07 października 2012

Tęczowy atak

Jako dziecko wierzyłam głęboko, że zobaczyć tęczę to przynosi szczęście. I każdorazowo było to głębokie przeżycie i nieopisana radość. Tęcza zwykle pojawiała się- jak to ona- po deszczu i najlepiej widać ją było z okna balkonowego w naszym mieszkaniu na jednym z miejskich blokowisk (wtedy jeszcze to określenie nie osadziło się na stałe w naszym języku i nie miało takiego negatywnego wydźwięku)...

Dziś, w niedzielne chłodne popołudnie wybraliśmy się rodzinnie na spacer (odkleić dzieci od kompa to sztuka, zwłaszcza gdy na dworze 10 st.C). A Ignasia chyba coś bierze, bo na różne sposoby jego organizm daje znać, że niedomaga biedaczek, ale gorączki nie ma, z nosa nie kapie, kaszel nie dusi (ot, pojawia się sporadycznie), więc nie ma co siedzieć w domu. Kto wie, kiedy spadnie pierwszy śnieg?;) brrr...

No i spójrzcie, cośmy ujrzeli- bez deszczu wprawdzie, ale za sprawą burzowych chmur, które bawiły się z nami w ganianego:)

Ignac opatulony, nic a nic nie rozumiał- czym my się zachwycamy, bo podejrzewam, że tak daleko nie potrafi ufiksować wzroku. Ale był radosny i zadowolony i bez tego i nawet nie poddał się napierającej na niego senności około godziny 18:00 i zuch wytrzymał dziś na jednej drzemce i właśnie smacznie chrapie.

 Poza tym wczoraj- w ramach odstresowywania się od codzienności, należącego się również Całej Rodzinie trafiliśmy- na specjalne życzenie chłopców, do Czajowni we Wrocławiu. Znacie? Warto poznać. Herbatki w różnych odsłonach, niepowtarzalny klimat, baldachimy, relaksująca muzyka i ten nastrój wyciszenia, który w zderzeniu z miastem... Jakby się wychodziło z jakiejś bajki:) Chłopcy uwielbiają Czajownię- samą mnie to dziwi, bo równie mocno uwielbiają McDonalda:) więc czemu by nie zarazić Ignasia naszymi rodzinnymi kręćkami? Jemu też się podobało, zwłaszcza, że pod baldachimem można się turlać, czołgać i siedzieć pupą na podłodze. I herbatka mu smakowała... - dla dzieci polecam Wspomnienie z Bombaju "z miodkiem i mleczkiem, Mamo". Dla dorosłych- spokój.

A jutro? 11:30 rehabilitacja i znów w koło Macieju praca, praca, praca. Rozważam także odstawienie Sabrilu i właśnie z tego powodu czekają nas dwie konsultacje neurologiczne - jedna aż w Głogowie, gdzie dostaliśmy namiar na "poleconą i sprawdzoną Panią neurolog", głównie po to, by zweryfikować przypadek Ignasia. A czemu odstawienie? Bo się dowiedziałam ostatnio, że Sabril uszkadza nerw wzrokowy! Podajesz dziecku lek, a wychodzi z tego trucizna... Mieliśmy mu dawać tę Cerebrolizynę, ale nie dajemy, bo lekarz się wstrzymał z decyzją, za to podajemy Sabril przy dwóch prawidłowych zapisach EEG. Oszaleć można, prawda? Więc nie dziwota, że ludzie błąkają się po lekarzach jak szaleni....

Ranking blogów kampanii społecznej Na jednym wózku

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz