Tęczowy atak

Jako dziecko wierzyłam głęboko, że zobaczyć tęczę to przynosi szczęście. I każdorazowo było to głębokie przeżycie i nieopisana radość. Tęcza zwykle pojawiała się- jak to ona- po deszczu i najlepiej widać ją było z okna balkonowego w naszym mieszkaniu na jednym z miejskich blokowisk (wtedy jeszcze to określenie nie osadziło się na stałe w naszym języku i nie miało takiego negatywnego wydźwięku)...

Dziś, w niedzielne chłodne popołudnie wybraliśmy się rodzinnie na spacer (odkleić dzieci od kompa to sztuka, zwłaszcza gdy na dworze 10 st.C). A Ignasia chyba coś bierze, bo na różne sposoby jego organizm daje znać, że niedomaga biedaczek, ale gorączki nie ma, z nosa nie kapie, kaszel nie dusi (ot, pojawia się sporadycznie), więc nie ma co siedzieć w domu. Kto wie, kiedy spadnie pierwszy śnieg?;) brrr...

No i spójrzcie, cośmy ujrzeli- bez deszczu wprawdzie, ale za sprawą burzowych chmur, które bawiły się z nami w ganianego:)

Ignac opatulony, nic a nic nie rozumiał- czym my się zachwycamy, bo podejrzewam, że tak daleko nie potrafi ufiksować wzroku. Ale był radosny i zadowolony i bez tego i nawet nie poddał się napierającej na niego senności około godziny 18:00 i zuch wytrzymał dziś na jednej drzemce i właśnie smacznie chrapie.

 Poza tym wczoraj- w ramach odstresowywania się od codzienności, należącego się również Całej Rodzinie trafiliśmy- na specjalne życzenie chłopców, do Czajowni we Wrocławiu. Znacie? Warto poznać. Herbatki w różnych odsłonach, niepowtarzalny klimat, baldachimy, relaksująca muzyka i ten nastrój wyciszenia, który w zderzeniu z miastem... Jakby się wychodziło z jakiejś bajki:) Chłopcy uwielbiają Czajownię- samą mnie to dziwi, bo równie mocno uwielbiają McDonalda:) więc czemu by nie zarazić Ignasia naszymi rodzinnymi kręćkami? Jemu też się podobało, zwłaszcza, że pod baldachimem można się turlać, czołgać i siedzieć pupą na podłodze. I herbatka mu smakowała... - dla dzieci polecam Wspomnienie z Bombaju "z miodkiem i mleczkiem, Mamo". Dla dorosłych- spokój.

A jutro? 11:30 rehabilitacja i znów w koło Macieju praca, praca, praca. Rozważam także odstawienie Sabrilu i właśnie z tego powodu czekają nas dwie konsultacje neurologiczne - jedna aż w Głogowie, gdzie dostaliśmy namiar na "poleconą i sprawdzoną Panią neurolog", głównie po to, by zweryfikować przypadek Ignasia. A czemu odstawienie? Bo się dowiedziałam ostatnio, że Sabril uszkadza nerw wzrokowy! Podajesz dziecku lek, a wychodzi z tego trucizna... Mieliśmy mu dawać tę Cerebrolizynę, ale nie dajemy, bo lekarz się wstrzymał z decyzją, za to podajemy Sabril przy dwóch prawidłowych zapisach EEG. Oszaleć można, prawda? Więc nie dziwota, że ludzie błąkają się po lekarzach jak szaleni....

Ranking blogów kampanii społecznej Na jednym wózku

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.