21 stycznia 2013

Niedziela (opisana w poniedziałek)


To jedyny taki dzień w tygodniu gdy Ignac nie musi wychodzić z domu!

Uwierzycie?

Jak taki mały bąk jest zajęty? zapracowany? a my koło niego również przy okazji....

Na tę okoliczność świętujemy do bólu dzień święty i nosa za drzwi nie wyściubiamy. Zazwyczaj.

Po prostu nie mamy siły.

A w domu tyyyle atrakcji, chodzenia od pokoju do pokoju, gry na keyboardzie, włączanie ekspresu i innych kuchennych sprzętów, że już czasu nie zostaje na ćwiczenie obrazków i dźwięków- które zaleciła nam Pani logopeda.
O tej nowej Pani i spotkaniu z nią napiszę może przy okazji, ale na razie byłaby to zbyt daleka dygresja.

Dziś znów pośpieszna drzemka, która właśnie trwa, a potem wyprawa w wielki świat. Najbardziej mnie boli, gdy muszę wybudzać smyka z takiego słodkiego snu, bo np. zostało nam 45 minut na przedostanie się w jakieś kolejne miejsce rehabilitacji, a na dworze śnieg, i jeszcze przydałoby się lekko odtajać w domu.

Tymczasem powyżej wczorajsze zdjęcie Berbecia po "leniwej niedzieli na łonie rodziny". Leniwej? Taaaka biba była;) a jakże;)!!!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz