Posty

Wyświetlanie postów z 2013

Czas Dobrych Nowin

Obraz
Wróciliśmy. Walizki rozpakowane, dom ogarnięty, prezenty skompletowane, kartki świąteczne wysłane w Świat. Dziś wyprawa po choinkę i wyczekiwanie na pierwszych świątecznych Gości.

Bez wątpienia wróciliśmy i zeszły tydzień wydaje nam się już baardzo odległy.
Ignaś na przemęczonego wcale nie wygląda. Wręcz zaryzykowałabym stwierdzenie, że brakuje mu czegoś do szczęścia;) Może tego uznania, zachwytu, oklasków podziwu za każde wykonane polecenie, zadanie? Rozpuściły nam Ciocie Terapeutki Synalka, oj rozpuściły. Jeśli do tego dodać Babcię, która przez dwa tygodnie rozpieszczała resztę mojej Gromadki, dbając o podniebienia, wyręczając z większości obowiązków i czytając bajki na dobranoc dziatwie, to trudne zadanie przywrócenia dawnego status quo mnie czeka przez najbliższy miesiąc;)

Czy warto było?
O wyjeździe na ten turnus mam bardzo klarowne zdanie i sprowadza się ono do prostego twierdzenia "ze wszech miar warto było!"
To był wspaniały czas dla Ignasia i dla mnie. Młody ćwiczył…

Bo bez Ignasia w domu...

... jest tak strasznie cicho i smutno, Mamo. Nie słychać tych jego okrzyków radości i wrzasków, które nawet czasem męczą i denerwują.- powiedział Średni Syn podczas wczorajszej rozmowy telefonicznej.

Tak.
To nasza pierwsza tak długa rozłąka, która miała przynieść chłopcom wytchnienie, a przyniosła- jak widać- tęsknotę...

Cicho.
Jak ja za tą ciszą tęsknię niejednokrotnie, wyczekuję jej, zaklinam tylko po to, by- gdy już nastąpi- nasycać się nią do bólu niemalże, chłonąć każdym porem skóry, każdą komórką ciała. A zaraz potem nerwowo wyglądać, kiedy znów wrócą, będą, wypełnią pustą przestrzeń za dużego w takich chwilach domu.

Nad wyraz trafnie ujął to Średni Syn- bez Ignasia byłoby w naszym życiu smutniej zdecydowanie.
Nikt tak jak on nie potrafi wzniecić salw śmiechu przy rodzinnym stole, wycisnąć łzy wzruszenia podczas codziennych igraszek, doprowadzić Matki do galopującego nadciśnienia i purpury na twarzy. Odliczanie do 10 przydaje się niejednokrotnie, ale życie bez tego byłoby po pro…

Keine Grenze = pełnia szczęścia

Obraz
Jak huraganu Ksawery nie były w stanie powstrzymać nawet najżarliwsze modlitwy, tak nic nie jest w stanie powstrzymać naszych dzieci przed zdobywaniem świata i nowych w nim umiejętności.

Czasami, gdy spoglądam na Ignasia, moją krew w żyłach mrozi na ułamek sekundy fantazja o tym, co by było, gdybyśmy nie stawiali mu żadnych granic? Gdybyśmy pozwalali mu dokładnie na to, czego akurat pragnie i nie wymuszali na nim porzucenia swoich fascynacji na rzecz innych aktywności, wydawałoby się - pilniejszych na teraz.

Czy wiecie, co potrafi nasz sprytny Trzylatek "oporządzić" w samochodzie?
Otóż, posadzony na miejscu kierowcy, Ignacy:
- przekręci kluczyk w stacyjce! i w razie potrzeby- wyciągnie go z zamka...
- włączy światła przeciwmgielne i awaryjne;)
- uruchomi wycieraczki przednie i tylne;)
- włączy/ wyłączy radio i nastawi głośność;)
- otworzy i zamknie drzwi;)
- otworzy i zamknie okno- jeśli tylko będzie miał na to ochotę;)
- zejdzie z fotela kierowcy i przesiądzie się na miejsce…

Półmetek

Obraz
Dotarliśmy do połowy turnusu.
Dokładnie za tydzień mamy w planach bezpieczny powrót do domu.
W zeszłą niedzielę zaś rozpakowaliśmy swoje tobołki w Ośrodku...

