01 marca 2013

Wysublimowany smak Ignasia i buty

Tematy są dwa, stąd taka nietypowy duet tytułowy:)


Otóż: mama postanowiła rozpieścić podniebienia swoich latorośli. W końcu chałka, maślana, pszenna, słodka (z miodem!) to rarytas niecodzienny na naszym stole (w przeciwnym razie, gdyby było inaczej, nie mieścilibyśmy się wszyscy i każdy z osobna w drzwiach naszego i każdego innego domu). A że Ignaś chudziutki, kościsty (i chyba przez te właśnie kości ciężki jak trzy licha), z wieczną niedowagą, tym bardziej trafiony to pomysł na śniadaniowe menu.
Mama wspomina ze zgrozą i ulgą jednocześnie czasy, gdy każdy gram na wadze Ignasia to było wielkie wydarzenie. Cotygodniowe, komisyjne ważenie, notatki skrupulatne w notesie, wciskanie 30ml mleka co trzy godziny, regularne pobudki, by Iggiego nakarmić.... Ostatnio się na nie natknęła właśnie, przeglądając papierzyska w poszukiwaniu jakiegoś jednego, szczególnie dla kogoś ważnego. I oto co znalazła:

06.06.2011- 5,645kg
17.06.2011 - 5,735kg (+90g)
27.06.2011 - 5,770kg (+35g)
20.07.2011 - 5,965kg (+195g!)
22.08.2011 - 6,160 kg
13.09.2011 - 6,690kg
29.09.2011 - 7,040kg
27.10.2011 - 7,420kg

Jaki z tego wniosek? Ano, taki, że od 7 m-ca życia do 10 m-ca życia Ignaś przybrał na wadze niecałe dwa kilogramy i to był wybitny wynik. Inna sprawa, że dziecko, które urodziło się z masą 3200g, przez pierwszych 7 miesięcy życia przybrało nieco ponad 2 kg! Wyobrażacie sobie naszą frustrację? Niepokój? Zaciekłe wysiłki o każdy wypity mililitr mleka (bo o żadnych stałych posiłkach wówczas nie było mowy).

Wszystkich tych koszmarnych wspomnień nie da się tak szybko wymazać gumką myszką. One siedzą w nas przyczajone i niepostrzeżenie sterują naszymi codziennymi decyzjami. I tak było z ową chałką rzeczoną powyżej.

Mama szykuje, smaruje masełkiem, miodem, podaje pod same usta i co? I nic.
Igi wykrzywia usta w grymasie pod roboczą nazwą "ble- daj mi spokój Kobieto" i ani myśli rozpocząć śniadanie. Mama otrząsa się z niedowierzania. Jak to?! Chałeczki?!! Przecież Twoi starsi bracia i tata daliby się pokroić za taką chałkę na słodko!!! Ignacy, miejże honor! styl! spróbuj chociaż....

Na nic się zdało przekonywanie i prośby. Mleczko- ależ proszę, jak najbardziej, przez rurkę, bo zabawniej, wypiję ze smakiem. Ale TEGO- nie tknę i basta.

Nie tak łatwo jednak matkę zbić z tropu i zmusić do złożenia broni. Wszak dziecko bez śniadania nie może wyjść z domu! A my dziś do lekarza się wybieraliśmy, do sąsiedniego miasteczka, bo tylko tam na NFZ przyjmuje sensowny ortopeda, do którego nie trzeba czekać pół roku.
I nagle zaświtała mamie myśl, że skoro w domu chleba nie ma, na tajenie kaszki już czas nam się skurczył, to są przecież CHRUPKI. Piękne, zdrowe, żytnie, wafelkowate, chrupkie, BEZ CUKRU! Samo zdrowie. Ignaś się kiedyś nimi zajadał w początkach swojej kulinarnej kariery. Więc może warto spróbować? I myk- pasta z makreli i jajek cienką warstwą i ostrrrrożnie pod nos i do ust podstawia. Uwaga.... Jest, poszło! Pierwszy kęs zakończony powodzeniem. Drugi- też, choć trzeba pomalutku. I tak- zamiast chałki z miodem, Ignaś wybrał na śniadanie chrupki z pastą rybną i szczypiorkiem.

I jak tu zrozumieć mężczyznę???

A teraz buty. Mamy w końcu wniosek do NFZ na BUTY. Wiosna się zbliża (wiem, bo wczoraj wracając wczesnym zmierzchem z odwiedzin u znajomych widzieliśmy z Ignacym wieeeelki klucz dzikich gęsi kołujący nam nad głowami!!!!, a one się przecież nie mylą;)), to i w buty trzeba chłopca naszego zaopatrzyć, bo a nuż zacznie pierwsze kroki stawiać właśnie tego lata??? Wstyd się przyznać, ale to "skierowanie" to prawie pół roku załatwialiśmy. Bo okazuje się, że nie każdy lekarz takie wystawić może, że kolejka pod koniec roku do lekarza, który może, i różne inne perturbacje nam przeszkadzały i w drogę wchodziły. A czas nagli.
Dwa "smoczkoluby":)
Więc w końcu się tak na poważnie zmobilizowaliśmy i po kilku niemiłych zgrzytach, o których już mi się nawet nie chce pisać- dość, że koniec jest na razie szczęśliwy i tego się trzymajmy- mamy ten papier u siebie w domu! Świeżutki, pachnący, pięknie wypełniony. Zgrozą tylko powiało, gdy Pan doktor powiedział, że NFZ niekoniecznie może dofinansować nam te buty, bo np. uzna, że nie są Ignasiowi potrzebne. Wypisał w rozpoznaniu pełno różnych informacji, żeby tylko nikomu tak w urzędzie nie przyszło do głowy, że Ignaś takich butów nie potrzebuje.
Oddawaj, Stary! To moje!
I wybieram się już w poniedziałek (chyba przed rehabilitacją, sama na razie nie wiem) do NFZ do Wrocławia z tym wnioskiem. Czy ktoś wie, ile się załatwia taką sprawę w NFZ-cie? Bo kompletnie nie wiem, jaki margines czasu mam na to przeznaczyć, a nie chciałabym zmarnować całego dnia na załatwienie tej jednej sprawy....

Wdzięczna będę za podpowiedzi od Osób zorientowanych w temacie:)

I na deser dzisiejszego posta kilka scenek rodzinnych z braćmi w roli głównej:) Smacznego!




4 komentarze:

  1. Oj, no po prostu facet lubi bardziej wytrawne potrawy:) Najważniejsze, że smakowało:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzień dobry :-)

    Może Państwo spróbujecie zmienić dziecku menu? Polecam:
    - Żywienie kobiet w ciąży oraz dzieci - http://www.stachurska.eu/?p=5829
    - Nie tylko pieczywo jest niezdrowe - http://www.stachurska.eu/?p=12204

    - O leczeniu wątroby - http://www.stachurska.eu/?p=5910
    - Ciągle się uczymy, dzieci są najważniejsze (z Bawarii)
    - http://www.stachurska.eu/?p=10202 .

    - Życie to białko - http://www.stachurska.eu/?p=3439 .
    - Źródła energii dla człowieka - http://www.stachurska.eu/?p=3383 .
    - Albo cukry, albo zdrowie - http://www.stachurska.eu/?p=2845 .

    Pozdrawiam Państwa!

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaminy, minerały, aminokwasy, w żółtkach jaj kurzych najlepsze - http://www.stachurska.eu/?p=1659 .

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję. Poczytam. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń