29 listopada 2012

W sprawach "nie-prywatnych" (?)

Rzadko się przyłączam do różnych akcji w sieci. Ale ta sprawa też sieje we mnie niepokój i sprawia, że czuję się nic-nie-znaczącym obywatelem naszego kraju. Dlatego pozwalam sobie (również w imieniu Ignasia i jego przyszłości, i przyszłości wszystkich naszych Dzieci) wyrazić swoje niezadowolenie z tego, co dzieje się na szczytach władzy, ponoć w naszym imieniu. To nie jest w moim imieniu! O żywności GMO i o stanowisku naszych "mądrogłowych" więcej przeczytacie u Mamy Laury w tym wpisie. Ja nie mam takiej lekkości pióra w zajmowaniu stanowiska w sprawach ogólnych i publicznych....
Za to z przyjemnością podsyłam wam obrazek....
Kliknijcie, zajrzyjcie, podpiszcie.... może to coś zmieni?

PS. Tuż po napisaniu tych kilku słów, naszły mnie refleksje, czy aby na pewno nie jest to moja sprawa? prywatna? Czy nie podobnie było ze szczepionkami skojarzonymi  i nie-skojarzonymi, zawierającymi rtęć, wstrzykiwanymi naszym dzieciom i reklamowanymi bez mrugnięcia oka (oczywiście z wykorzystaniem psycho-manipulacji)? Dlaczego w Czechach nie można ich było kupić, a u nas- tak? I to za "grube pieniądze"? Czasem ma wrażenie, że ufać można jedynie sobie samemu.
Ciekawe, co Wy o tym wszystkim myślicie?....


27 listopada 2012

Wszystko dobre, co się kiedyś kończy;)

Mama odpoczywała, odpoczywała, odpoczywała, aż dziś od pewnej zaprzyjaźnionej Osoby usłyszała, żeby się wreszcie do roboty wzięła:)

A zatem, zakasała rękawy, rozgrzała palce i stuka.

Od wczoraj jeździmy na terapię (uwaga, uwaga!) neurosensomotorycznej (uff, nie zgubiłam żadnego elementu) integracji odruchów. Zajęcia bardzo przyjemne są. Przez 2,5 godziny przemiła Pani o pięknym biblijnym imieniu gładzi Ignasia po całym ciele, delikatnie uciska jego mięśnie, stawy, policzki, czółko, cały czas podążając za nim cierpliwie (w czym dopatruję się tajemnicy ich dobrej relacji i sukcesu terapeutycznego), podśpiewując, deklamując wierszyki, dialogując z nim radośnie i za grosz nie okazując irytacji bądź znużenia tym, co wspólnie robią. Pani nie ma parcia na wykonanie tego czy innego ćwiczenia, nie upiera się przy swoim, nie gniewa, gdy Ignaś wdrapuje się na moje ramiona i odmawia chwilowo współpracy. Ona go rozumie! Cudowne jest to obserwować. Dziękujemy Pani o przepięknym imieniu:)

Nie wiem w związku z tym, dlaczego Ignaś po takich zajęciach dosłownie pada. Zasypia w ciągu pierwszych 5 km podróży powrotnej, a i potem w domu energią nie tryska. Czy jest to spowodowane wydatkiem energetycznym przerobienia takiej ilości bodźców neurologicznych, podanych w tak miły sposób, ale jednak obróbki wymagających? A może to te bite 2 godziny aktywnej zabawy z mamą? W domu jednak Ignaś ma więcej "czasu dla siebie", nikt nie towarzyszy mu tak blisko, ma więcej swobody i to raczej on dopomina się towarzystwa w swoich domowych podróżach, niż ktoś idzie za nim krok w krok? A może jakiś inny powód tego jest, tak czy inaczej ostatnie dwa dni jednak sporo go wysiłku kosztowały. Jak tak dalej pójdzie- zrobimy pauzę i spytamy, czy możemy odrobić w następnym tygodniu, co by Jegomościa nie zamęczyć nowym.

A ponieważ ostatnio pisałam o siadaniu, to teraz czas nastał na.......ta dam! ta dam! ta dam! - kolejną nowinę:  Ignaś zaczyna szukać podparcia gdzie się da i podciąga się na kolanka!!!! Dowód? Proszę bardzo:

Spać, Mamo? Nie żartuj, proszę!
Jak te jego chudziutkie nóżki to utrzymują, to sama nie wiem???? Ale daje Chłopak radę, oj, daje! (Jak tam, Ciocie, zadowolone z wieści????).

