20 marca 2013

Zachwycające "bleble"

Tak!
Na tydzień przed makatonową randką Ignacy pokazał, na co go stać bez niczyjej pomocy!

Mój zachwyt wcale nie maleje, ale wręcz wzrasta z miesiąca na miesiąc. To, co Ignacy wyprawia w ostatnich 4 miesiącach (w czasie świąt Bożego Narodzenia zaczął niepewnie, na dystansach nie większych niż 15 cm, raczkować- dziś gania za starszymi braćmi w tempie wcale nie małym), przechodzi nasze najśmielsze wyobrażenie.

Zaczęło się od nauki lizania lizaków. Dziadek wpadł na ten pomysł, w celu rozkręcenia tego najsilniejszego mięśnia w człowieczym, a więc i ignasiowym, ciele. Nauka szła dość szybko, Ignaś posłusznie pokazywał języczek, jednocześnie okazując ogromny entuzjazm dla takich metod nauczania:) Dziadkowie są nieocenieni!

Jakoś na początku ubiegłego tygodnia Ignaś rozpoczął zabawę w smoczkogryzienie i przekładając smoczka namiętnie z ust do rączek i znów do ust coś tam sobie memłał po cichu. Niczego szczególnego to nie przypominało, ale było zdecydowanie inne niż dotychczas artykuowane przez niego dźwięki.

Z czasem bleblał i memłał sobie coraz bardziej spontanicznie, na przykład wsłuchując się w nasze wieczorne rozmowy przy kolacyjnym stole, jakby chciał zająć własne stanowisko w omawianej sprawie.
Jednak na prośbę, by powtórzył swoje wystąpienie, kompletnie nie wiedział, o co nam chodzi.

Z wystęsknieniem czekaliśmy na każde kolejne jego memłanie, ale Ignacy nas nie rozpieszczał, a bywały nawet dni, gdy całkowicie o nich zapominał i wyłączał z repertuaru.

W poniedziałek na rehabilitacji odkryłam z wielką radością, że ćwicząca obok Ignasia na sali około roczna dziewczynka (nie mająca tak dużych problemów rozwojowych, co on- widać to na pierwszy rzut oka) przez całą godzinę memłała sobie swobodnie dokładnie tak samo jak on! Ignaś jednak nie dołączył się do tej pogawędki, tylko bacznie obserwował koleżankę. Moich próśb o prezentację swoich wokalnych umiejętności nie słuchał uparcie i tylko nadawał swe ulubione "aaaaaa...".

Ale i tak zaświtało mi w głowie, że może to początek jego rozwoju mowy! Już nie pamiętam zupełnie jak to przebiegało u starszych chłopców...

I dzisiaj, jadąc na nasze coraz bardziej ulubione konie, poprosiłam tak z głupia frant Ignasia, żeby pokazał języczek. A on na to "blebleble"!!! No to ponowiłam swoją prośbę i znów usłyszałam upragnione bełkociki! Na zmienioną prośbę, bardziej konkretną- też odpowiedział bleble i tak już później cały dzień!
Co to oznacza???
Ni mniej ni więcej, że Ignacy świadomie już wypowiada te sylabizacje (jest ich oczywiście więcej niż tytułowe bleble, ale nie potrafię ich drobiazgowo i wiernie odtworzyć), spełniając nasze prośby i popisując się przed rodzinnym (i nie tylko) audytorium! I, rzecz jasna, zbierając siarczyste sałusy i mocne uściski wdzięczności od mamy:)

Jednego tylko żałuję. Że nie możecie tego usłyszeć na żywo....

3 komentarze:

  1. Brawo Ignasiu!!! To była oczywista oczywistość, że przeca Ty wszystko potrafisz tylko nie zawsze uznajesz za stosowane okazać co umiesz:D Ignasiowa Mamo, czy popłakałaś się jak bóbr? Bo ja się przy pierwszym słowie Antosia spłakałam do imentu:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Aniołki moje, Babcia „powraca z dalekiej podróży”. Myślałam, że już tym razem nie dam rady... DAŁAM !!! , bo Wy mi pomogliście. To najpiękniejszy podarunek, jaki w życiu otrzymałam .
    Jeszcze tylko troszkę, i będzie całkiem dobrze!! Moje „dzieci wirtualne” i wnuczęta cudowne ! Dziękuję !!! Przytulam Was całym sercem…tak mocno, jak już potrafię. I …połykajcie niesmaczne lekarstwa, choć buźki się krzywią. Babcia dużo ich połyka i zdrówko wraca…Buziaczków miliony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Baaardzo się cieszymy z Twojego Powrotu. A jak to było w Piśmie? Babciu Gosiu? "Proście, a będzie Wam dane."....
      Uściski mooocne.

      Usuń