Pomocowo dla Babci Gosi.

Wiem, że czasem w życiu jest tak ciężko, że wydaje nam się, że gorzej już być nie może (przerabiam to od dwóch tygodni w każdy poniedziałek rano;)- potem na szczęście ten stan się ulatnia;)).

Daj Boże, jeśli chodzi tylko o nasze nastroje, przekonania, humory... Prędzej czy później mijają, zmieniają się, wracają do "normy". Żyjemy nadal i nawet nam się cieszyć chce z drobiazgów.

Ale bywa też tak, że pogorszenie dotyczy spraw o wiele ważniejszych i zasadniczych.

Tak się stało u pewnej Babci, do której czasem "zaglądam" na bloga http://pokochajciekubusia.pl. Babcia Gosia długo omijała rafy, potem zaczęła niedomagać, ale skrzętnie to ukrywała. Wiecie jak to jest: honor nie pozwala przyznać się do słabości, albo zwykły (choć dla mnie niezrozumiały) wstyd. Więc Babcia Gosia trochę się ukrywała. Pisała o wnuku, pisała o innych, ale nie pisnęła słówkiem o sobie. O swoich gigantycznych problemach. Bo po co?

Na szczęście w blogowym światku są też czujni Czytelnicy i Sympatycy. I Odkryli, co się dzieje naprawdę z Babcią Gosią. Już nie musi udawać. Teraz ona potrzebuje POMOCY. Naszej. Ludzkiej. Drobnej. Każdej.

Pielęgnuję w sobie przekonanie i zasadę, że jeśli mogę w jakikolwiek sposób pomóc, choćby drobny, nieznaczny- zawsze to robię, byle sensownie. Na drobną pomoc stać każdego z nas. Pewnie dlatego wszyscy jeszcze istniejemy na tym świecie. Dzięki wzajemnej pomocy i wsparciu.

Jeśli i Wy chcielibyście się przyłączyć do czegoś CENNEGO- zajrzyjcie na stronę Doroty, która otoczyła troską Babcię Gosię i zadała sobie trud rozpracowania jej sekretów. Tam są wskazówki, jak można pomóc.

Ponieważ dziś znów społecznie, jutro już będzie bardziej osobiście i "ignasiowo".

Pozdrawiam.

PS. Właśnie zbudził się Ignaś z popołudniowej drzemki. Ma  On taki zwyczaj, że tuż po przebudzeniu- jeszcze ciepły i chwiejny, sięga po smoczka- swojego najwierniejszego przyjaciela;) a zaraz potem, po najbliższą rzecz, którą mógłby się pobawić, poznać, poeksplorować. Tym razem była to książeczka z myślami kard. S. Wyszyńskiego. I jakby na tę okoliczność otworzył ją na takiej oto sentencji (czyżby nie przypadkowo????):

"Czuwajmy,
aby nie skamieniały nam serca, 
aby miłość rodziła
błogosławione owoce czynów
w codziennym życiu".


Ma chłopina wyczucie, czyż nie?:)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.