Kolejne małe kroczki Ignasia

Ponownie miałam szukać w sieci informacji dla mnie istotnych- ale jak tylko włączam komputer- blog przyciąga mnie do siebie jak zapach świeżej kawy wczesnym, słonecznym porankiem:)

Mało ostatnio pisuję.
A najmniej chyba o Ignacym....
Dlaczego?

Prawdopodobnie obserwowanie Ignasia jest jak wędrówka wzdłuż górskiego potoku. Patrząc w wodę- wydaje nam się, że wciąż jest taka sama... Musi pojawić się jakiś uskok, zakręt korytka, żebyśmy na chwilę wyrwali się z przyzwyczajenia i rutyny.
Niekiedy też trzeba uważnie spoglądać pod własne stopy, by się nie przewrócić na ścieżce, i wówczas obserwowanie strumyka schodzi na plan dalszy, bowiem nasze bezpieczeństwo jest jednak ważniejsze niż zachwyt nad wartkim, krystalicznie czystym i kojąco szemrzącym ruczajem.

Tak można by to wyjaśnić, jak sądzę.

Tymczasem.

Ignaś rośnie, jest z nami, wciąż ten sam, ale jakby wciąż nieco inny. Tak się już przyzwyczailiśmy do jego obecności i trudności rozwojowych, że właściwie prawie o tym zapominam, siadając z nim co dzień do porannego śniadanka, obserwując jak czworakuje po pokojach czy wychodząc na spacer. Jest w tym dla mnie jakaś norma;) Tym niemniej osoby, które z nim pracują wciąż dostrzegają nowe możliwości Ignasia i są pełne optymizmu. Jak ujęła to trafnie i czule Mama Franka:
" W końcu sami wyznaczamy granice wiary w nasze dzieci."
Odnoszę jednak wrażenie,  że lęk, który się w nas zagnieździł na dobre wraz z odkryciem kłopotów zdrowotnych naszych dzieci, skutecznie zawęża nasze spojrzenie na możliwości syna czy córki.
Ponieważ jest to tylko moje wrażenie, wcale nie musi być prawdziwe i obiektywne:) Na szczęście, prawda?

Wracając do Ignasia. Od 2 sesji hipoterapii Ignacy jest upinany do chodzenia. Pani Monika Sobieska- szefowa ośrodka i jednocześnie doktor akademicki w tym zakresie stwierdziła zdecydowanie, że Ignaś ma szansę chodzić! W sumie jakoś braliśmy to pod uwagę w naszych marzeniach, ale słyszeć to po raz kolejny, i po raz kolejny- balsam i ukojenie dla naszych postrzępionych niepokojem dusz:) 



W ubiegły piątek Ignacy miał zajęcia w zastępstwie za logopedę- SI. Prowadziła je Pani Justynka, na co dzień nie pracująca z Ignacym, jednak znająca go na tyle, by z łatwością obserwować zmiany i postępy. Pani Justyna właśnie zaproponowała, by zaprowadzić Ignasia do grupy rówieśniczej podczas kolejnych zajęć z SI w przedszkolu. Mam o tym porozmawiać z ignasiową terapeutką- Panią Sylwią. Dziś czwartek. Niechybnie więc to zrobię. Zwłaszcza, że widzę, jak Ignaś lgnie do dzieci, chciałby się z nimi bawić, ale jego ograniczone, bądź co bądź, możliwości komunikacyjne i motoryczne powodują, że szybko się wycofuje. Jakby WIDZIAŁ TĘ RÓŻNICĘ między nim a innymi dziećmi! Niebywałe jest to dla mnie. Ale może właśnie takie zajęcia, trochę pod niego wyreżyserowane, dadzą mu większą radość i wiarę w siebie?! Musimy spróbować!
Prócz tego, Pani Justyna oczywiście wyliczyła mi kolejne zmiany w rozwoju Ignasia, które dostrzega, co było naprawdę budujące, zwłaszcza, że ja faktycznie ostatnio tak jak obok tego strumienia podążam...

I na koniec kolejny pozytywny akcencik. Wczoraj na placu zabaw spotkaliśmy (raczej widzieliśmy, bo wciąż brakuje gotowości na nawiązanie kontaktu spontanicznego między nami- rodzicami) kolejną rodzinę z niepełnosprawnym dzieckiem! Czy żyjemy w czasach rewolucji społecznej?! Cudownie:)
Pozdrawiam.


Komentarze

  1. Anita, kochana, ja o tych granicach powtarzam sobie codziennie, jak mantrę, bo i mi często trudno się przestawić i uwierzyć, że coś jest w zasięgu Franka. Dobrze, że mądrzy terapeuci popychają nas do przodu i zmuszają przez to do wiary w to, co nam czasem wydaje się być nierealne. A i same dzieciaki otwierają nam oczy na wiele spraw.
    Dlatego trzeba wierzyć.

    Ignaś na własnych nóżkach to po prostu widok bezcenny:) Super, że macie możliwość oddania Krasnalka na zajęcia do grupy rówieśniczej, na pewno bardzo mu to pomoze w rozwoju.

    Ściskamy Was mocno:*


    Ps. Przepraszam za mało składny komentarz, ale trudna noc za nami

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.