Kłótnia

A myśmy się dziś z Ignasiem pożarli.
No- prawie i w przenośni, ale było ostro.
 I choć pewne etapy w rozwoju naszego 2,5-latka spóźniają się karygodnie prawie, to inne pojawiają się z zadziwiającą na tym tle wręcz punktualnością.
I oto Ignacy od tygodnia prezentuje swoje gniewne nastroje, niezadowolenie w formie klarownej i bez-zmyłkowej i tak krzyczy wnerwiony na każdego, kto coś mu nie w smak poczyni, że od razu wiadomo, o co chodzi- jak rzadko;) Można by rzec nawet, że wścieka się klasycznie jak każdy dwulatek. Niestety u mamy ten objaw pozostał również w postaci rozbudowanej i też wściec się potrafi. Nawet niekiedy pokrzyczeć- wstydliwa sprawa, ale cóż.... prawdziwa niestety.
No i dziś taki sobie krzykaty dzień urządziliśmy.
Od 7:00 rano dokładnie, gdy to mamę obudził obudzony Ignaś i natychmiast zdjął strach o to, czy jegomość wytrzyma do 11:00 godziny, tzn. do czasu ćwiczeń i rehabilitacji. Z Ignasiem to nigdy nic nie wiadomo, i fakt, że planowaliśmy godziny zajęć pod jego rytm drzemkowy już teraz zupełnie nic nie znaczy. Harmonogram snu się zmienił, a godziny ćwiczeń nie. A jechać ze zmęczonym Ignacym na ćwiczenia to zawsze ryzyko szybkiego powrotu do domu. Więc mama się spięła nie na żarty. I nawet Taty próby zalulania gościa ponownego spaliły na panewce, bo przecież na dworze już jasno!

Ostatecznie poleżeliśmy do 8:00 i zrezygnowani zeszliśmy na śniadanie. A potem pojechaliśmy na rehabilitację: mama pełna zwątpienia w powodzenie misji, Ignacy pełen ziewania.
Wróciliśmy dość szybko- jak się spodziewałam. Na 10 minut przed domem Ignaś zasnął snem kamiennym w samochodzie. Mama go wniosła delikatnie jak kopę jajek, chuchała, dmuchała, na paluszkach wdrapywała się na pięterko, położyła do łóżka, zdjęła butki a Ignaś- fik- oczy otworzył i już po spaniu nici. Mama cierpliwie, choć już trochę rozdygotana- położyła się obok z nadzieją, że jeszcze coś z tego będzie, że chłopina zaśnie na jakąś godzinkę, półtorej. A on? Śpiewa, tańczy, podskakuje i o spaniu słyszeć nie chce!
No to mamie nerw puścił i całe szczęście, że dziadek był w domu i przejął nad wszystkim kontrolę.

Ignaś szlochał, że matka wyszła.
Matka szlochała, że Ignaś ją w konia robi.

A tak naprawdę wszystko okazało się stresem wyjazdowym, bo mama strasznie nie lubi jak tata wyjeżdża. I to najpierw do Ostródy, zaraz potem do Rzeszowa i co gorsze- wraca dopiero w piątek...:( I Ignaś też nie lubi zestresowanej mamy i nieobecnego taty:(
I kropka.

Komentarze

  1. Mama.... Ty się trzymaj !!!
    Wszystko jest i będzie dobrze .
    A te nasze wrzaskunki ;-) czasem potrzebują się tak wyładować ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za zrozumienie;)dla mojego wewnętrznego dwulatka;)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.