Jak to się mogło stać?

Od tygodnia zachodzę w głowę i zadaję sobie pytanie: "Jak to się mogło stać?"
I nie chodzi o to, żeby znaleźć sobie dobre usprawiedliwienie i wymieść zalegające poczucie winy zza kołnierza. Chciałabym to po prostu zrozumieć. Nic więcej.
Więc kompletuję sobie różne wytłumaczenia, o różnym stopniu skomplikowania i wirtuozerii intelektualnej. Ale zawsze wychodzi na jedno:
trywialne- zdarza się.

Czy aby na pewno? Czy może nam się COŚ takiego zdarzyć? Czy zdarza się ogólnie, czy zdarzyło się tylko mnie? Jak się do tego ustawić? zapatrywać na to? pobłażać czy raczej piętnować?

Na kilku blogach (U dzielnego Frania  i Walecznego Aleksa) rozgorzała dyskusja o tym, do czego rodzic niepełnosprawnego dziecka ma prawo, a do czego nie? Czy ma w ogóle jakieś prawa, poza pielęgnowaniem swojego chorego dziecka i obowiązkowej koncentracji na jego życiu? Ta dyskusja trwa zresztą nie tylko w blogosferze... Miesiąc temu (znów coś przegapiłam;) ukazał się materiał w "Wysokich obcasach" na temat kampanii Nie mażę się - pisała o niej też Mama Precla, ale wtedy mnie to jakoś nie ruszyło za mocno, więc przemilczałam. Dopiero ten artykuł, który miałam okazję przeczytać dzięki uprzejmości Pani Kasi- ćwiczącej wówczas z Ignacym i taktownie nie angażującej mnie w tamtej chwili w pomoc przy zajęciu jego uwagi, poruszył we mnie coś drżącego. I jakoś tak skomponował się z moimi rozmyślaniami o wypowiedziach na wspomnianych blogach, i z tym zdarzeniem, z powodu którego pytam samą siebie "jak to się mogło stać?"...

Dziś spotkałam znajomą sprzed lat. Razem studiowałyśmy- piękne czasy.... Ponieważ nie było nam bardzo do siebie blisko w tamtym okresie- kontakt urwał nam się naturalnie wraz z obroną pracy magisterskiej. A dzisiaj- wchodzę do Centrum Bobath i kto się wynurza z gabinetu???? Aneta:)

Pochwalę się, a jakże- poznałam ją od razu! W drugą stronę było gorzej... co jest? Tak zbrzydłam, utyłam? postarzałam się? a może po prostu spoważniałam? Nieistotne.
Krótka pogawędka, którą sobie ucięłyśmy uświadomiła mi po raz kolejny wyświechtaną prawdę. Dla każdego szczęście oznacza co innego. Koleżanka nie założyła rodziny. Pracuje. Bezdzietna. Sama dla siebie Panem, Sterem i Okrętem.  Dzieci spotyka w pracy. Chore dzieci też. Wystarczy jej to. Naogląda się, nasłucha, nie tęskni. Jej szczęście jest inne niż moje.
I wiecie, co odkryłam? Że nie zamieniłabym się z nią ani na chwilę! Pomimo Ignasiowej choroby. Ja tak właśnie jestem szczęśliwa. Mogę? Mam prawo? Wypada?
Wypada się cieszyć i czuć szczęśliwą- tak globalnie, reasumując, nie faworyzując żadnej zmiennej nad inne- będąc rodzicem niepełnosprawnego dziecka? Codziennie maszerując na ćwiczenia, rehabilitacje, wizyty kontrolne?

Na ile dajemy sobie prawo do normalności? Na ile inni- obserwatorzy naszego życia- dopuszczają taką ewentualność?
Czy możemy chodzić do kina? na piwo? na kawę ze znajomymi? wyjeżdżać na wakacje? korzystać z Kinecta? tabletów? I'Phonów? Cieszyć się? Żartować? Leniuchować pod gruszą?

Czy możemy..... zapomnieć na śmierć o rehabilitacji naszego syna czy córki i pójść z nim/nią beztrosko na spacer albo na zakupy w tym czasie?????;)

***

Eye-Q działa. Właściwie nie wiadomo, czy to Eye-Q, czy ukryty potencjał mózgu mojego synka. Czy też kombinacja tych dwóch czynników:)
Dość, że dziś rano po obudzeniu Ignacy wyciągnął rękę po książeczkę z bajkami. I nawet trochę poczytaliśmy i poobserwował ilustracje. Coraz chętniej też manipuluje przy zabawkach interaktywnych, uruchamia różne dźwięki na różne sposoby, skupia się dłużej niż 30 sekund. Ale obrazków nadal nie chce segregować, układać, dopasowywać. I basta. I stań na rzęsach, jeśli chcesz, a i tak nic to nie pomoże:) Twardziel jeden.

***
Tydzień po moim poście o placach zabaw spotkałam PO RAZ  PIERWSZY w naszym mieście dziewczynkę z Zespołem Downa w piaskownicy! Hura! Nie jesteśmy sami! Brawo!
Kolejnym razem wymieniam się telefonami;)

Komentarze

  1. Też bym się nie zamieniła.
    A co na starość, jak pójdzie na emeryturę, kto wypełni jej wolny czas (pustkę) ratlerek?

    Zazdroszczę (w pozytywnym sensie) towarzystwa na placu zabaw. Dzieci nawet bawią się z Aleksem, ale z rodzicami (jeśli się tacy pojawią) nie potrafię złapać kontaktu.
    Coś ze mną nie tak :/

    Pozdrawiamy. :* dla Ignaca

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam serdecznie :)
    Możesz mi napisać gdzie kupujesz Eye-Q,i jak go stosujesz ?(dawka,jak często,przed czy po posiłku ).?
    Z góry serdecznie dziękuję i pozdrawiam;
    Mama krystiana
    http://krystianek-autyzm.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj. Eye-Q kupuję w aptece- można bez recepty. Ale warto skonsultować podawanie z neurologiem, słyszałam, że nieprawidłowy zapis eeg jest przeciwwskazaniem do stosowania. Podaję po 5 ml dziennie w trakcie jakiegoś ciepłego i płynnego posiłku. Ignaś przeważnie radzi sobie z tym dobrze- choć musze dzielić na mniejsze dawki, bo 5 ml tłuszczu każdego by zemdliła:)
      Pozdrawiam.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.