Półmetek.
Jeszcze dajemy radę. Jeszcze dobry humor nas nie opuszcza. Staramy się go utrzymać ze wszystkich sił. Pomocne w tym są nasze wyjścia na miasto, pizzę, przejażdżki samochodem, za którymi Ignaś przepada, ale generalnie bywa coraz trudniej.

Ignacy codziennie z podobną niechęcią rozpoczyna ćwiczenia. Później wchodzi w rytm i podąża za prowadzącym, ale początki są oporne.
Ile łez wylał już przez te kilka ostatnich dni? Nie wiem, ale na pewno sporo. Prawdopodobnie ich główne powody są dwa:
- kombinezon TheraSuit, który sprawia, że choć na zewnątrz pięknie Ignacy maszeruje i pokonuje przeszkody, od środka musi mu ciążyć, zmuszając do zwiększonego wysiłku fizycznego. Stąd bunt, protest i żywa niechęć na sam jego widok.
- i, jak sądzę, rozstania z mamą- gdy przekazywany jest w ręce Cioci, choćby i najżyczliwszej, bądź gdy mama u…

Sukces goni sukces

Obraz
Bo widzicie- gdy dziecko mając 2,5 roku nie ogląda książeczek, nie używa zabawek do zabawy, nie potrafi rozpoznać na obrazku jabłuszka, miśka, samochodu, gdy trudność sprawia mu bądź jest po prostu poza jego zasięgiem położenie na siebie dwóch klocków, świat traci trochę ze swoich barw.

Na co dzień się o tym nie pamięta, człowiek koncentruje się na tym, co jest pozytywne, pociesza się w myślach, albo po prostu o tym nie myśli i cieszy się z tego co ma.

Gdy jednak przychodzi taki dzień, gdy to, co dotychczas wydawało się nieosiągalne, staje się realne- następuje eksplozja barw tak intensywnych, że oślepione oczy bronią się płaszczem wodnym przed ich inwazją. I wtedy właśnie pojawiają się łzy wzruszenia.

W poprzednim wpisie rozpływałam się na Ignasiem i nagle, wieczorem, przyszło mi do głowy, że może to wyglądać jakoś nieadekwatnie, dziwacznie, wygórowanie. Jak bowiem wyjaśnić wzruszenie z powodu jakichś tam wież z klocków budowanych przez trzylatka w świecie, w którym każdy sprytniejsz…

Ciężka robota

Obraz
Dziś trwa trzeci nasz dzień na turnusie rehabilitacyjnym w bydgoskim ośrodku o wdzięcznej nazwie Neuron.

Dwa pierwsze minęły nam nadzwyczaj rześko, radośnie i pełne sukcesów.

Dziś mamy kryzys. Tzn. Ignacy ma. Maleńki, Tyciuteńki.

Objawił się on podczas upinania w kombinezon TheraSuit płaczem, niechęcią i ogólnym sprzeciwem. Nie obyło się bez przytulanek z mamą, zabawy w chowanego po ośrodkowych krętych korytarzach i strumieni łez. Jednak okazane Malcowi zrozumienie, brak poganiania go i serce na dłoni Pani Rehabilitantki Ani sprawiły, że Ignaś wziął się w garść i przestał lamentować na cały budynek, ochoczo pokonując tory przeszkód i własne ograniczenia.



Za to u Pani Pedagog to mama wylała strumień łez. Dosłownie.
Przyglądając się, jak Ignaś segreguje obrazki, buduje (piętrzy) wieże z klocków, dobiera takie same zabawki - mamie "puściły nerwy" i pozwoliła sobie na wzruszenie... Dziwnie to wyglądało- nie przeczę, ale każdy zrozumie, że silnych wzruszeń nie należy powstrzymywa…

Za tydzień, za miesiąc, niebawem...

W języku niemieckim jest takie jedno słowo o niezwykłej urodzie. W jego melodii kryje się cały jego sens.

Beschleunigung...


No to czas przyspieszył!


