09 marca 2013

Skąd ON to WIE????

Natchniona podczytaną  diagnozą SI Justynki, wczesnym rankiem wczoraj, nim Ignaś zaczął nadawać z góry swoje poranne S.O.S. (w wolnym tłumaczeniu: "wyciągnijcie mnie z łóżeczka! Już nie śpię"), szperałam w sieci w poszukiwaniu Wiedzy. Ot, człowiek uczy się całe życie.

Ale najpierw trochę wspomnień...

Ignacy był bardzo spokojnym niemowlęciem. Sporo spał, mało ssał. Mimo to, po zażegnaniu pierwszej żółtaczki w pierwszym m.ż. jego napięcie  mięśniowe było na tyle dobre, że potrafił się w trakcie snu przewrócić z boku na wznak, albo zły, że ktoś go zmusza  do leżenia na brzuchu, szarpnąć główką w górę.
Jednak niechętnie reagował na przytulanie i mało się go domagał. Kochał spać. A my kochaliśmy jego, więc mu nie przeszkadzaliśmy. Gdyby jego historia potoczyła się inaczej niż się potoczyła (albo gdyby babcia miała wąsy;)), pewnie szybciej ktoś (czyt. Pani pediatra) rozpoznałaby jego kłopoty i zalecił stymulację SI.
Ale życie miało dla nas inny plan. Ignaś w 8 tygodniu wrócił do szpitala i to nie byle jakiego, tylko na chirurgię dziecięcą. Nikt wtedy nie myślał o stymulacji SI czy tym podobnych "drobiazgach". Myślano raczej o zarośnięciu (atrezji) dróg żółciowych i w powietrzu wisiało napięcie niebotyczne, o zagrożenie życia zahaczające. Ignaś dalej dużo sypiał. Budził się sam, albo na skutek interwencji mamy, na karmienie. Poza tym dostawał "jakieś tam" lumianle, był znieczulany ogólnie do zabiegu i cierpliwie znosił wszystkie obchody lekarskie, poważne miny, mądre terminy.

Z chirurgii przerzucono nas na oddział zakaźny. Jako tajemniczy przypadek z podejrzeniem choroby metabolicznej. A to wykraczało poza kompetencje chirurgów (i słusznie). Z racji szpitalnych podróży i warunków, Iggi rzadko zażywał kąpieli. Pora roku była zimowa, chłodna, szpitalne warunki- jakie są - niektórzy wiedzą, dość, że z wenflonami wkłutymi to tu to tam trudno było osłabione niemowlę, niekontrolujące główki kąpać nad umywalką albo w prysznicu dla dorosłych. Więc omijały go kąpielowe rytuały, nacieranie oliwkami, masowanie brzuszka i wszystkie te pieszczoty, których niezestresowani rodzice nie szczędzą swoim maleńkim bobaskom. Ignaś sypiał. Ponieważ bardzo rzadko wówczas płakał- nie był nadmiernie kołysany i lulany. Ot, głaskany delikatnie, by nie zbudzić maluszka albo nie przestraszyć. Ale pluszowego słonia od Cioci Asi i Wujka Michała lubił obserwować i tarmosić za uszy... rączkami sięgał po niego. Cóż, że przez 10 minut, a potem drzemka....
Już wtedy lekarz prowadzący sugerował konieczność rehabilitacji. Widział, że coś jest nie tak. Ale jak rehabilitować dziecko w szpitalu???

No właśnie. Gdyby to, gdyby tamto...

Dziś myślę, że przez to wszystko Ignasia ominął jakiś mega ważny etap w jego rozwoju. Że coś zostało okrutnie zaniedbane. Wszystkie te banalne zabiegi, które rodzice wykonują przy niemowlęciu u nas jakoś się zagubiły. Ignaś był niedostymulowany, najprościej rzecz ujmując.
A trochę bardziej specjalistycznie- jego system (czy też układ) przedsionkowy leżał odłogiem, zaniedbany, opuszczony, leżący i cichutko proszący o uwagę. Tak cichutko, że nikt tego nie słyszał.... nawet my:(
 No to się ów system nie rozwinął, niestety. I być może stąd obniżone napięcie mięśniowe, obecne problemy z koncentracją i ogólnie opóźniony rozwój psychoruchowy? Tak sobie kombinuję po trochu.

Gdy Ignaś nieco się wzmocnił- gdzieś w początkach zeszłego roku, zaczął entuzjastycznie reagować na różne zabawy, typu zwisanie głową w dół, kręcenie na rękach u mnie wokół mojej osi, huśtanie na boki w maminych ramionach. Do dziś to zresztą uwielbia, do czego doszły też różne poważniejsze akrobacje, na których widok co poniektórzy robią zgorszone miny. Grunt, że Ignasiowi się podoba. Albo trzymanie za rączki i bujanie jegomościa w poziomie.... Albo jazdy na kocyku.... Do tego wszystkiego Ignaś "musiał dorosnąć" w naszym odczuciu i dopiero pod koniec pierwszego roku życia zaczął z tego czerpać przyjemność.

Wszystkie te zabawy- wygłupy, łaskotki, przewrotki na pościeli- są jednocześnie wskazane przy stymulacji układu przedsionkowego!!!  Prawdziwi SPECJALIŚCI o  tym piszą i je polecają jako sposoby rehabilitacji domowej!!! Popatrzcie sami:

http://www.fundacjaokno.pl/przyklady_cwiczen.html

http://www.dzieci.org.pl/forum/neurologiczne-problemy-rozwojowe/podstawy-si-czyli-uklad-przedsionkowy-i-inne/

http://www.fundacjadzieciom.pl/fundacja.html,54,5


SKĄD IGNACY O TYM WIEDZIAŁ?????
DLACZEGO SIĘ ICH DOPOMINAŁ I NIGDY NIE CHCIAŁ PRZESTAĆ SIĘ TAK BAWIĆ??? (no, chyba, że mama zadyszana, albo zakręcona jak dziecięcy bączek, odmawiała mu posłuszeństwa)...

Już nie jednokrotnie otwierałam ze zdziwienia szeroko oczy, niedowierzając i jednocześnie chyląc czoła przed jego dziecięcą intuicją.... I teraz jest podobnie. Znów jestem poruszona i zamyślam się nad tym wciąż od nowa. I jak nic, wychodzi mi w tym równaniu, że przede wszystkim należy ufać w jego intuicję i możliwości. I z nimi nie dyskutować. Nie forsować drzwi, które na razie są zamknięte i szanować tempo i słuchać podszeptów, które Ignaś do nas wysyła swoją niewerbalną komunikacją. I czekać.

(choć to ostatnie jest takieeee trudne:( )


Czy to ma jakiś sens? Czy dziecko naprawdę wie, czego mu potrzeba dla zdrowia? Czy jest w nas jakaś kosmiczna siła, która pomaga nam odzyskiwać zdrowie, jeśli tyko jej nie zagłuszymy i nie rozdepczemy w dorosłym pośpiechu i nerwówce???

Czy to tylko moje romantyczne bzdury, natchnione bajdurzenia i oniryczne mżonki???

2 komentarze:

  1. Oczywiście, że dziecko wie, tylko nie ma nam jak tego obwieścić. Kilkutygodniowy Antoś żeby zasnąć nakładał sobie szczelnie kołderkę na twarz, by się na czas zaspiania odciąć od zbędnych bodźców. Początkowo walczyliśmy z tym upodobaniem, bo się przecież udusi. Ale po pewnym czasie szybkomokazało się, że albo będzie w pełni nakryty albo w ogóle nie będzie spał. Więc nakrywaliśmy kołdrą i tylko koczowaliśmy przy łóżeczku czy oddycha. Gdybym wtedy wiedziała, że SI jest tak ważna w rozwoju dziecka pewnie dziś nie miałby tak bardzo pod górkę. Ale gdyby babcia miała wąsy...

    OdpowiedzUsuń
  2. No właśnie.... gdyby....
    Na szczęście nasza świadomość słuchania dziecka coraz bardziej wzrasta. Lepiej później niż wcale:)

    OdpowiedzUsuń