Posty

Wyświetlanie postów z luty, 2013

Wychodzenie zza "mgły"*

Obraz
Mam wrażenie, że właśnie coś takiego dzieje się obecnie z Ignasiem.

Jest jakby bardziej wyrazisty.

Zmienił się.

Pisałam już o tych zmianach, a on co i rusz wprowadza nową jakość w nasze relacje i w swoje relacje ze światem.

Zaczęło się od przespanych nocy. Od przytulania. Od okazywania nam czułości.
Później doszło raczkowanie i próby samodzielnego jedzenia.
Następnie przyszła kolej na komunikowanie się poprzez wyraźne "a", "e". I generalnie wzbogacony zasób dźwięków, którymi się Ignaś bawi.
Skok rozwojowy, jaki w tej chwili obserwujemy u Ignasia nas zachwyca. Czasem jesteśmy oniemiali z podziwu i szczęścia. Choćby wówczas, gdy Ignaś bawił się w chowanego z Ciocią Olą- chował jej się za kanapą i niespodziewanie zza niej "wyskakiwał". On rozumie bardzo wiele!!! Jestem o tym przekonana.
Dziś na rehabilitacji wykonywał wszystkie propozycje i polecenia (no, prawie:)). Zdejmował lali skarpetkę, dawał jej pić z kubeczka (cóż, że na głowie), podawał nam różne prz…

Niewyboiście. Nareszcie...(?)

Raz na jakiś czas dociera do nas powiew spokoju, rozciągniętego po horyzont.
Dzień rozpoczyna się od przekomarzania starszych chłopców, zrzucających opary snów z powiek, płatków z mlekiem i płatków z nieba.

Potem budzi się Ignaś, rozciągnięty jak leniwy kocur, w poprzek dorosłego łóżka rodziców, do którego wdarł się o piątej nad ranem, nucąc swoją piosenkę o zgubionym smoczku. Tak, tak- Ignaś wielbi smoczka z nieustającym zaangażowaniem i oddaniem i choćby nie wiem jak poważne zalecenia logopedów nie zmuszą nas do odebrania mu tej nieopisanej rozkoszy i źródła ulgi w wielu stresujących momentach, których przecież ma niemało. Jednak, gdy smoczek niefortunnie gdzieś się wymsknie z półotwartych ust tuż przed świtem, robi się mało kolorowo i należy działać natychmiast. Inaczej czeka nas pobudka, a tego rodzice nie lubią serdecznie i najbardziej:)

Dalej dzień wystukuje swój powolny rytm, rozpięty pomiędzy wyjściem na jakieś ćwiczenia, posiłki, leniuchowanie, zabawę i krzątaninę.

Jako poważ…

Idę na ustępstwa...

A niech im będzie! Niech mają! Niech się cieszą! Niech opowiadają wszem i wobec o tym, że od kilku dni (tygodnia?) znów postanowiłem coś zmienić.

Największym wrogiem małego człowieka jest nuda, rzecz jasna.
To ona zapewne sprawia, że - by jej uniknąć za wszelką cenę- co i rusz obmyślam, czym by tu ją przechytrzyć, zwalczyć, nie dać się omotać.
Wymyślam gorliwie, z rozmachem, z fantazją, ku wielkiej uciesze Mamy, Taty, Babci, Dziadka i wszystkich moich szacownych cioć i wujków coraz to nowe .
I braci- choć im to pewnie, ordynarnie mówiąc, koło nosa lata, czy jestem taki czy inny. Dość, żebym im zbyt często głowy sobą nie zawracał, na kompie dał w spokoju pograć, a w odpowiedzi na wygłupy (różnej klasy i poziomu) śmiał się do rozpuku, wprawiając w miarowe podrygi wszystkich świadków tego przedsięwzięcia, zgromadzonych przy stole.

