Skuteczność gwarantowana:)

Miało być tak:
5 dni tamtego tygodnia na turnusie we Wrocławiu.

Już w poniedziałek, gdyśmy się stawili ochoczo, choć nie do końca punktualnie (Ignaś przymknął oko tuż przed metą, aż żal go było budzić), dowiedzieliśmy się, że z uwagi na ważne sprawy Instytutu, będziemy ćwiczyć do czwartku, bo zaproponowany nam piątek po południu nie pasował nam akurat:) Ok. Zgoda. "Nie ma tego złego, co by na dobre...."-  sami wiecie....

A jak się skończyło?
Ano, skromniutko. Na dwóch dniach z rzędu i gorączką oprotestowującą wysiłek i nadmiar wrażeń na dzień trzeci, czyli we środę:) Tak, tak, Ignaś o swoje interesy i zdrowie psychiczne zadbać potrafi. Gdy już o krok do przeciążenia jest, lub dwa, daje znać na właściwe sobie sposoby, żeby zwolnić, odpuścić, zaniechać, oddech złapać. Bo gdyby tak mama zagorączkowała, to kto wie, czy zajęcia by się nie odbyły? Wcale to nie jest takie pewne. Od lat półki w aptekach uginają się od magicznych specyfików, gorączkę nokautujących za jedną pigułką, więc efekt wcale nie byłby tak pewny. Ale jak Ignaś zagorączkuje....... no, to sprawa wygląda zupełnie inaczej. Z domu na piędź się nie ruszymy, to jak w banku wiadomo, chyba, że do lekarza jedynie.

Tak więc z 5 dni zostały dwa, a kolejne dwa- przeniesione na za tydzień i dwa. Już tak powolutku. Wplecione w nasze rutynowe zajęcia.
A gorączka? Przepadła. Bez wieści. Jak tylko mama odwołała, przestawiła, odpuściła- zniknęła!:)
To się nazywa skuteczność w osiąganiu swoich celów! Pozazdrościć:)
 


Komentarze

  1. :)
    Kombinatorek mały;-)

    A wczesniej juz cwiczyliście Masgu? Stosujecie w domu? Czy to pierwszy tak intensywny kontakt młodego? Bo jesli tak, to może od tego gorączka?
    Kiedyś tak na turnusie wyjazdowym dr M zareagowała jedna dziewczynka.

    Buziaki
    :*

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.