07 grudnia 2012

Zdrowe żywienie

Zima trzyma. Chciałoby się rzec- nareszcie.

Ignaś gulgocze. Twardziel, wytrzymał najdłużej, nim dał pokonać się chorobie, która z charakterystyczną dla niej tkliwością, stopniowo otaczała ramieniem poszczególnych członków naszego klanu. On opierał się najdłużej, ale w końcu skapitulował. Na razie ratujemy się wapnem, witaminą C i sporadycznymi inhalacjami (Iggi nie jest przekonany do tej warczącej maszyny, która na dodatek nie wydziela z siebie żadnego przyjemnego zapachu), licząc na cudowne ozdrowienie.

Poza tym wszystko mu dopisuje. Zwłaszcza apetyt i ciekawość świata...



Ale skarby! Jadalne? Niejadalne?.....
Let's try...
Próba zakończyła się niepowodzeniem- z wiadomych względów. Ale ciekawości to nie wygasiło bynajmniej.......


Sinlac okazał się zdecydowanie bardziej strawny i pożywny...
Ogólnie ostatnio- przełamując w sobie barierę przed nieznaną teksturą na rzecz poznawania smaków świata, w Ignasia dossier pojawiło się również kosztowanie soli wprost z pojemnika, cukru- prościzna;) i ryżu... Kilka miesięcy temu ciekawość wygasała tuż po pierwszej próbie. Szok dotykowy był silniejszy. Zmiany jednak zataczają szerokie kręgi i dziś już chęć eksplorowania świata dominuje i nabiera rozpędu.

A tak poważnie, podobnie, jak MamaFrania, niekończąco zastanawiam się nad wagą naszego Trzeciego Skarba. Już różne sztuki wypróbowujemy, a wagi jakby to zupełnie nie wzruszało. Ot, może nieco wahnie się w górę, by znów niezmiennie z uporem wskazywać 10 na cyferblacie. I tylko Mama- Tragarz zachodzi w głowę, skąd ten ciężar przy przenoszeniu Synka z różnych lokalizacji w inne. Moja lewa ręka powoli kapituluje. Prawa- szczęśliwa, że dominująca, chętnie zajmuje się innymi sprawami. Ogólnie mam wrażenie, że oporność w przybieraniu na wadze to jeden z charakterystycznych objawów różnych dzieciaczków z kłopotami zdrowotno-rozwojowymi. Przynajmniej nie czuję się osamotniona w troskach...

MamoFrania! Jeśli możesz- podziel się proszę ze mną wnioskami z Poradni. My pewnie załapiemy się na jakąś wizytę za kwartał bądź później... A mięśnie paść trzeba, żeby nóżki nosiły po świecie...

I na koniec krótkie obwieszczenie: w obliczu dwukrotnego wyłożenia się systemu podczas pisania tego posta, nie mogę składać ŻADNYCH obietnic w sprawie kolejnych wpisów:( Należy mieć jednak zawsze nadzieję, więc mam...
....na rychłe spotkanie w Wielkiej E-Iluzji....

4 komentarze:

  1. Dzień dobry,
    MamoIgnaca. Ja tak odnośnie tej wagi. Zaglądam w notatki sprzed lat. Na bilansie dwulatka chłopaki wagę mieli podobną do Ignasia, dwa lata później - ledwie cztery kilo więcej (a nie straszne im były jedenasto-/trzynastokilometrowe rajdy piesze, na własnych jeno nogach i w tempie grupy pozostałych, dorosłych piechurów - to tak gwoli tych "nóżek noszących po świecie"), kolejne dwa lata później (zatem aktualnie) jest to 16/17 kg...
    Wszyscy troje (plus armia Bionicle) pozdrawiamy grudniowo.
    AJ

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaaa... Dziękuję za pocieszenie:)
      Ale jak pomyślę o gabarytach wyjściowych "macierzy", to...;)
      My również pozdrawiamy śnieżnie, ciepło i przedświątecznie:)Z nadzieją na trochę tłuszczyku w nowym roku, oczywiście:)

      Usuń
  2. Jesteśmy już PO wizycie- prywatnie, bo nie miałam cierpliwości czekać. Pani Dietetyk cierpliwie wysłuchała moich żali i zaprosiła na spotkanie za tydzień. Już po przygotowaną wielką księgę z dietą. Zaskoczyło mnie kilka rzeczy, jak np. to, że dieta będzie ustalana w oparciu o badania genetyczne, a uszkodzony gen ma być wyznacznikiem. Szerzej na pewno popełnię coś na blogu, kiedy tylko będziemy mieli jasne wytyczne!

    Ja to ciągle podejrzewam się o starość jakąś, bo Dziedzic nie tyje, a ciężej go dźwigać na pewno. :)

    Uściski znad miski z chipsami, bo mamie niedowaga absolutnie nie grozi:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czipsy, czipsy- moja zgubo w chwilach rozpusty i słabości:)
    Rzucam więc okiem na bloga twego i szukam relacji. Ale żeby gen miał znaczenie, co do garnka wrzucać??? Wow:)I- smacznego;)

    OdpowiedzUsuń