Chyba wierzycie już, że położenie spać Bąbla, to już szyta na miarę Sztuka. Choćbym padał na nos w kuchni, łazience i pokoju, w łóżeczku energia mnie nie opuszcza! O proszę:

Porozmawiamy, Baby?

I tak ze 150 razy. Padnij, powstań, padnij, powstań, padnij, powstań.... bęc.

Ponieważ Mamę też dopada zmęczenie, mimo weekendowego wypasu, dom nasz przypomina pobojowisko. Chłopcy chorzy- nie mam sumienia gonić ich do porządków, Tata zajęty milionem ważnych spraw, a Mama- znalazła sobie nowe życiowe motto (do obejrzenia tutaj - nie ręczę za tekst, ponieważ nie mam siły go czytać, tylko obrazek mnie uskrzydla i odgruzowuje z poczucia winy:)).

Ściskam wszystkich Czytających i klikających (tych nie klikających również) serdecznie. Bęc.

23 listopada 2012

Mama odpoczywa

Jest taki weekend w roku, bądź trzy, gdy Mężczyźni (wszyscy czterej) Wyjeżdżają.

Mama wtedy siedzi sama w domu, najczęściej do późna (choć zdarzyło jej się też paść po "dobranocce" i spać do rana) i się delektuje:) A to ciszą, a to nic nie robieniem (albo robieniem w swoim tempie jedynie), a to umilaniem sobie tego czasu, by zagłuszyć tęsknotę, która budzi się w niej 5 minut po wyjeździe Towarzystwa, na różne sposoby. Generalnie odpoczywa. Można by ją posądzić o samolubstwo, egoizm, wyrodność, lenistwo i inne takie paskudne przywary, ale po co?

I oto znów taki weekend nastał, dzięki Dobremu Sercu Taty, i mama się regeneruje. Głównie poprzez:
- samotną wizytę w kinie na "Zakochanych w Rzymie"- ach, włoski klimat....
- nurkowanie w dzbanku herbaty z imbirem i miodem......
- wędrówce po sieci, w poszukiwaniu nowych inspirujących historii i włączaniu ich do listy ulubionych blogów......
- studzenie wody w wannie, oczekującej od godziny na kąpiel (zaplątałam się w sieci;))....

Jeszcze w zanadrzu i planach ma co nieco, bo sobota i niedziela przed Mamą się wdzięczą...

Tymczasem Ignaś odwiedza babcie i rodzinne strony rodziców w doborowym towarzystwie i szykuje się- jeszcze oczywiście niczego nieświadom, Biedaczek, na nowe wrażenia i doświadczenia turnusowe od poniedziałku. Trzymajcie za nas kciuki. Mogą być potrzebne.

Ach. No i grypy nie ma. Za to antybiotyk i owszem...

20 listopada 2012

Damy radę....

Ignacy zdecydowanie zmienia swoje nawyki i coraz bardziej upodabnia się do typowego dwulatka:)
Okazuje się, że jedna drzemka w zupełności wystarczy, gdy śpi się rankiem do godziny 10:00:) A i z usypianiem w łóżeczku już tak łatwo nie idzie, bo świat taki kuszący i ciekawy, że szkoda czasu na sen:)

W przyszłym tygodniu czeka nas turnus w instytucie dr Masgutowej- dziś potwierdzaliśmy, i jeśli taka tendencja się utrwali- z jedną drzemką i większą wytrzymałością Iggiego, to widzę to raczej w jasnych kolorach. Damy radę.

Podobnie jak daliśmy radę z Candidą, w co jeszcze trudno mi uwierzyć, ale ostatnie badania pokazały, że sobie poszła w las od Ignasia! Obyż to była prawda na dłużej, bo już miałam mordercze zamiary wobec niej i nie zawahałabym się ich zrealizować, gdyby była taka potrzeba:)

Musimy co prawda powtórzyć badanie gdzieś za miesiąc, bo może "próbka była czysta, ale cały organizm niekoniecznie uwolniony", ale na razie cieszmy się tym co mamy, a nie martwmy na zapas.

Pomagam mamie:)
A mnie jakoś dziwnie plecy łamią i jakaś niemoc dopada.... grypa?... oby nie:)!