(za tydzień)
Pamiętacie moją emocjonalną decyzję o wyjeździe na turnus rehabilitacyjny? Tak, planowaliśmy to na 8 grudnia (miałam zwiać przed Świętami i unikać zakupów, porządków i innych świątecznych mecyji).
Tymczasem dziś odebrałam telefon z propozycją wcześniejszego przyjazdu!
Taaaak. Świąteczne zamieszanie jednak mnie nie ominie;)
I w ten oto sposób już w niedzielę o świcie wyruszamy do Bydgoszczy! Na całe 12 dni intensywnej rehabilitacji - głównie pedagogiczno-logopedycznej (bo taki mamy obrany kurs i determinację do pracy). Ignacy oczywiście jeszcze nie zdaje sobie z niczego sprawy, bo nawet jeśli mu opowiem, co nas czeka- wątpię, by był w stanie objąć to swoim słodkim rozumkiem i miał choćby wyobrażenie tego, co się dziać będzie. Jestem jednak przekonana, że to będzie rehabilitacyjny strzał w dziesiątkę- nigdy wcześniej Iggi nie był tak …

Niepełnosprawny, czyli jaki?

Obraz
(Ten wpis jest trudny, a nawet bulwersujący. Możecie poczuć się gorzej po jego przeczytaniu.
Ten wpis powstał pod wpływem chwilowej emocji, ale na skutek wielomiesięcznych przemyśleń i pracy własnej, wsłuchiwania się we własne zakamarki, jak również- jako echo rozmowy przeprowadzonej ostatnio w salonie fryzjerskim, tak szczerej, na ile pozwalała głębokość relacji rozmówców.
I wreszcie- ten wpis powstał, by pomagać rozwiewać wątpliwości, pozbywać się niepotrzebnych lęków i znosić bariery między- wydawałoby się- dwoma różnymi światami.
Sama/ Sam decydujesz, czy chcesz to przeczytać;)


Zadajecie sobie czasem takie pytanie?

Zróbmy zatem burzę mózgów. Metoda ta charakteryzuje się, jak wiecie, tym, że można zgłaszać wszystkie pomysły, przychodzące na myśl. Bez oceniania. Bez odrzucania rozwiązań gorszych od lepszych. Bez autocenzury.

A zatem, czas start!

Niepełnosprawny, czyli jaki?:





chory, inny, biedny, smutny, dziwny, kaleka, inwalida, na wózku inwalidzkim, dotknięty przez los, niesprawny, gors…

Na ch...oinkę mi ten blog?

Obraz
Zaczęłam niecenzuralnie? Cóż, jestem już dużą dziewczynką;) Mogę?

Pytanie pojawia się i znika co czas jakiś. Nie ja jedna je zadaję, a znam też przypadek, gdy sprawą zajęła się telewizja, podpytując pewną Mamę (zgadnijcie, którą?:)) o to na wizji. Znaczy się, temat ciekawy, zajmujący, frapujący też medialne i mądre głowy. No to i mnie czasami zamęcza i próbuję znaleźć odpowiedź...
Co wy na to, by odpowiedź brzmiała tak: "dla rozrywki".
Albo: "z narcystycznych pobudek osobistych?"
A może lepiej by zabrzmiało: "by lepiej radzić sobie z rzeczywistością"?, albo "by od niej nieco uciekać"?

Wiem, filozofuję. Zostałam do tego delikatnie sprowokowana pewnym anonsem, który otrzymałam od Pewnej Pani.
Ale właściwie to dobrze, choć nie wiem, czy się z tematem nie powtarzam, bo mam pamięć zadziwiającą: dobrą i krótką.

Otóż, przeczesując zakamarki mojej świadomości, znalazłam kilka powodów do pisania:

Z serii- prozaiczne:
1. pisanie mnie relaksuje.
2. pisanie…

Nożyce się odezwały...

W głowie mam prawdziwy natłok myśli.
Bezwzględnie "przedszkole, wkładki i wyniki" muszą poczekać na swoją kolej.

Mama Dzielnego Frania rzuciła ziarno, zamieszała w jeziorze- jakkolwiek by tego nie nazwać i uruchomiła się we mnie lawina przemyśleń.

