30 maja 2013

Drobne powody do wielkiej radości

To prawda, że życie u boku niepełnosprawnego dziecka wyzwala radość z drobiazgów.


Dyskutowałabym jednak czy jest to "wartość dodana" takiego rodzicielstwa...

Gdy zdrowe, rozwijające się dziecko powie pierwszą sylabę- cieszymy się równie szalenie, i taka sama nas rozpiera duma. Tym niemniej być może czar osiągnięć dzieci "niestandardowych" polega na tym, że im dłuższe oczekiwanie w napięciu i niepokoju na pojawienie się nowej umiejętności, jakiejś pozytywnej zmiany czy drobnego chociaż kroku w stronę sprawności i "zdrowia" właśnie, tym większa gabarytowo i intensywniejsza ta radość... bo okraszona niewiadomą właśnie, jakąś ujemną aurą, od której- gdy się odbijemy w normalność- wychylenie wahadła emocji jest większe, polukrowane dodatkowo ulgą i wdzięcznością, że może nie będzie aż tak źle, jak nam zapowiadano.
Im coś trudniej dostępne, tym wydaje się wartościowsze- to jakby to samo, prawda?

Tym niemniej- słowo wstępu miejmy już za sobą, a teraz do rzeczy:)

Być może nie wszyscy wiecie, że jestem zagorzałą fanką Franków:)
Franiów, którzy dają nadzieję:)...i  Franiów, którzy idą naprzód, choć im tego nie wróżono:)

Takie Małe Perełki potrzebne są w codziennej pracy nad usprawnieniem każdego Malca. Dodają otuchy. Usensawniają pewne, bezsensowne wydawałoby się, rytuały, działania, żmudne ćwiczenie wciąż tego samego bez większych widocznych efektów. Aż w końcu, nie wiadomo dokładnie kiedy, jakoś cichutko, bez fanfar i fajerwerków, nadchodzi Zmiana! Początkowo człowiek przeciera ze zdumienia oczy i do końca w nią nie wierzy. Zrzuca na przypadek, zbieg okoliczności, testuje, czy Zmiana się powtórzy, czy pojawi się spontanicznie w niedługim czasie. I, dopiero po wykonaniu tego szeregu minitestów zaczyna się cieszyć tak na prawdę, do bólu, do kości niemalże.

O takich zmianach chciałam dziś opowiedzieć właśnie.

I tak- "Zmiana One": Ignaś naprawdę sięga po zabawki! W wieku 2,5 latek interesuje się nimi i poszukuje okazji do manipulowania nimi samodzielnie:) Nie wiem, ilu z Was zrozumie radość, jaką nam to sprawia! Bezgraniczną niemal - zapewniam.


Daleko mu jeszcze do budowanie wieży z klocków, puszczania samochodzików czy kopania piłką, niemniej jednak krok pierwszy został osiągnięty. Jeszcze w tym roku, na początku, zabawki mogły właściwie dla niego nie istnieć. No- czasem je zauważał, ale kompletnie nie wiedział, jak się z nich korzysta i do czego służą (np. do czerpania radości z zabawy i satysfakcji z własnych możliwości manualnych;)).

 Do tego, niejako w bonusie jakimś niespodziewanym, Ignac coraz częściej prosi o sprzęt do rysowania! ("Zmiana Two").
Już jakiś czas temu poważnie zaopatrzyłam się w sklepie papierniczym w niezbędne oprzyrządowanie, zainwestowałam nawet w niebanalne kredki, w niebanalnej cenie. Cóż- obudzenie i wyzwolenie tkwiących w nim malarskich talentów i pasji jest warte każdych pieniędzy;) Kredki czekały, czekały, czasem przykuwały Ignasia uwagę na chwilę, może dwie. Najczęściej lądowały w buzi bądź na podłodze z hukiem niemałym. Aż się doczekały. Ignaś nie rysuje- to prawda. Jego rączki nie mają tyle siły, by porządnie docisnąć kredkę do powierzchni papieru i zostawić na nim wyrazistą linię. Jego rączki nie potrafią też wykonać płynnie żadnego sensownego ruchu w postaci kreski, kółka czy tym bardziej innej, skomplikowanej figury. Nie ma to jednak znaczenia w obliczu tego, że Ignaś CHCE RYSOWAĆ. A odpowiednie zaangażowanie jest dobrym predyktorem sukcesu:) Cóż- kredki nadal wytrzymują próbę skonsumowania ich, wciąż nie rozlatują się na drobny mak pod wpływem uderzenia o podłogę i coraz częściej zostawiają delikatne smugi na papierze, wykonane rączkami Ignasia:)

W parze z tymi umiejętnościami idą też próby radzenia sobie samodzielnie widelcem podczas posiłków. Ignacy coraz częściej daje nam do zrozumienia, że wolałby jeść sam, bez pomocy Mamy czy Taty. Cóż, że podłoga wtedy wygląda jak klepisko kurnika? A połowa porcji makaronu ląduje ukryta za plecami Ignaca w foteliku? Ignaś chce sam i basta:)

Bardzo mnie cieszą te próby usprawniania "dużej motoryki" mojego Synka. Wynikające wyłącznie z jego wewnętrznej potrzeby zdobywania coraz większej sprawności w otaczającym go świecie. To dobry znak! Czuję to gdzieś w trzewiach.
Choć niepewność tkwi we mnie równie głęboko, co nadzieja i wiara.

7 komentarzy:

  1. Małymi kroczkami do przodu.
    Najważniejsze że CHCE.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Małe słowa wielkiej otuchy:)*

      Usuń
  2. Oj, jaki piękny wstęp.
    A rozwinięcie jeszcze piękniejsze.
    Rozumiem doskonale Twoją radość.

    Pięknie Ignaś!!! Cudnie:)
    Oby więcej takich zmian:)
    Najbardziej niezwykłe są te niespodzianki serwowane nam przez dzieci, prawda?

    Cieszę się ogromnie:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się cieszę ogromnie- z naszych i Waszych postępów. Uściski:*

      Usuń
  3. Drobne powody? Jak dla mnie to one są kosmicznie, astronomicznie wielkie!!!! Przecież chcieć to móc, kwestia czasu!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratuluję! Tak bardzo się cieszę!!! :)
    Pozdrawiam najcieplej!

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję- radość dzielona to podwójna radość...
    Dobrze, że jesteście z nami... choćby i tyyyle km stąd.
    Uściski dla Obu Pań (i Rodzin).

    OdpowiedzUsuń