19 listopada 2012

Łańcuszek


Nie wiem, czy powinnam się przyłączyć do tej blogowej zabawy, ale z szacunku do Mamy Dzielnego Franka postanowiłam kontynuować łańcuszek. Byłoby niegrzecznie;) gdybym zignorowała.
A tak jest miło;)

A nie wiem, ponieważ nie mogę wytypować aż 11 blogów, bo aż tylu nie oswoiłam. A część z tych, które oswoiłam, otrzymało już zaproszenie- więc ponownie zaprosić ich nie mogę. I jestem w kropce:)

Tym niemniej, zrobię co  w mojej  mocy, by ktoś kolejny poczuł się zaproszony, wyróżniony, przyjemnie zaczepiony. Jest to wyraz uznania dla pisania i dzielenia się sobą. A każdy taki gest prowadzący do zmniejszania się dystansu między ludźmi jest cenny.  Więc biorę udział na swój niepełny sposób, ale najlepszy z aktualnie dla mnie możliwych.

Łańcuszek "Liebster Blog" polega na wytypowaniu 11 blogów, budzących nasze emocje i zaproszeniu ich Autorów do udzielenia odpowiedzi na 11 pytań mniej lub bardziej osobistych w sposób mniej lub bardziej osobisty. Zaproszeni przed wytypowaniem (lub po) swoich blogowych sympatii, odpowiadają na otrzymane pytania od osoby, która zaprosiła ich do zabawy.

Z pierwszego warunku (typowania) mogę wywiązać się częściowo- jak rzekłam- i niniejszym czynię to następująco:
- zapraszam Babcię Kubusia
- zapraszam Mamę Frania
- zapraszam Mamę Laury
- zapraszam Mamę Adasia.
Chętnie zaprosiłabym również Mamę Szymona, Ojca Karmiącego, Monikę ze Świata Żyrafy oraz rzeczoną już wcześniej Mamę Dzielnego Franka, ale Oni Wszyscy już otrzymali zaproszenia od innych osób, więc nie będę im zawracać głowy:)

Pytania dla Zaproszonych mogą brzmieć następująco:
1. Jaki Czas ma dla ciebie sens?
2. Wolisz dzieci "posiadać" czy kochać?
3. Wybierasz góry czy morze?
4. Wolałabyś dorastać teraz czy wtedy?
5. Co daje ci poczucie mocy?
6. Zielona herbata czy kawa z mlekiem i miodem?
7. Sky Fall czy Robin Hood?
8. W czym żyje ci się najlepiej: w "dawno temu" czy "tu i teraz", czy raczej "już wkrótce"?
9. Twoja pasja to...?
10. Twoja "antypasja" to...?
11. Twoja "szewska pasja" to...?

No i etap najtrudniejszy, czyli rozliczenie się z pytań dla mnie:)
 1. Jakie jest Twoje największe marzenie?
Obecnie?- Zdrowie całej naszej rodziny- cóż za banał, prawda:)? Ale marzę również o udziale w koncercie Petera Gabriela w wersji rockowej i o powrocie do Włoch...
Cała reszta już się spełniła:)....

2. Jaki jest Twój ukochany smak?
Łosoś w maśle orzechowym, niezapomniany..... a na co dzień- tak jak w życiu;)- słodko-kwaśny...

3. Czy masz jakąś ukochaną rzecz?
Nie. Rzeczy przemijają (może wolniej niż my sami), ale bez każdej prędzej czy później nauczyłabym się funkcjonować, a po żadnej nie rozpaczałabym dłużej niż 2,3 dni.

4. Co Cie doprowadza do pasji?
Bezsilność moja własna:(

5. Z czego śmiejesz się najczęściej?
Z nieprzewidywalnych skojarzeń i ripost moich Synów, dowcipów zasłyszanych od Znajomych i Męża, i dziecięcych przeuroczych przejęzyczeń, które udowadniają, że można rzecz zwykłą i banalną nazwać pięknie i nieszablonowo, bo się jeszcze tych szablonów nie nałożyło na wyobraźnię:)

6. Jaka jest najmniejsza najcenniejsza rzecz dla Ciebie?
Znów rzecz? Hmmm.  Może klucze do domu albo samochodu?... nie wiem......

