Różne "myśli nieuczesane"

Kołaczą się w głowie różne myśli, którym brak jakiegoś przewodniego wątku, jakiegoś punktu styku, przecięcia. Jeśli nie uwzględniać oczywiście faktu, że z której strony nie patrzyć, to zawsze w centrum jest Ignaś:)

Pozbierałam je więc, nanizałam pstrokate, o nieregularnych kształtach i wielobarwne i oto są.
Nim je jednak wyślę w świat, podzielić się pragnę największą naszą radością ostatnich dwóch dni. A zatem:

Ta dam! Usiadłem sam!
Znów siedzę! A kuku!

Ignacy robi to już nałogowo:) Siada gdzie leżał jeszcze przed sekundą, po chwili znów leży by usiąść z niekłamaną satysfakcją w oczach. Naszym oczom zaś jawi się zupełnie nowy Chłopczyk, takiego go jeszcze nie znaliśmy! Jest Cudny! Niewymownie! A spróbujcie go teraz położyć na poobiednią drzemkę! Ha!
Leżenie jest przecież taaaakie nudne;) Pion to dopiero coś!

A teraz reszta.


Jakiś czas temu otrzymałam (figurując na liście tak zwanej mailingowej) propozycję. Nie byle jaką, kuszącą, intrygującą i natychmiast wzbudzającą pewien wewnętrzny konflikt (kiedyś mówiono o tym dysonans). Rzecz dotyczyła możliwości skorzystania z terapii z samą doktor S. Masgutową. Ci i owi na pewno wiedzą, o kim mówię. Jakby nie patrzeć to największy autorytet w terapii, opracowanej przez właśnie tę Panią. Więc nie lada gratka- pomyślałam. Propozycja nie zawierała jednak żadnych szczegółów, prócz daty ewentualnego spotkania i miejsca, rzecz jasna. Natychmiast posłałam zapytanie z prośbą o ich podanie. I chyba żałuję, że to uczyniłam pod wpływem chwilowej emocji. Żyłabym sobie spokojniej, nieświadomie może, ale spokojniej bez wątpienia:)
Okazało się, że terapia obejmuje 1 godzinę z Panią Doktor, w trakcie której odbędzie się diagnoza, ćwiczenia oraz otrzymam zalecenia do pracy z Ignasiem w domu. Koszt? Bagatela. 450zł.
I cóż- mam mieć dylemat? Sama nie wiem.....


Nie wiem kiedy liczba na naszym liczniku odwiedzin przekroczyła 12.000 wejść. Wciąż robi to na mnie ogromne wrażenie i nie wątpię, że duża to zasługa konkursu, do którego dołączyliśmy. Z tego punktu widzenia nasz blog już wygrał. Zaistniał. Pozwolił mi ośmielić siebie samą i zaglądać do innych. Nauczył mnie komentować- wiecie jaką barierę psychiczną (nieśmiałość czyli;)) trzeba przejść w samym sobie, by napisać komentarz do czyjejś wypowiedzi, czyjegoś kawałka świata, życia?:) Pewnie wiecie:)
Na domiar tego uwielbiam zaglądać w zakładkę, w której śledzić można z jakich kawałków świata ludzie klikają w nasze progi. I co jakiś czas pojawiają się na tej mapie nowe lokalizacje. Są tam już: Polska rzecz jasna, Francja, Stany, Niemcy, Szwajcaria, Wielka Brytania, Irlandia, Włochy, Japonia (!), Rosja, Holandia, Ukraina, Turcja, Izrael, a dziś nawet ktoś z Nigerii do nas zajrzał (może przez przypadek...). Niewiarygodnie wielki jest Świat, który nas otacza i niewiarygodnie rzadko o tym reflektuję, krążąc pomiędzy domem, Wrocławiem, rehabilitacją, zakupami i pracą:)


Ostatnia wizyta u neurologa, którą zapowiadałam dość tajemniczo w tym wpisie, przyniosła mi wiele zamieszania. Jak łatwo się domyślić, Pani Doktor zanegowała całe dotychczasowe leczenie przeciwpadaczkowe Ignasia bez rozpoznania samej padaczki (też o tym już kiedyś wspominałam przy różnych okazjach- na przykład tutaj czy tutaj).
Niejednokrotnie wcześniej zastanawiałam się, czy jest sens podawania Sabrilu gdy nie ma objawów wskazujących na epilepsję i przy podwójnie dobrych wynikach EEG. Wątpliwości przełknęłam gorzko już na pierwszej wizycie u neurologa, zarekomendowanego nam przez znajomych, ale nie mogłam wtedy pojąć po co leki aż takie? Lekarz tłumaczył, że mają być osłoną przed padaczką po wprowadzeniu Cerebrolizyny, z której do dziś nici, bo Pan doktor nie zdecydował  się na jej wprowadzenie.
Ech... Dużo by pisać, a mnie sił brakuje, więc tylko wspomnę o wnioskach z wizyty (które mnie przekonują):
- mamy zrobić Ignasiowi kolejne, kontrolne badanie EEG u wrocławskiego epileptologa;
- jeśli zapis będzie znów prawidłowy- szykujemy się do odstawiania leków p/padaczkowych;
- dobrze, że nie podałam jeszcze Smykowi Depakine- na razie jest to nieuzasadnione, a leki raczej przytłumiają, a nie przyspieszają rozwój (??? i bądź tu mądry człowieku);
- należy dobrze go odżywiać, podawać olej lniany i dbać, chuchać, dmuchać i kochać niewymownie:)
- przyczyną opóźnienia mogło być samo zapalenie wątroby w I półroczu życia Ignasia;
- choć nie wykluczona jest faktycznie jakaś bardzo, bardzo rzadka choroba metaboliczna.
Pass.


A propos oleju lnianego. Już mieliśmy z nim kiedyś przygodę pozytywną. Czas wrócić do naszego przyjaciela:) I znów gwiazdy podsunęły mi (przypadek?) ulotkę akurat teraz, a nie wcześniej ani później, firmy, z której zaopatrywaliśmy się wcześniej w ten specyfik. W aptece rzecz jasna się na nią natknęłam:)
A ja osobiście ... wierzę gwiazdom:)
Dobranoc.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.