22 kwietnia 2013

Stereotyp

Istnieje takie społeczne przekonanie, że to córka pomaga matce najczęściej w domowych pracach (przynajmniej pokutowało ono za czasów mojego dzieciństwa;)). Oraz, że to ona właśnie jest z matką bliżej, zwłaszcza gdy okres buntu adolescencyjnego przeminie i młoda kobieta zaczyna naturalnie poszukiwać wsparcia w starszym kobiecym pokoleniu.
Mając je gdzieś głęboko zakotwiczone z pewnym smutkiem (? - nie wiem w tej chwili, czy to najlepsze określenie) witałam na świecie kolejnych synów. Cóż- perspektywa samotnego obierania ziemniaków czy mycia  stosu naczyń dla coraz większej gromadki facetów jakoś nie napawała mnie optymizmem...
Tymczasem...

Wczoraj (i przedwczoraj, i przed-przedwczoraj i przed -x3 itd) nasz 12-letni syn zaproponował, że uśpi Ignasia. I obiektywnie trzeba przyznać, że misję tą zrealizował na zaskakująco wysokim poziomie:) 
Ignacy uwielbia zasypiać z bratem, czy to na drzemkę popołudniową, czy to wieczorem. 


Zdarzyło się nawet, że musiałam oddać walkowerem którąś próbę uśpienia Ignasia i zwrócić się o pomoc właśnie do najstarszego syna.... 

Nie wiem na czym polega ta magia braterskiego "lulania", wiem natomiast, że działa niemal niezawodnie. Ponoć A. ma jakieś swoje tajemnicze chwyty, obezwładniające wierzgającego i rozbawionego Ignasia, które zawsze działają...

Taki jest finisz braterskiego usypiania:)
Historia ta, dość świeża w naszym rodzinnym katalogu, zwróciła moją uwagę na jeszcze inną sprawę.

Bo, gdy A. usypiał Ignasia, ja nagle miałam wolny czas.

I nie za bardzo wiedziałam, co z nim zrobić? Jak go wykorzystać? 

W takich sytuacjach natychmiast pojawiają się we mnie dwa, znane od wieków, uczucia: niepewność i wyrzuty sumienia. Dotyczą zazwyczaj tego samego dylematu- czy to tak może być? Czy nie powinnam jednak wziąć na siebie tego obowiązku? Czy nie nadmiernie obciążam mojego, bądź co bądź 12-letniego i bądź co bądź syna? 

A zaraz potem zapytałam samą siebie, czy gdyby to była moja córka- to czy miałabym takie dylematy wobec dziewczynki? Czy jakoś łatwiej byłoby mi ją "wkręcić" w tego typu obowiązki?

Inna sprawa, że nasi chłopcy są naprawdę pomocnymi, dobrymi dziećmi- jeśli mogę ich tak nazwać infantylnie trochę, ale chyba adekwatnie zarazem. Nie dość, że uczą się bez większego trudu na bardzo wysokim poziomie i nigdy nie przeżywaliśmy (jak dotąd) żadnych niepokojów, związanych z ich edukacją, często dają nam mnóstwo powodów do dumy, to także wyśmienicie zajmują się Ignacym, potrafią rozbawić go do łez, wykąpać, rozebrać, podkarmić i ostatnio nawet uśpić- jak się okazuje:) 

Trochę mnie to zadziwia, ogromnie cieszy. Nie wiem, jak jest w innych rodzinach, gdzie dzieci jest więcej niż dwoje? Nie mam porównania... nie znamy drugiej, tak licznej jak nasza, rodziny, w dodatku z niepełnosprawnością w tle (no, chyba, że podczytywany przez mnie w sieci blog pewnej mamy 5 chłopców - Liście Aleksa). Tak czy inaczej wiem, że Ignaś dobrze trafił, mając obok siebie takich fajnych, mądrych i wrażliwych braci. Wiele się może od nich nauczyć- jeśli tylko zechce i jeśli tylko będzie mógł...


I właściwie to tyle miałam dziś do opowiedzenia. 
Dobranoc:)

3 komentarze:

  1. Stereotyp stereotypem a rodzina to podstawa.
    Masz fantastycznych chłopców (zdjęcie u góry jest naprawdę rozczulające). Myślę, że dobrze, że angażują się w pomoc bratu. To uczy ich absolutnie szczególnej wrażliwości i odpowiedzialności.. Jasne, że szkoda, że nasze dzieciaki (te zdrowe) muszą przechodzić właśnie taką szkołę życia, ale trzeba we wszystkim szukać tego, co najlepsze.. I tak sobie myślę, że w takim braterstwie najlepsze jest to, że więź i miłość między chłopcami jest i będzie absolutnie wyjątkowa..

    Dobranoc:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję za miłe słowa obu Paniom:)

    OdpowiedzUsuń