7. Jakie najdziwniejsze pytanie w życiu zostało Ci zadane?
"Nie pracuje Pani, prawda?"- za każdym razem, gdy staję na komisji PCPR z Ignasiem...

8. Co nadaje sens Twojemu życiu?
Świadomość, że jestem tu na chwilę, przedtem byli tu inni, a po mnie przyjdą następni. Razem tworzymy jakiś większy Sens.

9. Co jest dla Ciebie synonimem chaosu?
Bałagan w pokoju i szafach dorastających chłopców;)

10. Jaka jest Twoja ulubiona część garderoby?
Szale, szaliki, szaliczki i sukienki z dzianiny- nic wtedy nigdzie nie uciska;)

11. Jaka jest Twoja ulubiona książka?
Ojjojoj:( Jakie trudne pytanie! Ulubiona jest ta, którą właśnie czytam, która nie zniechęca mnie po 4 rozdziałach, do której chce mi się wracać.... by ją doczytać do końca... Ale taka jedna jedyna? NIemożliwe do odpowiedzi dla mnie, przepraszam.

Uff. Ignaś już rozmawia na górze- muszę lecieć. Pozdrawiam poniedziałkowo:) 


16 listopada 2012

Różne "myśli nieuczesane"

Kołaczą się w głowie różne myśli, którym brak jakiegoś przewodniego wątku, jakiegoś punktu styku, przecięcia. Jeśli nie uwzględniać oczywiście faktu, że z której strony nie patrzyć, to zawsze w centrum jest Ignaś:)

Pozbierałam je więc, nanizałam pstrokate, o nieregularnych kształtach i wielobarwne i oto są.
Nim je jednak wyślę w świat, podzielić się pragnę największą naszą radością ostatnich dwóch dni. A zatem:

Ta dam! Usiadłem sam!
Znów siedzę! A kuku!

Ignacy robi to już nałogowo:) Siada gdzie leżał jeszcze przed sekundą, po chwili znów leży by usiąść z niekłamaną satysfakcją w oczach. Naszym oczom zaś jawi się zupełnie nowy Chłopczyk, takiego go jeszcze nie znaliśmy! Jest Cudny! Niewymownie! A spróbujcie go teraz położyć na poobiednią drzemkę! Ha!
Leżenie jest przecież taaaakie nudne;) Pion to dopiero coś!

A teraz reszta.


Jakiś czas temu otrzymałam (figurując na liście tak zwanej mailingowej) propozycję. Nie byle jaką, kuszącą, intrygującą i natychmiast wzbudzającą pewien wewnętrzny konflikt (kiedyś mówiono o tym dysonans). Rzecz dotyczyła możliwości skorzystania z terapii z samą doktor S. Masgutową. Ci i owi na pewno wiedzą, o kim mówię. Jakby nie patrzeć to największy autorytet w terapii, opracowanej przez właśnie tę Panią. Więc nie lada gratka- pomyślałam. Propozycja nie zawierała jednak żadnych szczegółów, prócz daty ewentualnego spotkania i miejsca, rzecz jasna. Natychmiast posłałam zapytanie z prośbą o ich podanie. I chyba żałuję, że to uczyniłam pod wpływem chwilowej emocji. Żyłabym sobie spokojniej, nieświadomie może, ale spokojniej bez wątpienia:)
Okazało się, że terapia obejmuje 1 godzinę z Panią Doktor, w trakcie której odbędzie się diagnoza, ćwiczenia oraz otrzymam zalecenia do pracy z Ignasiem w domu. Koszt? Bagatela. 450zł.
I cóż- mam mieć dylemat? Sama nie wiem.....


Nie wiem kiedy liczba na naszym liczniku odwiedzin przekroczyła 12.000 wejść. Wciąż robi to na mnie ogromne wrażenie i nie wątpię, że duża to zasługa konkursu, do którego dołączyliśmy. Z tego punktu widzenia nasz blog już wygrał. Zaistniał. Pozwolił mi ośmielić siebie samą i zaglądać do innych. Nauczył mnie komentować- wiecie jaką barierę psychiczną (nieśmiałość czyli;)) trzeba przejść w samym sobie, by napisać komentarz do czyjejś wypowiedzi, czyjegoś kawałka świata, życia?:) Pewnie wiecie:)
Na domiar tego uwielbiam zaglądać w zakładkę, w której śledzić można z jakich kawałków świata ludzie klikają w nasze progi. I co jakiś czas pojawiają się na tej mapie nowe lokalizacje. Są tam już: Polska rzecz jasna, Francja, Stany, Niemcy, Szwajcaria, Wielka Brytania, Irlandia, Włochy, Japonia (!), Rosja, Holandia, Ukraina, Turcja, Izrael, a dziś nawet ktoś z Nigerii do nas zajrzał (może przez przypadek...). Niewiarygodnie wielki jest Świat, który nas otacza i niewiarygodnie rzadko o tym reflektuję, krążąc pomiędzy domem, Wrocławiem, rehabilitacją, zakupami i pracą:)


