29 kwietnia 2013

O Stasiu, Theratogsie i trzech dniach w jednym

Wczoraj zdarzył się dzień niebywały!

Jak podsumował go Tato: "Uwielbiam takie dni- wydaje ci się, że minęły już trzy- tyle się działo- a to nadal ten sam!"

Więc tak właśnie było wczoraj...
Zaczęło się od pobudki Taty o 6:30 w celu pomalowania pokoju gościnnego na jaskrawą biel (z wyjściowego jaskrawego pomarańczowego, pozostawionego przez ostatnich gospodarzy). Za tydzień zjadą się do nas goście, Średni syn przystąpi do Komunii, więc chcieliśmy jakoś odświeżyć kąty.

Następnie, około 9:15 Mama z Najstarszym pojechała do Oleśnicy, na przegląd umiejętności uczniów z ognisk muzycznych. Mama wykorzystała ten czas na krótki relaksik w akompaniamencie klasyków muzyki poważnej, Najstarszy zagrał swoje dwa utwory i natychmiast zaczął dopominać się o telefon komórkowy, w którym jakiś Poe był głodny....

A jak już wyrwaliśmy się we dwójkę z domu- co zdarza się nieczęsto ostatnio- to trzeba było to należycie uczcić. Najlepiej wyprawą do Wrocławia. Co też uczyniliśmy.

W tym samym czasie Tato z Ignasiem pojechali na "koniowanie". Bo to przecież sobota.

Najmniej wdzięczne zadanie otrzymał Średni syn- ogarnięcia mieszkania, z czego jednak wywiązał się znakomicie, choć pewnie nie był najszczęśliwszy pod słońcem...

Jak już zjechaliśmy wszyscy do domu i zasiedliśmy w komplecie do obiadu, czuliśmy się, jakby właśnie jeden dzień był już za nami...

A to dopiero preludium było.

Ledwie talerze zjechały ze stołu, już do drzwi się rozległ dzwonek i odwiedzili nas Goście.
Szczególni. Nieznani nam wcześniej, choć oczekiwani.

Poznaliśmy Stasia i jego Mamę- Olę i Stasiowego Tatę- Pawła. Staś z Rodzicami przyjechał do nas odebrać kombinezon Theratogs, który postanowiliśmy wypuścić w świat, na pożytek innych małych, walecznych dzieci, zmagających się z niepełnosprawnością...

I Staś właśnie się zmaga. Codziennie dzielnie ćwiczy i metodą Vojty i Bobathami. Jego Rodzice bardzo się starają zapewnić mu jak najlepszą opiekę wszelaką, i nawet okazało się, że niektórych lekarzy znamy my również:) Staś okazał się sympatycznym rocznym Brzdącem, który wypisz- wymaluj przypomniał mi Ignasia sprzed 1,5 roku! Choć Staś już teraz umie więcej niż Ignaś w jego wieku. Umie np. pełzać, gaworzyć po swojemu, świetnie kontroluje główkę, podaje rączkę do powitania i - jak tylko ośmieli się w nowym otoczeniu, co rzecz jasna zabrało mu chwilkę- śmieje się serdecznie do Mamy i Taty, i nawet naszego Średniego syna obdarzył kilkoma uśmiechami.

Ignaś był zainteresowany Stasiem umiarkowanie- nazwijmy to tak, ale nastawiony był do niego najwyraźniej życzliwie (zwłaszcza, że otrzymał od Stasiowych Rodziców zestaw kręgli i wiatraczek wodny, za który jeszcze raz dziękujemy!- więc nie miał powodów, by burmuszyć się na swojego młodszego kolegę, który przykuwał uwagę wszystkich zebranych podobnie jak Ignacy. Myślę, że nawet cieszył się z towarzystwa bratniej duszy, i po raz pierwszy w życiu mógł się poczuć od kogoś większy i starszy!;)
Pamiątkowe ujęcie trzech Słodziaków...

Nie mniej ciekawe było dla niego uwodzenie Stasiowej Mamy, prowadzenie z nią dyskusji na tematy wszelakie, ściąganie Stasiowi skarpetek i wchodzenie po schodach na pięterko! Tu muszę zaznaczyć, że opanowanie tej żmudnej i wymagającej sztuki wdrapywania się po schodach, wszystkich 12- dodam skrupulatnie, zajęło Ignasiowi..... półtora miesiąca (tak się nauka zaczynała)!
Teraz musimy naprawdę uważać na niego, bo wspina się na wszystkie schody w takim tempie i z taką gracją, że Matka powinna mieć niechybnie już oczy dookoła głowy.

Przekazaliśmy więc Stasiowi i jego Rodzicom kombinezon Theratogs, o którym pisałam TU i w ten oto sposób nasz pierwszy kombinezon zdobył nowego Właściciela i wyruszył w szeroki świat.

Mam nadzieję, że przyda się Stasiowi! Ignaś, gdy zakładaliśmy mu go po raz pierwszy, też- podobnie jak teraz Staś, był wiotki centralnie i miał wzmożone napięcie na obwodzie ciałka. Tym samym nie potrafił samodzielnie stabilnie siedzieć i wszystkie pozycje ciała w pionie sprawiały mu ogromną trudność i kosztowały mnóstwo wysiłku. Oby Stasiowi ten kombinezon też pomógł unormować napięcie w ciele i poprowadził go do kolejnych osiągnięć w rozwoju fizycznym. Trzymamy za Ciebie, Stasiu, moooocno kciuki!
Sesja zdjęciowa była krótka- Ignacy już mknie odebrać mi telefon:( W tle- Ola ze Stasiem i bałagan w pokoju;)

Po wizycie naszych Gości czuliśmy się tak, jakby minął kolejny dzień, a to wciąż była sobota! Tato już dawno skończył malować pokój, otrzepał kurz z czoła i zakomunikował nam, że na wieczór wybieramy się do.... znajomych. O tym, co działo się potem, nie będę pisać, dość, że po powrocie naszych Panów (Mama z Ignasiem wylądowała w domu wcześniej z powodu ogromnego zmęczenia z powodu ogromu wrażeń), wszyscy czuliśmy, jakby właśnie minął trzeci dzień:)
A to wciąż była sobota:)

Dobrze, że nazajutrz (czyli dziś) przyjechała Ciocia  Ola z caaaałą michą pierogów na obiad.
Po tak intensywnym dniu, jak wczoraj, nie miałabym po prostu siły pichcić posiłku dla sześciu chłopa i dwóch Pań!


1 komentarz:

  1. :)
    Fajnie czyta się takie wpisy:)

    Niech Ignasiowy kombinezon służy Stasiowi:)

    Uściski
    A.

    OdpowiedzUsuń