

    OdpowiedzUsuń
  2. A co na to lekarz i fizjoterapeuta prowadzący Ignasia? Zdaj sie na nich, jeśli masz zaufanie (zakładam , ze masz).
    Ja polegałam na naszej cudownej fizjoterapeutce w 100%. Ona znała Franka najlepiej. Wiedziała kiedy przykręcić mu srubę a kiedy dać miesiąc wakacji. Wakacje od rehab są ważne. Baaaaardzo wazne.

    Buziaki jak zawsze:*

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaufanie mam- w kwestii ćwiczeń, ale nie w kwestii podejmowania decyzji- bo tu to nasza dziedzina. Mam już wprawę w postępowaniu w zgodzie z własną intuicją, a wbrew lekarskim zaleceniom i na razie ta metoda najlepiej się sprawdzała:)"Primum: słuchać siebie;)i Ignasia:)"

    Pozdrawiam Cię ciepło.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.