Ostatnia wizyta u neurologa, którą zapowiadałam dość tajemniczo w tym wpisie, przyniosła mi wiele zamieszania. Jak łatwo się domyślić, Pani Doktor zanegowała całe dotychczasowe leczenie przeciwpadaczkowe Ignasia bez rozpoznania samej padaczki (też o tym już kiedyś wspominałam przy różnych okazjach- na przykład tutaj czy tutaj).
Niejednokrotnie wcześniej zastanawiałam się, czy jest sens podawania Sabrilu gdy nie ma objawów wskazujących na epilepsję i przy podwójnie dobrych wynikach EEG. Wątpliwości przełknęłam gorzko już na pierwszej wizycie u neurologa, zarekomendowanego nam przez znajomych, ale nie mogłam wtedy pojąć po co leki aż takie? Lekarz tłumaczył, że mają być osłoną przed padaczką po wprowadzeniu Cerebrolizyny, z której do dziś nici, bo Pan doktor nie zdecydował  się na jej wprowadzenie.
Ech... Dużo by pisać, a mnie sił brakuje, więc tylko wspomnę o wnioskach z wizyty (które mnie przekonują):
- mamy zrobić Ignasiowi kolejne, kontrolne badanie EEG u wrocławskiego epileptologa;
- jeśli zapis będzie znów prawidłowy- szykujemy się do odstawiania leków p/padaczkowych;
- dobrze, że nie podałam jeszcze Smykowi Depakine- na razie jest to nieuzasadnione, a leki raczej przytłumiają, a nie przyspieszają rozwój (??? i bądź tu mądry człowieku);
- należy dobrze go odżywiać, podawać olej lniany i dbać, chuchać, dmuchać i kochać niewymownie:)
- przyczyną opóźnienia mogło być samo zapalenie wątroby w I półroczu życia Ignasia;
- choć nie wykluczona jest faktycznie jakaś bardzo, bardzo rzadka choroba metaboliczna.
Pass.


A propos oleju lnianego. Już mieliśmy z nim kiedyś przygodę pozytywną. Czas wrócić do naszego przyjaciela:) I znów gwiazdy podsunęły mi (przypadek?) ulotkę akurat teraz, a nie wcześniej ani później, firmy, z której zaopatrywaliśmy się wcześniej w ten specyfik. W aptece rzecz jasna się na nią natknęłam:)
A ja osobiście ... wierzę gwiazdom:)
Dobranoc.

15 listopada 2012

Po drugiej stronie lustra....

....była piękna słoneczna pogoda. Powietrze przejrzyste i rześkie, łaskotane promieniami słońca przywodziło na myśl pierwsze wiosenne migawki, co krew w żyłach poganiają i wypełniają serca nieuzasadnionym, zdawać by się mogło, uniesieniem. Taki marcowy haj nas dzisiaj złapał niespełna 30 km od naszego domu, podczas, gdy przekraczając niewidzialną granicę naszego miasta, wyznaczoną łagodnie naturalną rzeźbą terenu, zanurzyliśmy się w gęstym mlecznym oparze i temperaturze wprost z samego środka grudnia.
Mordor. Wypisz, wymaluj.

