03 października 2012

Poturnusowe dylematy

Wróciłam z nimi, i się noszę i mocuję. Więc- moim zwyczajem, postanowiłam je uwolnić w świat.

Czy będąc mamą trójki dzieci, która uparła się na domiar złego nie rezygnować ze szczątkowej pracy zawodowej, mogę robić więcej dla Ignasia? A jeśli tak- to co? Zbierać więcej pieniędzy na rehabilitację? Jeździć częściej na turnusy rehabilitacyjne? Załatwić delfinoterapię (szczerze- bardzo bym chciała)? Ćwiczyć z nim więcej w domu sama?

Przysłuchiwałam się innym matkom, również opiekującym się dziećmi niepełnosprawnymi- dodam, że nawet bardziej dotkniętymi chorobą niż Ignac i popadłam w miażdżące poczucie winy. Ja z nim nie siedzę cały czas w domu, bo pracuję. Nie jeżdżę 4-6 razy do roku na turnusy, bo wydaje mi się to zbyt dużym obciążeniem dla niego. A jak już jeżdżę, to nie jestem w stanie wytrzymać dłużej niż tydzień (przeciętnie turnus trwa 14 dni), bo trudno mi zostawić resztę mojego życia na tak długo i psychicznie-fizycznie nie daję rady- to fakt. Czy powinnam się bardziej poświęcać Igansiowi? Czy wówczas rozwijałby się lepiej, dynamiczniej, byłby szczęśliwszy? (o ile w ogóle jest....).

Nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, ale mnie dręczy niesamowicie.

Wciąż nade mną wisi napisanie ulotek na mikromacierz do Niemiec i do USA, napisanie do Fundacji Polsat - bo oni nie mają ograniczeń dochodowych (a większość fundacji ma- i my je przekraczamy, więc nie możemy liczyć na darowizny i pomoc finansową). Równolegle do tego muszę prać, gotować, sprzątać, prasować, robić zakupy, pobyć trochę z chłopcami i mężem, ogarniać nasze mieszkanie, chodzić na spacery z Iggim, jeździć na rehabilitację dojazdową i do lekarzy, załatwiać jakieś papiery to tu, to tam i wiecie- cały ten kołowrotek opanowywać pomału.

Więc jak to jest? Jak powinno być?

Kliknęliście już?;) Dzięki:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz