Posty

Wyświetlanie postów z czerwiec, 2013

Będzie ciiiiichooooo

Obraz
Wyjeżdżamy!!!

Po pół roku pełnienia roli gospodarzy, teraz my wchodzimy w te buty!:)


Dom odsapnie. Ucichnie. Wystygnie.

Tata się w końcu wyśpi, poogląda TV do bólu, poprzewraca się z boku na bok, może na piwko umówi z kumplem?.... Kto wie? Kto wie?


Jeszcze wczoraj zdążyliśmy urządzić Ignasiowi cukierkowe łowisko w kaszy.....






 ale od dziś....... tadam,tadam! -  zero rehabilitacji! zero pośpiechu! zero terminów w różnych miejscach! przynajmniej do poniedziałku (znaczy się dwa pełne dni!).


Ignacy tak się wystroił do wyjścia:


-trochę za ciepło, ale będzie się z czego rozbierać w trakcie dnia;)



PS. Trzymajcie proszę kciuki, żebyśmy dojechali cało i bez kraks żadnych.... Dzięki.











Crash, bum, bang- czyli środa na bogato

W taki dzień zdroworozsądkowi, wolni ludzie nie wychodziliby po prostu z domu. Lało cały ranek, lało całą noc i cały wcześniejszy dzień też lało. Powietrze było tak mokre, że wystarczyło uchylić okna, by gasły świeczki rozpalone na stołach, a herbata sama zaparzała się w kubku.

Gdyby jednak nie czekały na nas konie...

Pewnie siedziałabym z dziećmi w domu i nudziła się razem z nimi, ugotowała obiad, odklejając Ignasia od mojej spódnicy, może ogarnęłabym dom?..... kto wie?....


Czy wjechaliście kiedyś samochodem z dwójką dzieci na pokładzie ślizgiem pod tylne koła naczepy ogromnej ciężarówki, przewożącej piasek na budowę (czy gdzie tam jeszcze)? (Rzecz się działa na zakręcie 90 st.)


I wyszliście z tego zupełnie cało? bez szwanku? nawet paznokieć Wam się nie ukruszył? Włos z głowy nie spadł? Nie pękła żadna żyłka na policzku czy udzie?

No- może samochód wymaga pewnego rychtunku, powiedzmy. Przednie koło trochę się obraziło i wygięło. Reflektor nie chciał na to patrzeć i rozbił się z emocji…

Nie pomniejszając

Gdy spoglądam na Ignasia przez szkło powiększające, ukazują mi się nowe widoki...

Na przykład taki, w którym Ignaś rozumie planowaną kolejność zdarzeń:
- Synku, najpierw ubierzemy pieluszkę, a potem dam Ci zdjęcie taty.
Ignaś po kilku powtórzeniach podchodzi do łóżeczka, grzecznie kładzie się na pleckach i pozwala sobie założyć pieluszkę.
Potem dostaje obiecaną fotografię, którą ściska mocno drobnymi rączkami i obśliniając pół zdjęcia, składa na nim słodkiego całusa.


Na przykład taki, w którym Ignaś wykonuje skomplikowaną operację wrzucania pieluszki do śmieci (nic, że do kosza na plastiki- tego przecież może nie wiedzieć; grunt, że zaobserwował, że coś tam wyrzucamy;)):
- Ignasiu, weź pieluszkę i zanieś ją do śmieci.
Ignaś przerabia zadany materiał, patrzy na mnie, patrzy na pieluszkę, w końcu bierze ją do jednej rączki i śmiało rusza w stronę kuchni. Przy pudle na plastiki zatrzymuje się niespodziewanie, wspina na kolanka i podnosi wieko. Bach- pieluszka ląduje w koszu.

Na przykład …

Odcinać? Nie odcinać?...

Kupony od życia- jak najbardziej!

Pępowinę? hmmm...


***
Piątek.
Składam wniosek w PPP o wydanie orzeczenia o kształceniu specjalnym. Będzie więcej godzin SI, logopedy. Warto spróbować. Ignaś już da radę.
Pani z sekretariatu pyta: "Macie już orzeczenie o wczesnym wspomaganiu?"
"Ma. Syn ma- ja nie"- odpowiadam.
Dziwne spojrzenie w moim kierunku uzmysławia mi, że coś zostało źle zinterpretowane.
"Nie. Nie wstydzę się. Ale próbuję oddzielić siebie od syna. Nie wypowiadać się w formie "pluralis majestatis". Poprowadzić granicę. Dla dobra nas obojga."
"Acha"- pada odpowiedź.
Czy zostałam dobrze zrozumiana???

***
Poniedziałek.
Ignacy przekracza progi Centrum Bobath. Wita go Pani Kasia- dziś z nią są zajęcia.
"Będziemy dziś ćwiczyć w gabinecie z Panią Magdą- pedagogiem specjalnym"- informuje mnie.
"Mam wejść?"- upewniam się.
"Nie. Proszę zostać na korytarzu. W razie potrzeby- poprosimy Panią".

Ignacy wytrzymuje 30 minut…

Jedyny. Wielki. Kochany.

Obraz
Jest zawsze, gdy potrzeba.

Jest oazą spokoju i wzorem konsekwencji.

Otwiera przede mną świat: zabiera na basen, na rowery, na plac zabaw, na kabaret, na konie.

Przesiaduje ze mną w samochodzie kiedy chcę i jak długo chcę.

Najlepiej z nas wszystkich radzi sobie ze zmęczeniem, niepewnością, moimi humorami.

Niezłomnie we mnie wierzy.

Jest oceanem optymizmu i rozsądku.

Najmocniej przytula.

Najradośniej tańczy ze mną w ramionach.

Choćby nie wiem, co- kocha mnie!

Tata.

Ja też cię kocham- tato. Ignaś.

Wspomnienia z Zoo...

Obraz
Jakkolwiek by nie opisywać tej wyprawy, wniosek jest zawsze jeden: to była niezwykła wycieczka.
W niezwykłym Towarzystwie, o niezwykłej dla nas porze (trzeba było zrobić pobudkę o 7:00 w sobotę!- to zupełnie nie w naszym stylu;), z niezwykłymi przystankami na mapie Zoo. Byliśmy i widzieliśmy Zoo, jakiego nie znaliśmy (mimo, że od lat regularnie odwiedzamy ten Przybytek, minimum raz na 2 lata, więc jesteśmy w miarę na bieżąco- wydawałoby się).

Chłopcy byli zachwyceni.
My- dorośli- też byliśmy zachwyceni.
Ale co najważniejsze- Ignacy był zachwycony!

W głębi duszy dość sceptycznie podchodziłam do zwiedzania Zoo przez Ignasia. Znając jego dystans i znikome zainteresowanie zwierzątkami, obserwując jego możliwości poznawcze, raczej wyobrażałam sobie, że Ignaś będzie się szybko nudził i okazywał nam zniecierpliwienie z powodu wydłużającego się spaceru w pełnym słońcu i dość tłocznym miejscu. Nie sądziłam, że jestem w tak wielkim błędzie:)

Już na pierwszym przystanku- u żyraf- Ignacy najpierw…

Nadrabiam zaległości- częściowo

Wróciliśmy z Głogowa cało i zdrowo, choć wcale nie było to takie oczywiste, obserwując fantazję ułańską co niektórych kierowców na trasie;) I przywozimy saaame dobre wieści (no, prawie).

Dobre jest stwierdzenie Pani Neurolog, iż Ignaś "przejaśniał". Wiemy to, wiemy- sami widzimy i wielbimy to rozpogodzenie. Pierwszy też raz Ignaś pozwolił się Pani Doktor zbadać jak należy, bez protestów, szlochów i ucieczek w najdalsze kąty bądź mamine ramiona. To już jest coś:)
Stąd zalecenie dalsze na kolejne miesiące- zwiększyć dawkę Eye-Q do dwóch dziennie po 5 ml. Gliatilin kontynuować. Do kontroli po wakacjach się pojawić.

O zabiegach mikropolaryzacji mózgu też Pani Neurolog wyraziła się przychylnie, choć od razu zastrzegła, że cudów nie będzie. Ale nie zaszkodzi. Ot, matce ćwieka utrzymała, i się matka zastanawia, czy organizować więc takie zabiegi, czy jednak dać dziecku spokój, cieszyć się tym, co jest i nie naciskać, nie przyspieszać, głowy nie tracić i nie szaleć nader... Ponieważ…

Neurologicznie

Obraz
Miałam już wchodzić na obroty, ale nie mogę sobie odebrać tej przyjemności...
Rozumiecie przecież, prawda:)?

Dziś czeka nas podróż, niby niedaleka, ale jednak spora. Umówiona wizyta u neurologa w Głogowie sprawia, że jak wyjdziemy z domu o 9:30 (bo najpierw rehabilitacja i wizyta u psychologa w Psarach), to wrócimy do dom około 18:00 (bo właśnie "richtung" Głogów nam się szykuje).
Spraw mamy trzy:

1. poprosić o opinię nt. szczepień Ignasia ( a właściwie przepytać Panią Doktor, czy nie ma choćby najmniejszych przeciwwskazań i poprosić o zaświadczenie, po czym szybciutko zanieść je tam i tu i cieszyć się kolejną załatwioną sprawą)

2. skontrolować efekty podawania Eye-Q i Gliatilinu (który sam w sobie nad wyraz smakuje Ignasiowi) i ustalić dalszy plan suplementowania i leczenia.

3. Zasięgnąć opinii nt. mikropolaryzacji mózgu, która to obiła mi się jakiś czas temu o uszy i rozważam. Choć z drugiej strony, zupełnie niezależnie od opinii lekarskich, zastanawiam się, czy fundować I…

Po "Franiowym" weekendzie słów kilka

Obraz
Nie wiem, jak Mama Franciszka to robi, że odnajduje czas natychmiast prawie po fakcie, by opisać je we Franciszkowym pamiętniku postępów:) Ja jeszcze wszystkiego w głowie nie poukładałam i budząc się rano, miałam nadzieję, że Oni jeszcze z nami są!
A tu.... dom cichutki, pusty trochę- nie licząc naszej gromadki, no i Franciszka nie ma:(

Cóż tu ukrywać- Franio urzeka.
Pod każdym względem i w każdych okolicznościach łapie za serce. Zupełnie tak, jak opowiada o nim jego Mama na franciszkowym blogu. Nie ma w tym ani krzty przesady!

Do tego urzeka Franiowy Tata- swoimi pięknymi opowieściami, swoją bezpośredniością i serdecznością, oraz urzeka Franiowa Mama- swoim spokojem, cierpliwością, wytrwałością i otwartością.
Ten czas był jednym z piękniej spędzonych weekendów naszej rodziny w tym roku. Bezdyskusyjnie.


Wiem, że podobne zdjęcie zamieściła na blogu Mama Frania, ale tamto jest jej, a to mojego autorstwa, więc plagiatu nie ma:) A że podobne?.......;)


Nasze dzieci dały nam możliwość się S…

Tajemnica.....

Trzymana niemal do końca.... ale.....

Mam chwilę, więc Wam zdradzę....

Dziś niezwykły dzień. Czekamy na niego od około półtora miesiąca.

Szykujemy się.... Mama trochę ogarnęła dom (ale bez przesady;)). Tata skoczył na zakupy. Chłopcy o tym rozmawiają.

Dziś wieczorem, około godz. 20:00-21:00........................................................................

ma do nas przyjechać Franciszek z Rodzicami i ciocią!!!!

Emocje sięgają zenitu!

A Mama kończy dziś 38 lat.... to tak przy okazji;)

Kolejne małe kroczki Ignasia

Obraz
Ponownie miałam szukać w sieci informacji dla mnie istotnych- ale jak tylko włączam komputer- blog przyciąga mnie do siebie jak zapach świeżej kawy wczesnym, słonecznym porankiem:)

Mało ostatnio pisuję.
A najmniej chyba o Ignacym....
Dlaczego?

Prawdopodobnie obserwowanie Ignasia jest jak wędrówka wzdłuż górskiego potoku. Patrząc w wodę- wydaje nam się, że wciąż jest taka sama... Musi pojawić się jakiś uskok, zakręt korytka, żebyśmy na chwilę wyrwali się z przyzwyczajenia i rutyny.
Niekiedy też trzeba uważnie spoglądać pod własne stopy, by się nie przewrócić na ścieżce, i wówczas obserwowanie strumyka schodzi na plan dalszy, bowiem nasze bezpieczeństwo jest jednak ważniejsze niż zachwyt nad wartkim, krystalicznie czystym i kojąco szemrzącym ruczajem.

Tak można by to wyjaśnić, jak sądzę.

Tymczasem.

Ignaś rośnie, jest z nami, wciąż ten sam, ale jakby wciąż nieco inny. Tak się już przyzwyczailiśmy do jego obecności i trudności rozwojowych, że właściwie prawie o tym zapominam, siadając z n…

Instrukcja obsługi

Właściwie pomysł zrodził się, gdy stałam bezczynnie, gapiąc się po raz nie wiem już który na czerwoną tablicę z białymi literami (albo na białą z czerwonymi literami), zawieszoną przy wjeździe do myjni samochodowej. Tytuł tablicy głosił obojętnie, że poniżej zawarte zostały wskazówki co do postępowania na wypadek i okoliczność skorzystania z urządzeń myjni.

Pomyślałam sobie, że prawdziwie proste czynności czy zadania zwykle wyposażone są w jakąś instrukcję wykonania, nie wspominając już o każdym, choćby najdrobniejszym sprzęcie elektronicznym, sprowadzanym do domu przez lata na użytek domowników. Zwykłe opakowanie nasion kwiatowych, których nabyłam w tym roku kilka "ton", walcząc z depresją i reakcją monotonii wszechdeszczowej i sadząc na potęgę kolory w naszym ogrodzie, też ma piktogramowy instruktaż dla amatorów- ogrodników.

A co z instrukcją bycia rodzicem?
A co z instrukcją bycia rodzicem dziecka przewlekle chorego bądź niepełnosprawnego?
Jak nim być i nie zwariować?

Moje dwu…

Jak nam idzie? Gliatilin- cd.

Obraz
Nie wiem, dlaczego tak się identyfikuję z Ignacym, że opowiadając o nim, używam liczby mnogiej?
To jest chyba jakaś infekcja umysłowa, którą powinnam poddać leczeniu....

Jestem jednak z nim tak powiązana, że nie potrafię się oddzielić.
A on z pewnością to wyczuwa. Ma nade mną władzę.
I skrupulatnie to wykorzystuje.

Tymczasem- nie rozpisując się na temat powyższy zbytnio (może znajdę kiedyś na to jakąś odrębną przestrzeń- przymierzam się już do tego, ale chwilowo milknę na ten temat;)- Ignacy dobrze toleruje przyjmowanie Gliatilinu.
Z informacji o ewentualnych działaniach niepożądanych wynika, że mogliśmy się spodziewać rozdrażnienia i kłopotów ze snem. Nic takiego nie wystąpiło. Za to rośnie jego entuzjazm do ćwiczeń słuchowych (choć nic nie powtarza) i do oglądania obrazków. To niechybny znak, że czas wprowadzania piktogramów, bądź jakichś innych obrazków komunikacyjnych staje się coraz bardziej realny.
Podobnie rzecz ma się z naśladowaniem gestów- jest tego jakby nieco więcej. Dotyc…

Niedziela na wypasie;)

Obraz
Żeby złamać nieco szaro-burą aurę za oknem, tuż po "tym" dniu, co to "prawie jak urodziny, tylko tortu nie ma" (cytat z kolegi Mikołaja)- dziś wyruszyliśmy do naprawdę dużego miasta.

Plan mieliśmy ambitny- trzeba obywać się z kulturą wszakże, a tu Ciocia Ola poinformowała nas, że Picasso we Wrocławiu "wywieszony" jest!
Picasso- wielka rzecz, nazwisko uszy pieści, ego łaskocze, człowiek trochę znobilitowany się poczuć może. Ruszyliśmy zatem tuż po obiedzie, a i niebo nam sprzyjało, puszczając do nas promyki słońca, nie widzianego od co najmniej 72 godzin.

Zajeżdżamy pod Muzeum, a tam kooooooleeeeejka do wejścia na 50 metrów i pół.

W pierwszej chwili zniechęcenie nas dopadło, bo jak tu wystać godzinę czasu w ogonku z trójką sprawnych nad podziw uczniów SP i jednym w wózku Maleństwem bez smoczka? Ale szybko się nie poddaliśmy i okazało się, że dzieci mają w takich sytuacjach przywileje- zwłaszcza małe, niechodzące, niemówiące, ale ciekawe świata;) Efekt- wes…