Muzycznie nieco

Jestem już tak zmęczona, że ...nie mogę zasnąć:)
Dziś odebrałam chyba tyle telefonów, co sekretarka w międzynarodowej firmie. Choć może one komunikują się raczej mailowo.. nie wiem. Nie wiem też, skąd taki natłok zdarzeń, ale czuję się jakbym pędziła roller-casterem.

Ignaś już zasnął, ale wyjątkowo nie w swoim łóżeczku- nigdy nie miał z tym kłopotów, w przeciwieństwie do swoich dwóch starszych braci, którzy w łóżeczkach przespali może sumarycznie miesiąc... Otóż, zasnął w naszym łóżku, wcześniej wyjątkowo uciążliwie już dla mnie zmęczonej prosząc o przeniesienie w pobliże maminego ciała. Niestety, "prosząc" w wydaniu Iggiego to zwykły (a raczej niezwykły) płacz, tak przeszywający, że budzi nie tylko pozytywne emocje:( Bo Płaczów to Iggi ma zdecydowanie kilka rodzajów. Na każdą okoliczność stosowny.

Może to jakiś emocjonalny przełom, bo poza noszeniem na rączkach nie jest z niego szczególny przytulaczek. Co prawda rozumie prośbę typu :"daj całusa", ale woli raczej szaleć w ramionach rodziców niż po prostu się przytulić. Tak to właściwie rozumiem- znów mnie zaskoczył, bo przyzwyczajona do jego dotychczasowego funkcjonowania nie sądziłam, że kiedyś zapragnie takiej bliskości... (poza dwoma miesiącami karmienia naturalnego, ale to było wieki temu).

Zaskoczyliśmy się dziś wszyscy, gdy słuchając LPP3 (czyli potocznie "Trójki w piątek"), Igi zastygł w bezruchu, przerywając "zabawę" z tatą na pierwsze takty piosenki  Katarzyny N. "Kto".. Ostatnio i namiętnie słuchaliśmy tego utworu w czasie wypadu do Dziczy na początku sierpnia br. Potem gdzieś zapodzialiśmy płytę i amba, cisza, nie pojawiała się ona w naszym życiu. A tu, po 2 miesiącach Iggi skupia się na pierwszych nutach! Czy trzeba mu robić dodatkowe badanie słuchu? Po co?


A'propos muzyki w naszej rodzinie. Mamy w domu mozarta:)- celowo przez małe "m" ze zrozumiałych względów:). Najstarszy nasz Syn wczoraj własnoręcznie skomponował pierwszą piosenkę w swoim życiu! Aż przysiadłam z wrażenia i podziwu (i dumy oczywiście), ponieważ dla mnie to czarna magia. Pisząc "skomponował" mam na myśli ułożenie w wyobraźni melodii, odegranie jej żywcem na keyboardzie, a następnie przeniesienie w postaci zapisu nutowego na pięciolinię. Na prawą i lewą rękę! Po 2 latach nauki w ognisku muzycznym... Cudo.

I właściwie teraz mogłabym przejść do meritum, czyli napisania o naszych planach medycznych na najbliższy czas, ale sama siebie zapytuję, czy mam na to aby siłę?
Może jak zrobię to jednym tchem, to będzie lepiej: ortopeda, neurolog x2 (wyjaśnię niebawem, dlaczego pomnożony), endokrynolog, mikromacierz, MRI (rezonans) głowy. No. Do końca roku.
Jak nie przytoczy się do nas żadna infekcja (w co wątpię, bo szaleją różne w okolicy), to może częściej nie będziemy zaglądać do lekarskich gabinetów.

Ach. I mam prośbę- jeśli ktoś z Was ma namiar na w miarę tanią hipoterapię  w okolicach Wrocławia- podeślijcie proszę. Może 120zł za godzinę zajęć bobath-hipo to jednak nie jest taka atrakcja cenowa? Może można taniej?....

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.