Wyprawa nasza dziś niestandardowa była, nie ograniczająca się li tylko do Centrum, gdzie Ignaś w hiperaktywnym nastroju będąc, podważył na dzień dobry wiarygodność Matki, uprzedzającej, że rzeczony gość jest właśnie zmęczony.  Bo teoretycznie i powołując się na dotychczasową naszą praktykę, po 3,5 godzinach czuwania powinien ów padać na twarz, marudzić, lamentować i współpracy okazywać tyle, co nic.
Tymczasem Ignaś tryskający energią, rzucił się na zabawki, wstawał jak nakręcony na własne nogi obute w buty i rozwalał ustalony ład i porządek oraz niektóre sprzęty, które wpadły mu w ręce. Przyprawiał to wszystko porządną szczyptą śmiechu, zaraźliwego na wszystkie strony i za nic miał sobie naszą konsternację i tzw. "święte przekonanie", że oto coś wiemy bądź na czymś się znamy (czyt.: na jego nawykach i zwyczajach). Zamatował nas (mnie) na cacy.

Dżokej:)
Zanim tam jednak dotarliśmy, wjechaliśmy do samego serca Wrocławia, by krew dostarczyć i tym samym procedurę mikromacierzy puścić już w ruch na poważnie, podbitą przelewem na odpowiednie konto i mailem do Pana Doktora, że jesteśmy naprawdę gotowi. Ignacy uważnie rozglądał się na wszystkie strony, podziwiając miasto, jego ruch, dynamikę, światła, zmieniające się widoki i ani myślał zmrużyć oka. Mamy plan padł w gruzach. Mimo to postanowiłam zaryzykować i dowieźć go jednak na rehabilitację, a w przypadku awarii poinformować, że kończymy, bo jegomość nie spał ani minuty od rana i jest zmęczony. Co jednak z tego wyszło, już wiecie i żadna interwencja wyjaśniająco-ratunkowa potrzebna nie była.

Po ćwiczeniach zajechaliśmy na rybkę- ale nie pytajcie, dokąd, bo dwulatkowie takich posiłków spożywać zdecydowanie nie powinni. Nasz jednak czasami spożywa i to z wielgachnym apetytem, a że w rybkach omega jest ukryta, więc czujemy się usprawiedliwieni, bo mózg doładowujemy dobrym. Z uwagi zaś na lichą tkankę mięśniową naszego syna, otyłości jego na razie nie przewidujemy i się nie obawiamy, więc tylko wątroba mogłaby nas powstrzymać i opamiętanie na nas sprowadzić.
Ta jednak- wątroba, rzecz jasna- w znakomitej kondycji jest ostatnio (o czym świadczą wykonane we wtorek badania, z których wynika jednoznacznie, że zapalenie to już wspomnienie). Więc była rybka, a jakże, mniam.

Z pełnym brzuchem i głową pełną wrażeń powinien już paść Ignaś zmożony na fotel, ale nic bardziej błędnego. Do kolejnego naszego przystanku dotrwał Szkrab nienaruszony, nieznużony i wyraźnie ożywiony, gdy otworzyłam drzwi z jego strony, wyławiając go z fotelika. Byliśmy w nowej siedzibie Fundacji, złożyć dokumenty, ale zabraliśmy je niezwłocznie  z powrotem, bo jak na nowicjusza przystało, porobiłam w nich sporo błędów i teraz wszystkie poprawić muszę. Ignaś pozwiedzał z poziomu podłogi biuro Fundacji, na skutek czego rączki miał czarne jak górnik wracający z szychty, ale szczęścia mu to nie pomniejszyło ani odebrało, wręcz dodało, jak sądzę.

Ale to jeszcze nie koniec rewelacji dnia dzisiejszego, o nie.

Drzemnąwszy się pół godzin, wybudzony przez brata ładującego się po drodze ze szkoły do auta, Ignaś postanowił nie zasypiać już więcej przed wieczorem, bo każda próba położenia go do łóżeczka kończyła się niezmiennie tym samym:
IGANCY NAJPIERW SAMODZIELNIE SIADAŁ W ŁÓŻECZKU, A NASTĘPNIE CHWYTAŁ SIĘ SZCZEBELKÓW I KLĘKAŁ UŚMIECHNIĘTY OD UCHA DO UCHA!!!!!!
Spać, Mamusiu? Oszalałaś?! W takim dniu?!!!! I myk, znów na kolanka, siadanie i uśmiechy tryumfu rozsyłane dookoła!

Tak, tak, Kochani- 15 listopada 2012r to kolejny milowy krok w jego i naszym życiu! Hip, hip! HURRRRA!

A o tym, co u neurologa jak również o tym, co na hipoterapii (skąd zdjęcie niniejsze) być może napiszę niebawem. Dziś post już tego wszystkiego nie pomieści:)

Klik-klik?

