Jak nam idzie? Gliatilin- cd.

Nie wiem, dlaczego tak się identyfikuję z Ignacym, że opowiadając o nim, używam liczby mnogiej?
To jest chyba jakaś infekcja umysłowa, którą powinnam poddać leczeniu....

Jestem jednak z nim tak powiązana, że nie potrafię się oddzielić.
A on z pewnością to wyczuwa. Ma nade mną władzę.
I skrupulatnie to wykorzystuje.

Tymczasem- nie rozpisując się na temat powyższy zbytnio (może znajdę kiedyś na to jakąś odrębną przestrzeń- przymierzam się już do tego, ale chwilowo milknę na ten temat;)- Ignacy dobrze toleruje przyjmowanie Gliatilinu.
Z informacji o ewentualnych działaniach niepożądanych wynika, że mogliśmy się spodziewać rozdrażnienia i kłopotów ze snem. Nic takiego nie wystąpiło. Za to rośnie jego entuzjazm do ćwiczeń słuchowych (choć nic nie powtarza) i do oglądania obrazków. To niechybny znak, że czas wprowadzania piktogramów, bądź jakichś innych obrazków komunikacyjnych staje się coraz bardziej realny.
Podobnie rzecz ma się z naśladowaniem gestów- jest tego jakby nieco więcej. Dotychczas było tego niewiele. Daje nam to nadzieję na postęp, który i tak- zważywszy cały ten rok- jest ogromny.

Ignacy zbiera pochwały.
Fizjoterapeutki mówią, że radzi sobie coraz lepiej. Szansa na pierwsze samodzielne kroki na 3 urodziny jest duża. Coraz mniej przeprostów, coraz więcej swobody w nóżkach, coraz większa ochota do maszerowania z eskortą.
U logopedy koncentracja jakby większa. Cierpliwość - co zrozumiałe- trochę też. Ale i tak rekordowe 15 minut to wciąż kwestia dobrej woli i ochoty Ignasia i nie zdarza się często....

Poza tym bunt dwulatka u Ignasia przebiega wręcz imponująco. Jak to kiedyś zgrabnie ujął Ojciec Karmiący, a ja sparafrazuję- u dzieci niepełnosprawnych wszystko przebiega trochę bardziej wyraziście. I właśnie tak przebiega u Ignasia bunt, gdy czegoś zapragnie, a ma utrudniony lub niemożliwy wręcz dostęp do tego. Nadzwyczaj wyraziście. Krzyki i lament przez pół godziny drogi z rehabilitacji do domu? Och- to pestka, doprawdy. Matka wychodzi z siebie, zagłusza krzyk radiem, prosi, błaga, w końcu krzyczy. I co? I nic.

Nie wiem, kto jest wówczas bardziej wykończony?
I kto kim rządzi?
A właściwie to wiem.
Ale wstydzę się Wam powiedzieć;)

"Aniołek" nasz.....

Komentarze

  1. he he:) Rządzi Król:)

    Informacje o Gliatilinie są b interesujące. Musimy wgłębić się w temat.

    A reszta na maila;-)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.