No więc- wymyśliłem.
Przerzucę się na cztery kończyny i nieco podniosę poziom. W gruncie rzeczy z wysokości 35 cm nad podłogą widać więcej, niż z 20cm, prawda…

Gotów?

Czyżbym już dorósł do tego, żeby samodzielnie jeść?

Zaczęło się od tego, że ktoś (?) wyłamał blokadkę od stolika zintegrowanego z moim królewskim fotelem.
Nie żebym był z tego powodu nieszczęśliwy- ot, raczej zaskoczony byłem, gdy rodzice usadowili mnie w moim znajomym foteliku, ale jakby nieco innym... czegoś wyraźnie było mu brak!
Żeby to było mało, po raz pierwszy dzięki temu dosunięty zostałem do wspólnego stołu biesiadowania! Tak blisko, bliziutko, że swobodnie mogę ściągać talerze na podłogę i wykradać sztućce, czekające na zabawę z moimi rączkami! Wspaniale!
Już wcześniej dyskretnie wysyłałem rodzicom sygnały, że chciałbym jakiejś zmiany, jakiegoś kroku ku dorosłości w tym zakresie. Ciągle tylko musiałem podporządkowywać się rytmowi "karmiącego" mnie dorosłego. Otwórz buzię, połknij, otwórz buzię, połknij. Znacie te komendy, czyż nie? Któż na dłuższą metę chciałby się do nich stosować, tym bardziej, gdy ma się już ponad dwa lata! To nuda i hańba!
Więc wysyłałem fluidy…

Epidemia....

...jakaś makatonowa panuje wśród blogowych ciotek (Frankowa Mama o nim piszeAntosiowa mama o nim pisze). I chyba nas dopadła też ta "zaraza", bośmy się na randkę z Ojcem umówili, makatońską oczywiście.

Data randki: 22-23.03.2013. Miejsce: Kłecko. Cel: szkolenie z makatonu I stopnia.

Bo kto powiedział, że jak randka to tylko w SPA? Albo, że jak niepełnosprawne dziecko, to na randki się nie wybiera? Zwłaszcza wyjazdowe??:)

Zresztą- każdy pretekst wyrwania się z domu bez dziatwy dobry. Taka prawda. Nawet w stanie zarażenia makatońskiego;)


A poważnie, i już nie po makatońsku, to odbyłam wczoraj rozmowę z Ignasiową Rehabilitantką- Panią Kasią. Nie była to miła rozmowa, ani łatwa, ani jasna dla mnie w zakresie celu. Ale przebiegła.
I właściwie mam pytanie właśnie do "makatońskich ciotek", i do wszystkich innych, którzy mają ochotę się włączyć ze swoimi doświadczeniami z "zakresu" do rozmowy (wiem, wiem to nie czat, ale nie mam czasu na czaty- wybaczcie).

Mian…

Uspokajające zmiany...

Obraz
Pewne zmiany obserwuję u naszego najmłodszego Syna.
Niby nic nietypowego, wręcz przeciwnie- doskonale pamiętam wczesne dzieciństwo dwóch starszych chłopców i to, co teraz Ignaś nam komunikuje, nie stanowi żadnego ewenementu, żadnej niespodzianki.

A jednak- w jego indywidualnej historii jest to nowe.

Na przykład- rytuał zasypiania wszelakiego.
Pamiętam, gdy Ignacy się urodził, jako trzecie dziecko, był nadzwyczaj spokojnym niemowlęciem. Dziwiło, ale też cieszyło (dziś myślę o tym ze zgrozą raczej) nas to, że spokojnie sypia, jest "mało wymagający'" - że tak to nazwę i dostał nawet miano śpiocha. Tak czy inaczej to był nasz pierwszy syn, który nie płakał non-stop i nie wisiał na piersi co 20 minut. Wypijał swoją porcję mleka powoli, po czym zapadał w błogi sen na 3-4 godziny. Fakt- było to trochę dziwne, jak taki maluteńki człowieczek nie potrzebuje obecności bliskiego ciała? Że nie jest głodny? Dziwne.
Potem okazało się to wstępem do kłopotów Ignasia, głównie z przybieran…

Kto nie ma szczęścia w kartach.....

Ciemno jak w zimie...;) Znów za plecami pada mi śnieg. Czy to się w reszcie skończy?

Skończy, skończy, wiem to na pewno- to jedyna rzecz, która jest pewna i niezmienna:)

Tymczasem Ignaś śpi- jakoś ostatnio pozwala sobie na dłuższe poranki i o dziwo! rezygnuje z nocnej porcji mleka! Już kiedyś o tym wspominałam, ale najwyraźniej była to pierwsza jaskółka, która zmian nie uczyniła.
Może tym razem? Perspektywa przespanych w całości nocy baaardzo  nam się uśmiecha....

Odstawiamy Sabril- lek przeciwpadaczkowy bez rozpoznania padaczki zalecony Ignacowi (3 prawidłowe wyniki EEG chyba mogą być wiarygodne+ żadnych epizodów padaczki zaobserwowanych przez najbliższych)
Ponoć kto nie ma szczęścia w kartach, ten ma szczęście w miłości....A kto nie ma szczęścia do lekarzy?.... i diagnoz.....?
Tak czy inaczej znów umówię się na konsultację do dr Krauze z Wrocławia, bo to ponoć guru w dziedzinie epilepsji u dzieci. Tak dla spokojności.....

Czeka nas też wkrótce:
1. wizyta u ortopedy (stópki Ignasia +…

o mówieniu Ignasia słów kilka

Mam dokładnie 18 minut na napisanie tego posta. Potem- obudzi się Lew.

Dziś o 7:25 sympatyczny Pan Robotnik od pieca wyciągnął mnie z ciepłego łóżka i pogonił na sam dół, w celu otworzenia mu drzwi do naszej Twierdzy (remont mamy). No i od tego momentu zaczęło się matczyne pływanie po sieci, tak długo, że na samego posta zostało właśnie te 18, ups, teraz już 17 minut.

A chciałam krótko o mówieniu Ignasia, a raczej jego nie-mówieniu.
Bo niestety, mowy to nijak nie przypomina i choć Ignaś w lutym, czyli niebawem i lada dzień skończy 24+3 miesiące (co daje 27 jak strzelił w...), to z jego ust nie wypływa żadne konkretne słowo do Świata.
Ignacy komunikuje się niespecjalistycznymi gestami w stylu wyciągnięcie rączki w kierunku czegoś, czego akurat pragnie bądź spojrzenie w tę stronę. Werbalnie wcale nie jest lepiej. Gro dźwięków, które się  z niego wydobywają, to jeden niespecyficzny, choć modulowalny, jęk. Czasem uda nam się wydębić jakieś konkretne "aaa.....", albo prawie przyp…

"marcinowa" wyobraźnia...

Obraz
...stworzyła takie "dzieło":

Jak to dobrze, że otaczają nas życzliwi i utalentowani ludzie. Bez nich niektóre sprawy nie układałyby się tak harmonijnie i efektownie:) I tak- pewien nam przyjazny Marcin (wtedy właśnie, gdy mama ręce załamywała nad klawiaturą, pomstując na własne ograniczenia komputerowe i beztalencie)- zgodził się być tak uprzejmy, by stworzyć dla Ignasia przesympatyczną- przyznacie ulotkę. 
Czas rozliczeń PIT'owych to dla rodzin takich jak nasza, czas szczególnych wysiłków- innych od codziennych, do których specjalnych talentów (prócz samozaparcia i cierpliwości) nie trzeba posiadać. 
Na szczęście możemy liczyć na talent, wsparcie i serce osób takich właśnie jak On. Marcinie - dziękujemy Ci bardzo! I pomyślności życzymy we wszystkich projektach, których się podejmujesz. W dziedzinach wszelakich;)

A Wam? Jak Wam się podoba?