13 listopada 2012

Same wielkie dni u nas:)

Dziś kolejny.
Wielki, bo Tata w domu! I nie żeby rozleniwił się czy rozchorował. Nie- żeby nagle po weekendzie znów jakiś weekend się nadażył.
Dziś Tata z nami w domu, bo jedziemy do lekarza, do Głogowa samego, więc na taką wyprawę Mama potrzebuje wsparcia. Do 50 km radzi sobie sama, ale dalej, to już dobrze mieć jakąś dorosłą bratnią duszę w pobliżu.

Ignaś właśnie pojechał na pobranie krwi do badań wszelakich i różnorodnych. To też Tata obstawia, bo Mama po szpitalnych traumach już nie pomieszcza w sobie łez, stresu i napięcia. A to Ignasiowi nie pomaga w takich trudnych chwilach, więc na posterunku stoi Tata w takich okolicznościach. Dlatego też trochę nam się przewlekała ta sprawa, bo Tata- jak to Ojcowie w dzisiejszych czasach- późno wraca do domu, żeby nas na powierzchni finansowej utrzymać, a nie sposób jechać z dzieckiem o 19:00 godzinie na pobranie krwi, jeśli to sprawa życia i śmierci. Co by o nas pomyślały Panie Pielęgniarki?:)

A dziś nadarzyła się idealna okazja, więc prędko ją wykorzystaliśmy. Chwytaj chwilę- taki kiedyś temat na języku polskim mieliśmy- pamiętacie? To chwytamy;)

Jak dobrze się poukłada, we czwartek dowiozę krew do Wrocławia i badania ruszą, mam nadzieję.

A urodziny Ignasia?
Sama nie wiem, co by to było, gdyby nie nasi cudowni Bliscy. Każdy coś podrzucił, jakoś się zaangażował kulinarnie i dzięki temu brzuchy nam pękały od pyszności niebywałych. Ignaś był wniebowzięty. Tyle uwagi nie dostawał od wieków. Ciocie, babcie, wujkowie..... Wrażeń miał co nie miara i to chyba cudowniejsze niż najpiękniejsze, najwymyślniejsze prezenty. Choć te- owszem- fantastyczne i przemiłe były.

A teraz już znowu życie nas popędza, pogania, zasypuje drobiazgami do ogarnięcia, zadbania, załatwienia i dłubiemy tą codzienność, dziergamy cierpliwie, przyglądając się z zadziwieniem i zachwytem, choć czasem okiem zmęczeniem zasnutym, wzorzystemu patchworkowi, co spod palców wyłazi.

Do U. Lub Zob.
:)
A jeśli nadal klikacie, to dzięki serdeczne wam posyłamy. Bardzo to podziwiamy i doceniamy. Systematyczność to cnota, której wielu z nas brak. Tym bardziej więc, prócz pamięci, wasze zaangażowanie i stałość właśnie wielbimy:)
Howk.

09 listopada 2012

09.11.2010/2012

Dziś wielki Dzień!

Ignacy kończy dwa latka!

Już pięć razy odśpiewaliśmy mu rodzinnie "sto lat", a on przyglądał nam się zadziwiony i zaskoczony:)

Ponieważ w domu czas żmudnych przygotowań do rodzinnej uroczystości, która jutro od rana, dziś tylko tak napomknę właśnie.

A torcik już się robi:)

Pozdrowienia dla wszystkich Maluszków, które przyszły na świat razem z Ignasiem w różnych stronach świata i zakątkach Polski:)

05 listopada 2012

Od przybytku głowa (nie) boli!

Ten poniedziałek zaczął się feralnie.
Był czarny i szewski jednocześnie.
Pani od rehabilitacji przeniosła godzinę spotkania, wcześniej ustaloną i uwzględnioną w naszym rozkładzie jazdy na 11:00. Ignaś obudził się o 7:00 i przy normalnym rytmie nie miał szans na wyspanie się przed ćwiczeniami. Mama wysłała sms-a z prośbą o wcześniejszą wizytę. Mamę bolała głowa. A Ignaś nie chciał spać w ramach tradycyjnej drzemki. Mamie za to spać się chciało bardzo mocno. Jak Ignaś już usnął, to obudził się nadspodziewanie szybko. Tak szybko, że się mama przestraszyła, że mu energii do 13:00 (rehabilitacja rzeczona, umówiona) nie wystarczy i ją całą przepłacze i zmarnuje. Poza tym mamie chciało się spać dalej.
Ignaś wygrał- znowu (to mu niechybnie wróży przyszłe mistrzostwo świata w jednej z najtrudniejszych sportowych dyscyplin:)). Z dalszego wylegiwania się pod ciepłą kołdrą nici. Mamę głowa zaczęła boleć jeszcze mocniej. W instynktownym odruchu chronienia swoich dzieci przed sobą samą w odmianie "black" zapobiegliwie wykonała jeden "telefon do przyjaciela" i wyekspediowała synka na spacer w kimś, kto w tym dniu pałał zdecydowanie większą miłością do świata i bliźnich....