"Problem" - tak, trafnie to, Agnieszko nazwałaś.
Wiadomość o tym, że dziecko urodzi się czy też jest już po urodzeniu chore zawsze, zawsze spada na rodzica jak grom z jasnego nieba. Jakiej dojrzałości potrzebaby, by przyjąć tą informację ze spokojem i ufnością w sercu- nie wyobrażam sobie nawet. Nie jestem w stanie. Choroba dziecka zawsze boli, jak zderzenie ze ścianą.
Nic więc dziwnego, że w pierwszej chwili w naszych sercach przetacza się tornado trudnych uczuć. Być może pierwsza jest nieakceptacja tego faktu właśnie, silne, usilne zaprzeczanie rzeczywistości. Tak jak w typowym, normalnym procesie żałoby (o którym też Mama Frania wspomina w swoim poście- jakże adekwatnie i jasno). Tak było w moim przypadku z Ignasiem. Nie ch…

Ignacego sposób na chorobę

Obraz
Areszt domowy u nas trwa. Właściwie trwał do dziś, bo słońce tak kusiło...... tak na godzinkę chociaż, na spacer mały choćby i w zimowym śpiworze;)
Ale jutro już obowiązkowo wciskamy się poza kolejką do Pani Doktor- niech nam osłucha oskrzela, bo wciąż coś tam gulgocze:( (W poniedziałek rano w rejestracji Pani poinformowała mnie o wolnym terminie do pediatry we czwartek, na 10:45!) Gorączki od niedzieli brak. Apetyt- dopisuje.

Zresztą.......

Czy tak wygląda chory Trzylatek?





Wokół własnego ogona, cz.1

Obraz
Ignacy nie ma autyzmu. Na szczęście- tak sobie myślę.
Jest pogodny, radosny, w kontakcie i nie układa wież z klocków (nie układa żadnych wież, i to akurat mnie smuci, gdyż w jego wieku już powinien;)). Ignacy ma szereg innych, typowych do autystycznych, objawów- nie mówi, ma zaburzone czucie zmysłowe, ale nigdy dotąd nie zamknął się przed nami w swoim świecie. Błogosławię ten fakt, gdyż wiem, jaką walkę staczają o swoje dziecko rodzice dzieci z takim zaburzeniem. Wyobrażam sobie, ile kosztuje ich to wysiłku, determinacji, ciężkiej pracy i lęku. Ich oraz ich dzieci, "dotknięte" autyzmem. I mimo, że nie mamy z nim bezpośrednio do czynienia i właściwie problem nas stricte nie dotyczy, to dziś....

...choć z pewnym opóźnieniem, zachęcam Was do nabycia świadomości w tym zakresie, gdyż na temat autyzmu grzmi blogowo-bliski mi-świat, za sprawą pewnej podejrzanej nominacji do akcji TVN ""Zwykły Bohater 2013". Nie oglądamy telewizji, nie włączamy TVN, więc jesteśmy troc…

Mentos i Blake

Obraz
Swego czasu, w głębokiej mej młodości, kiedy jeszcze żyła moja Babcia- kobieta prosta, i silna a zarazem ciepła i troskliwa, znalazłam pod choinką książkę o dziwnym tytule: "Trzech Panów w łódce, nie licząc psa".
Były to czasy, gdy w księgarniach półki wcale nie uginały się od książek, okładki miały miękkie i przybrudzone, a za 10 zł polskich można było nabyć okazyjnie całą serię dzieł Marka Hłaski w liczbie 5 woluminów. Tak, z pewnością można zaryzykować stwierdzenia, że czasy te były w jakiś subtelny i specyficzny sposób piękne.

Skąd ta reminescencja? Na skutek skojarzeń. Prostych i bezpretensjonalnych;)

Otóż- od ubiegłego tygodnia nasza Rodzina otrzymała nową definicję: "Mama,Tata, 3 Młodzieńców  i dwa Koty, bez psa", jeah;)

Historia zabawna, romantyczna ale i dramatyczna zarazem. Akurat taka, jaką pisze codziennie życie ludziom na całym świecie. Kondensująca w sobie całą kwintesencję jego czaru, powabu i tej tajemniczej ingrediencji, która sprawia że wciąż i od…

"Pełna chata" a samotność- dziwacznie?

Obraz
Jestem chyba najwredniejszym pisaczem bloga;)

Wciąż milczę, a czas mija...

Wiem.

Jestem też jednak drażniąco uparta i wierna sobie, więc z pewną premedytacją nie robię rzeczy, których nie lubię, nie zmuszam się, gdy nie ma takiej najwyższej potrzeby. Czekam.
Czekam na to, by się we mnie poukładało coś w jakąś całość. Zbyt dużo hałasu wokół nas o nic.

A we mnie zawrzało. Tuż przed przyjęciem urodzinowym. Tuż przed rocznicą przyjścia na świat Ignasia, jak już pisałam- trzecią. Zawrzało i natychmiast się przelało. Tak. Pocieszał mnie jedynie fakt, że prawdopodobnie tak bywa- można zapaść na niemoc jakąś emocjonalną-energetyczną w okolicach urodzin swojego niepełnosprawnego potomka. Wiem, bo czytałam taki zjazdowy wpis u znajomej Mamy, więc z pewną lekkością płakałam i sobie na ten płacz pozwalałam.
Trzech dni potrzebowałam, by dostrzec źródło i przyczynę. Bo niby skąd i dlaczego? Wzięło mi się takie obniżenie nastroju? Przecież z wierzchu wyglądało wszystko bezpiecznie, radośnie, prawie …

Dziś są Jego urodziny

Obraz
I z tego powodu nie mam czasu na długi wpis;)

Jeśli macie ochotę- całus dla Was od Solenizanta:



Lecę odebrać tort i zrobić sprawunki na poczęstunek dla Gości.

Wpis "wbrew"* i "od czapki"* czyli.....Historia pewnej wycieczki...

Obraz
.....dla jednych sentymentalnej, dla drugich edukacyjnej.
Dwuetapowej.
Komunikacją publiczną.
Na wypasie.
Dla Ignasia:)

Wykupiliście już bilet?;)













Etap II:



** Jakoś postanowiliśmy nie poddawać się całkowicie nastrojowi początków listopada. I wyruszyliśmy w króciutką podróż po naszym rodzinnym mieście, oglądając je z nieco innej, upragnionej przez Ignasia, perspektywy...



Trening wielofunkcyjny

Obraz
Uczymy się dmuchać świeczki:)
Tak, mamy jeszcze tydzień! Damy radę!

Cóż to jednak w porównaniu z naszym dzisiejszym spacerem... podczas którego (pilnie wsłuchawszy się w knowania moich fizjoterapeutek) postanowiłem trenować stanie samodzielne przy furtce z minimalnym zabezpieczeniem i ćwiczeniami manipulacyjnymi w tle:) Zobaczcie zresztą poniżej:



Poza tym moja Szalona Mama zapisała mnie dzisiaj na totalnym spontanie na..... turnus rehabilitacyjny!* Jeszcze w tym roku zdążymy pojechać, akurat dając nogę z domu przed samymi Świętami. Niech się Tata z resztą Bandy sam martwi o porządki i potrawy wigilijne! Zwłaszcza, że to u nas ma się odbyć cała uroczystość;)  Może dzięki temu po raz pierwszy w życiu zatroszczymy się o prezenty w listopadzie, a nie - jak zwykle- na ostatni dzwonek;)

Jedno mnie jeno trapi w świetle powyższego: jak my ze sobą wytrzymamy z Mamą przez prawie dwa tygodnie? Daleko od domu? Tylko we dwoje?

Mama pociesza, że nie będzie tak źle. Wszak zmieniłem się od ostatniego…

Co cenne?

Obraz
Wizyta Franklinowskich jeszcze w nas nie przebrzmiała...

Ostrzegałam, że na jeden post wrażeń zbyt wiele i groźbę mą spełniam:)

W moim odczuciu zdarzyło się za sprawą pobytu Frania- trzylatka, w naszym domu, coś ważnego i cennego.
Mianowicie: nasi Starsi Synowie generalnie mają do czynienia z jednym trzylatkiem w swoim otoczeniu (tak się jakoś złożyło, iż z racji naszego wieku, wszyscy nasi znajomi mają dziatwę wyrośniętą już nieco, a nowych znajomości jakby coraz mniej lub na odległość). Trzylatek ów (już prawie) jest jednostką nieco specyficzną, bo choć kochaną i otoczoną wielką estymą, czułością i wyrozumiałością (lecz nie do przesady- zapewniam), wyposażoną w niebywałe pokłady energii i radości z życia oraz w magiczną ciekawość świata i głód doświadczeń, ma również swoje ograniczenia, rzucające cień na wspólne, braterskie pożycie i sztamę.

Trzylatek nasz nie mówi.
Trzylatek nasz gna gdzieś przed siebie i na przeszkody nie zważa.
Trzylatek nasz, wreszcie, dopiero uczy się cywilizow…

Słowo Mamy Ani czyni cuda;)

Obraz
Cierpliwie czekałam, aż Mama Ania od Frania zrobi to pierwsza- podzieli się naszym spotkaniem ze światem blogosfery.

