08 maja 2013

Już po:)

Zastanawiam się, czy fakt, że moje przerwy w pisaniu stają się coraz dłuższe, wynika jedynie z nawału spraw różnorakich w realu (jak np wspomniana Komunia Średniego syna, którą organizowaliśmy w domu)? czy też inna jest przyczyna mojej falującej natężeniem więzi z blogiem?

Czyżby lęku we mnie mniej? Czyżbym zdążyła się już przyzwyczaić do niepełnosprawności mojego dziecka? I dlatego mniej dramatycznie we mnie jest? Spokojniej?
Myślę, że tak.
Najtrudniejszy jest ponoć pierwszy rok. Szok. Trzeba się zmierzyć z nieznanym, oswoić nowe, odszukać bezpieczne algorytmy- jeśli oczywiście jest taka możliwość. Wydeptać nowe ścieżki.
Drugi rok jest już łatwiejszy, choć nadal zdarzają się pewne perturbacje, ale człowiek już ma wyobrażenie, czego może się spodziewać, jak postępować, cierpienia mniej, niepewności, buntu i niezgody.

Pozostaje zwyczajność. Zwyczajne troski i zwyczajne zachwyty.

Takie jak np te:

Nudzi mi się.... na spacerek poszedłbym, albo coś porobił.....

Pomagam mamie gotować obiad!

A po robocie- przyjemność się należy;)

4 komentarze:

  1. Cudne zdjęcia!!!:)

    Anita, wiesz co, chyba rację masz w tym spokoju.
    I we mnie sie on już rozgościł po ostatniej diagnozie Franka - juz się tak nie ciskam, nie wściekam i nie panikuję.

    Uściski dla Was:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może proporcjonalnie do doświadczenia szybciej nam to przychodzi? Z Twojego wpisu tak by wynikało:) Pozdrawiam Waszą całą rodzinkę:)

      Usuń
  2. Czyli jest tak jak powinno być.
    A bedzie jeszcze lepiej :-)
    Jak to mówią "tylko spokoj nas uratuje "

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pocieszające to, co piszesz.... Czekam więc.
      Tego spokoju to też się chyba trzeba szukać nauczyć:)...Muszę się wziąć do roboty:) Pozdrawiam.

      Usuń