I wtedy właśnie sprawy przybrały inny obrót.

Mama zadzwoniła do fundacji. W końcu to już listopad- pomyślała. Może już można pytać? I zapytała.
I dowiedziała się (co zresztą przeczuwała, ale zawsze to lepiej mieć ciasteczko, niż oglądać je przez wystawową szybę), że BARDZO WIELE, WIELE OSÓB odpowiedziało na  nasz apel o przekazanie 1% na rehabilitację Ignasia!!!!!

I głowa od razu przestała ją boleć:)
Z serca spadł kamień, który narastał od jakiegoś czasu, zwany cichą niepewnością o wydolność naszego finansowego rodzinnego systemu, w który wpleciona jest rehabilitacja małego dziecka. Każdy budżet w końcu by się zapadł. Ale teraz ta zmora prysnęła z widnokręgu i nie zasłania nam już perspektyw na przyszły rok.
Wasze wpłaty pozwolą na kontynuację ignasiowej podróży do sprawności przez kolejne miesiące kolejnego roku!

JESTEŚMY PRZEOGROMNIE WDZIĘCZNI i WZRUSZENI!

  Ten "debiut"  (o którym pisałam 8 miesięcy już temu! jest tutaj dla odświeżenia pamięci:) był naprawdę znakomity!

Dziękujemy wszystkim Słuchającym Sercem Ludziom, którzy w czasach gdy często pośpiech przeplata się z obojętnością, gotowi byli wspomóc nas i naszego syna w naszych zmaganiach z Niewiadomą.
Jesteście wspaniali! Naprawdę!

03 listopada 2012

Testy na wytrzymałość

Dziś Ignaś występował w roli eksperta i przeprowadzał na nas swoje testy na naszą wytrzymałość:)

Miłość cierpliwa jest.....
Nie unosi się gniewem....
Nie pamięta złego....
Wszystko przetrzyma....

choć czasem musi się baaardzo starać:)
Mam nadzieję, że zdaliśmy, choć ciężko było.

Takiego wrzasku wściekłości z takiego małego gardła jeszcze nigdy nie słyszałam! I na dodatek nie wiadomo o co, bo tego kodu jeszcze nie rozkodowaliśmy.....

Dość, że zakończyliśmy już nasze podróżowanie, osiedliśmy w domu, nagrzaliśmy w kaloryferach. Upiekłam chleb, ugotowałam kompot (jabłka w tym roku obrodziły przepięknie)... A Ignaś wreszcie zasnął:)

Jutro będzie  zdecydowanie lepiej;)

Skierowanie już załatwione. Musimy w tym tygodniu pobrać Ignasiowi krew i dostarczyć doktorowi. Za jego- jak się okazało- pośrednictwem, przeprowadzimy resztę procedury. Zgody podpisane, probówka klekocze się w torebce....

Co nam to da? Jeśli poznamy wynik, będziemy w mniejszej czy większej kropce? I czy to jakoś symptomatyczne, że ponownie tuż przed świętami grudniowymi możemy spodziewać się wyniku? Ostatnie święta, prócz grypy, złamały się pod natłokiem naszego strachu i rozpaczy (po niefortunnej interpretacji MRI głowi Ignasia jednej z Pań neurolog, która za dużo nadziei nam wówczas nie zostawiła- chciałabym widzieć jej minę teraz:))....

Jutro w Chicago o 11:00 w jednym z polskich kościołów odbędzie się msza w intencji Ignasia. Dziękujemy wszystkim, którzy będą się za niego modlić.... Dziękujemy Cioci A., która o to zadbała:) Modlitwa ma MOC.
Dobrej nocy.