No i stało się. Mama Ania napisała, a Czytelnicy  i Kibice Franiowych życiowych Perypetii i Sukcesów wielkim tłumem odwiedzili dziś Ignacówkę- w poszukiwaniu zdjęć, jak mniemam;)


No i co ja teraz mam, Mamo Aniu zrobić?

Mogę wkleić zdjęcie Frania?

Tak "na dowód"? Dla wszystkich spragnionych Frania Fanek?

Pewnie Ty też teraz siedzisz i stukasz w klawiaturę:) Pewnie też zamieścisz jakieś dodatkowe zdjęcie z naszych kolejowych wojaży? A może masz inne plany i już w przeszłość cofać się nie zamierzasz?

Zaryzykuję. Ostatecznie, na tej fotce, było nie było, jest 3 do 1;)



A jak było? - zapytacie....

Ten weekend na długo zostanie w naszej pamięci, a to za sprawą dwóch Malców, których niepełnosprawność właśnie i codzienne zmaganie się z choróbskiem skrzyżowały drogi naszych Rodzin.

Dość, że dziś Średni Syn, opowiadając znajomym o tych dwóch dniach z naszego życia, powie…

I tyle. Aż tyle:)

Obraz
Cieszę się, że "błękitny Iggi" wpadł Wam w oko. Mnie- przyznać muszę- również.

Wyniki leżą przede mną na stole.
Zastanawiam się, co pisać.

Gdyż właściwie są... hmmm...


REWELACYJNE!
No, jak na Gościa, który od dwóch tygodni unikał mięsa na obiad jak ognia, to naprawdę całkiem niezłe....




Uwierzycie, że wciąż przed oczyma stoją mi te wartości z kwietnia 2011 roku, które (jeśli wierzyć słowom Pana Laboranta), zostały oprawione w ramkę i wywieszone w laboratorium jako dowód tego kuriozum.



Tata wraca. Dokładniej, jest gdzieś w drodze między Warszawą a Kijowem, poza zasięgiem, czym mnie o dygot przyprawia, bo a nuż o azyl poprosił polityczny?
Ponieważ wrażenia z wycieczki raczej małooptymistyczne (gdyż i miejsce raczej smutne i szare, by nie rzec dosłownie "czarne" jak: Czarnobyl - ech, te korporacyjne trendy:P), rozpisywać się o tym nie będę.

Zaś już w pełni optymistycznie, z pompą prawie i fanfarami, ładując akumulatory pozytywnym paliwem nadchodzi do nas inne Wydarzeni…

Ignaś potrafi;)

Obraz
Taki zaradni człowiek w życiu sobie na pewno poradzi;)

Zobaczcie sami.....



mam nadzieję, że tym razem jakość jest nieco lepsza....

no i - nie komentujcie moich niekontrolowanych słów zachwytu, proszę;)

Drobiazgi

Obraz
Prawie 1000 osób chciało nas zobaczyć przez ostatnie dwa dni....

Jak nic, "kawałek Mamy" i chodzenie Ignasia zrobiły furorę, której totalnie się nie spodziewałam.
Powinnam się jednak domyślać, że każdy Czytelnik bloga chce poznać choć zdawkowo jego autora.
A ja się skrzętnie ukrywałam przez te wszystkie miesiące....

Miałam swoje powody- wierzcie mi, proszę, ale teraz- gdy już podjęłam jedną z najważniejszych decyzji  mojego życia, mogę powoli to zmieniać i wychodzić  "z cienia":)
Niech więc nie zdziwią Was różne drobne zmiany, które mogą się pojawiać to tu to tam na blogu, do każdej bowiem muszę dojrzeć, a sam zamysł mój co do tej przestrzeni jest taki, by była ona dynamiczna. Modyfikacje są więc nieuniknione:)





Tymczasem po zamieszczonym niedawno wpisie o orzeczeniach z PPP, dziś postanowiłam wrzucić je Wam do wglądu (jeśli macie chęć się z nimi zapoznać;). Pięknie na nich widać postęp, jaki Ignacy wykonał w ostatnim roku!
Treść aktualnych orzeczeń znajdziecie tut…