Jedziemy

Jutro. Po 17:00. 
Ładujemy się wszyscy, całą piątką, do naszej fury i ruszamy w świat.

Jako, że podróżowanie w kierunku Warszawy jest dość mozolne, z pewnym niepokojem myślę o tej wyprawie. Ignacy się zmienia. Już nie jest tylko luźnym tobołkiem, montowanym w dziecięcym foteliku i lustrującym wzrokiem ograniczoną przestrzeń samochodu.
Ignaś jest aktywny. Denerwuje się, kiedy jesteśmy podekscytowani. Nie lubi monotonii autostradowych nitek. Nie przepada za mrocznym wnętrzem auta, gdy zapada zmrok. W dzień zaś fundować jemu i sobie żółwie tempo dróg łączących Wrocław ze stolicą to jakoś nie wypada, nie godzi się wręcz. Więc noc nam pozostaje. A nuż Ignaś zaśnie, kołysany mruczandem sączonym do prawego uszka?

Ogólnie jestem pod pozytywnym wrażeniem organizacji całej uroczystości przez Fundację Promyk Słońca. Czuję się zadbana, poinformowana, poważnie potraktowana z najmniejszymi nawet wątpliwościami czy pytaniami. Mam nadzieję, że sama uroczystość przebiegnie też sprawnie, miło i przyjemnie, bo tak właśnie konsumpcyjnie zamierzam spędzić ten czas.

Potrzebujemy pozytywnych emocji.
Cała nasza rodzina. 
Od najmłodszego, po jej najstarszego członka. 
Potrzebujemy serotoniny, jak  pszczoły wiosny i kwitnących tulipanów.
Po dwóch i pół latach szarpaniny emocjonalnej, której końca, niestety, nie widać, pozytywne wrażenia i przyjemne wspomnienia są dla nas na wagę złota. Mozołu i trudu mamy aż nadto w codzienności naszej, by napinać się na powagę i elegancję, rozważania, postulaty i dyskusje. Które najczęściej i tak prowadzą na manowce....

Szykujemy się więc na zwiedzanie sal Sejmowych, robienie pamiątkowych fotografii i poznawanie nowych ciekawych ludzi, których podczas Gali na pewno nie zabraknie. 

A Ignaś?
W sobotę stał się posiadaczem swoich pierwszych czterech kółek z napędem "per pedes".
Nie obyło się bez niepewności, gdyż chodziki produkowane są dla dzieci  w wieku od 9 do 18 góra miesiąca życia. Ignaś już dawno zapomniał, jak to jest, gdy się liczy półtorej wiosny. Wygląda jak szczypiornista w przykrótkich spodenkach po młodszym bracie. 
Ale chodzik kazano nam kupić. Ma go pchnąć dalej. Dać mu motywację do pokonywania przestrzeni w pozycji charakteryzującej Homo Sapiens. No to kupiliśmy wehikuł w kolorze blue. 
I czekamy na rozwój wypadków.

W ogóle ten weekend był czadowy. Słońce wybuchło nam nad głowami! Zalało potokiem złota nasz skromny ogródek. Dodało energii zastanym kościom. Obudziło grabki, sekatory, łopaty z zimowego letargu. 
Matka oszalała, wstawiając chyba z osiem prań.
Ciocia Ola sadziła kwiatki w wiosennym odurzeniu.
Tata wiercił, kleił, składał, skręcał.
Dzieciaki w końcu robiły sobie pauzy od komputera bez wyciągania ich za uszy z zaciemnionych czeluści pokoju. I oficjalnie otworzyły sezon grillowy, smoląc kiełbaski na ruszcie i spiekając świeże bułki, by były świeże jeszcze bardziej.

Ignaś sprawdzał, co to dla niego wszystko oznacza. Nie zasnął dziś na spacerze i czuwał ładnych 6 godzin do przedpołudniowej drzemki. Ostatecznie, rytualnie, położony w wielkim łóżku rodziców, podśpiewywał radośnie całe 10 minut, po czym padł. I spał do 16.00.
Zaznajomił się też z pierwszą trawą, co nie było takie bezproblemowe, bo kiedy dotknął jej pierwszy raz rączkami, odskoczył, jak oparzony rozgrzanym żelastwem. Na takie wrażenia jego dłonie, jak widać, nie były przygotowane. Nadwrażliwość nie śpi. Ale na szczęście da się okiełznać i przełamać. Bo już dzisiaj, świadomy, że- jeśli chce się swobodnie poruszać po całym terenie ogrodu- musi się z trawą zaprzyjaźnić (no, chyba, że Homo Sapiens), zasuwał po trawniku bez większych przestojów, nie bacząc na łaskotanie i obce mu dotąd wrażenia dotykowe. Ciekawe, jak będzie z piaskiem?

Poza tym staramy się nauczyć Ignasia naśladowania różnych gestów- tak potrzebnych przy Makatonie, który staramy się powoli wprowadzać- i codziennie (no, prawie) odsłuchujemy z nim program podstawowy Knilla. Ze wszystkich poleceń samodzielnie Ignaś potrafi klaskać i dziś zaczął klepać się po głowie.Nie jest to, niestety, nic nowego- bo obie te czynności potrafił wykonywać wcześniej i znów dopadają mnie obawy, jak to z nim będzie? Czy nauczy się pocierać dłonie, klepać po brzuszku czy kołysać?
Na razie nauczył się odstawiać kubeczek z piciem na blat stołu, zamiast zrzucać go nonszalancko, gdzie popadnie. To już coś. Nabiera ogłady.

I tak to pierwszy pełen weekend kwietniowy spędzony w domu mamy już za sobą.
Jutro w drogę. 

Niepokoi mnie tylko tak znikomy odzew na propozycję przekazania Theratogsa. Czyżby naprawdę żadne małe dziecko go niepotrzebowało i będę musiała go wynieść do śmietnika????

Komentarze

  1. W sprawie kombinezonu, to ja bym rzuciła hasło- mailem po fundacjach.

    OdpowiedzUsuń
  2. W przypadku Knilla nawet jeśli się tego nie nauczy do taktu muzyki...to efekt i tak będzie osiągnięty bo kora przedczołowa jest w tym czasie przyjemnie stymulowana, nawet gdy mama to czyni dłońmi. I na pocieszenie...Antek Knilli szczerze nienawidził, nie tylko przez nadwrażliwość słuchową,po prostu nie spodobało mu się i już. Na poczatku, kilka miesięcy dzielnie walczyłam, pitem odpuściłam bo właśnie zwątpiłam już, że Antek te umiejętności ogarnie. Po dwóch tygodniach od odpuszczenia Knilli Antoś sam z siebie zaczął pocierać łapki i klepać się po nogach. Takie to duchy przekory czasem te nasze dzieci- nigdy nie znasz dnia ani godziny kiedy zaskczą:)

    OdpowiedzUsuń
  3. O. Dziękuję za wsparcie. Więc będziemy ćwiczyć uparcie;)
    Pozdr.

    OdpowiedzUsuń
  4. W sprawie kombinezonu- napisałam już na maila: mamaiggiego@wp.pl
    Bardzo chętnie wzięłabym go dla mojego synka
    Dominika T.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.