Pokojowo i przedsennie

Żeby nie było, że kłótnia trwa- dziś było sielsko i spokój.

Napięcie z Matki zeszło. Bo Ignaś przecież niczego winny. Tak, tak- to Matka wykazać się powinna większą dojrzałością. Ale cóż- czasem nie potrafi:( choćby chciała, jak nie wiem co, dziecinność z niej wychodzi na wskroś wszelkimi kanałami... Ponoć można to leczyć;)

A tymczasem dziś drobiazg się zadział. Ale cenny dla mnie w jakiś szczególny sposób, więc wspomnę. A do tego ów drobiazg zadział się też wczoraj. Jako eksperyment wieczorny, na złagodzenie nastrojów poburzowych;)
Postanowiłam poczytać Ignasiowi przed snem książeczkę z moimi ulubionymi ilustracjami i wierszykami, które czytywałam w ilościach hurtowych dwóm starszym synom lata całe temu.

Tak, tak- nie wiemy, jak to się stało, ale Ignaś, mimo 7-letniej różnicy wieku między nim, a Średnim Synem, odziedziczył po chłopcach całe mnóstwo sprzętu wszelakiego. Od spodenek, body i czapeczek począwszy, po właśnie książeczki, grzechotki, leżaczek i łóżeczko. Jak to się stało, że wszystkich tych 'rupieci" nie wyrzuciłam, gdy była na to pora?- do dziś nie wiem... Przeczucie jakieś? Podświadomość? Intuicja? Dość, że teraz te różności są jak znalazł i Ignacy korzysta w nich, ku naszej radości i wzruszeniu gremialnemu (a zwłaszcza moim i Taty:)).

Rzeczona czapeczka jak nowa;)
W tajemnicy Wam zdradzę, że hitem jest czapeczka, odziedziczona przez Ignasia po jego 17-letnim obecnie "kuzynie", którą najpierw nosił ów chłopiec, potem nasz Najstarszy, potem nasz Średni, a dziś -Ignaś właśnie. I wciąż wygląda na prawie-modną;) i zupełnie nie zniszczoną;)

Wracając jednak do czytania o zmierzchu...
nie kryłam się z tym wielce, że niepokoi mnie brak zainteresowania u Ignasia literaturą dziecięcą, a maksymalny czas koncentracji na oglądanym obrazku wynosił do niedawna całe 5 sekund. Ignaś, wciągnięty niemal przemocą na kolana dorosłego, zamierzającego poczytać mu cokolwiek, natychmiast z tych kolan próbował się wymsknąć, wywinąć, wyswobodzić, a sukcesem już było, gdy zdążyło się otworzyć książeczkę na jakimkolwiek obrazku i skupić jego wzrok na jakiejś kaczuszce czy koniku choćby na dwie sekundy. Natychmiast po tym Ignaś wyrywał książeczkę z rąk czytającego i próbował ją wymownie zamknąć, pod pretekstem oglądnięcia okładki z tyłu, a następnie z przodu. I tyle. Na tym zwykle ambitne próby wprowadzania Iggiego w magiczny świat wyobraźni się kończyły. Do kolejnej, podobnej w skutkach....

Nie muszę chyba wyłuskiwać moich obaw co do rozwoju poznawczego Ignasia, jego możliwości intelektualnych w przyszłości i wszystkich tych d...pereli, którymi uwielbiam się zadręczać od czasu do czasu.

Ale postanowiłam zaeksperymentować wczoraj właśnie i zaproponowałam Ignasiowi wspólne poczytanie bajeczki. Ułożyłam go wygodnie (przynajmniej dla mnie), na moim ramieniu, w łóżeczku, pod kołderką i otworzyłam książeczkę. I wiecie co? Oczywiście, że wiecie:)

Ignacy słuchał uważnie. Przyglądał się obrazkom. Wodził wzrokiem za moim wskazującym poszczególne postaci palcem. I ani raz nie zamknął książeczki! Owszem- nie wszystkie historyjki mu przypadły do gustu (ja też chętnie niektóre omijam;), ale prześledził chyba z 4 pod rząd! I dziś to samo. Oczywiście dziś, powodowana głupawką, wprowadziłam pewną innowację i Ignaś natychmiast ją pochwycił, bo chyba okazała się ciekawsza, niż samo czytanie, ale i tak uważam, że akcja "czytanie" zakończyła się totalnym powodzeniem.

Boże! Jak ja bym chciała, żeby Ignaś zakochał się w czytaniu tak jak cała nasza rodzina!
Mogłabym przynajmniej poczytać sobie dziecięce bajki na dobranoc:)







Komentarze

  1. Nic tak nie wycisza, jak wtulony dzieciaczek słuchający czytanej bajki. Dnia, kiedy mój Kubuś pozwolił mi na to szczęście, pozwolił się przytulić, wysłuchać kilku zdań z kolorowej książeczki nie zapomnę w życiu...
    Ściskam mocno całą Wspaniałą Rodzinkę.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.