Nadrabiam zaległości- częściowo

Wróciliśmy z Głogowa cało i zdrowo, choć wcale nie było to takie oczywiste, obserwując fantazję ułańską co niektórych kierowców na trasie;) I przywozimy saaame dobre wieści (no, prawie).

Dobre jest stwierdzenie Pani Neurolog, iż Ignaś "przejaśniał". Wiemy to, wiemy- sami widzimy i wielbimy to rozpogodzenie. Pierwszy też raz Ignaś pozwolił się Pani Doktor zbadać jak należy, bez protestów, szlochów i ucieczek w najdalsze kąty bądź mamine ramiona. To już jest coś:)
Stąd zalecenie dalsze na kolejne miesiące- zwiększyć dawkę Eye-Q do dwóch dziennie po 5 ml. Gliatilin kontynuować. Do kontroli po wakacjach się pojawić.

O zabiegach mikropolaryzacji mózgu też Pani Neurolog wyraziła się przychylnie, choć od razu zastrzegła, że cudów nie będzie. Ale nie zaszkodzi. Ot, matce ćwieka utrzymała, i się matka zastanawia, czy organizować więc takie zabiegi, czy jednak dać dziecku spokój, cieszyć się tym, co jest i nie naciskać, nie przyspieszać, głowy nie tracić i nie szaleć nader... Ponieważ jednak wątpliwości coraz większe, a postępy też stopniowe i wciąż, więc się chyba jednak na razie powstrzymamy... Już widzę oczami wyobraźni zachwyt mojego Synka, gdy mu coś ktoś na głowę wsadza i każe w tym wytrwać, dajmy na to, 20 minut. Rozpacz i histeria będzie taka, że z Oławy do domu słychać będzie ignasiowe zawodzenie. Więc może jednak faktycznie lepiej nawet nie zaczynać? Zaufać Brzdącowi i cierpliwie mu towarzyszyć w tych przejaśnieniach?

O szczepieniach Pani Doktor ma zdecydowanie inne zdanie, niż matka i zaleca jednak indywidualny kalendarz szczepień (który już w trakcie organizacji, tylko trzeba się we Wrocławiu przypomnieć). Matce nie w smak taka opinia i nie rozwiewa to jej wątpliwości. Wręcz o lekkim zawodzie rzec można. Stąd - sprawa nadal pozostaje nierozstrzygnięta i pozostawiona czasowi.


We wtorek (tuż przed "Głogowem") byliśmy z Ignasiem na konsultacji u pani psycholog (nota bene znajomej mamy) i rozwiązała nam się sprawa zorganizowania porządnej psychologicznej diagnozy funkcjonalnej Ignasia w różnych sferach. Pani psycholog sama zaproponowała, że taką przeprowadzi, poobserwowała Ignasia, wypytała mnie o to i owo i dała zalecenia ćwiczenia z Ignasiem koncentracji uwagi na wykonywanej czynności. Trudne to nie będzie- jak sądzę- trzeba tylko wykorzystać spontaniczne upodobanie Ignasia do interaktywnej kierownicy i uważnie obserwować czas jego skupienia i zainteresowania zabawą, a następnie powoli ten czas wydłużać o 0,5 minuty, o 1 minutę- jak się uda. Dziś rano (bo wówczas Ignaś wykazuje największe zainteresowanie kierownicą, spoczywającą nieopodal łóżka w sypialni) zaobserwowałam, że Ignac poświęcił jej 4 minuty! Oczywiście w asyście mojej będąc, co miało zapewne niebagatelne znaczenie dla jego chęci manipulowania zabawką. W ogóle zauważyłam niechlubnie, że bardzo mało i rzadko bawię się z  moim Synkiem, nie licząc oczywiście różnych zabaw "zadaniowych", "logopedycznych", Knilla.... I jakoś tak smutno mi się robi odkrywając to, bo pamiętam ile radości sprawiało mi spędzanie czasu z naszym najstarszym synem, wówczas dwulatkiem, na budowaniu torów i kulaniu piłeczki. Gdzie wyparowała ta radość spontanicznej zabawy z dzieckiem? Gdzie się zapodziała? Jak ją odnaleźć?
Muszę się zastanowić i trochę bardziej o to zadbać. Bo w sumie to ja jestem stratna. Ignacy uwielbia spędzać czas z dorosłymi, którzy po prostu się z nim bawią (a zdarzają się tacy w postaci np. cioć, babć, wujków).I sądzę, że jest coraz bardziej dojrzały do tego typu aktywności.
Nowością w jego zachowaniu jest też umiejętność naprawdę dłuuuugiej zabawy plastikowymi kluczykami na kółeczku, polegającej na manipulowaniu nimi, przekładaniu z rączki do rączki, oglądaniu ich. Ignacy potrafi podczas półgodzinnego spaceru wciąż obracać te kluczyki w dłoniach i nie traci nimi zainteresowania (jak to wcześniej bywało) po najbliższych 3 minutach, upuszczając nonszalancko obok wózka. Niby drobna to umiejętność, bagatelna i nieznacząca, ale ją dostrzegam wyraźnie i jakoś mnie cieszy (ciekawe, czy tak samo, jak Ignasia możliwość przekładania tych kluczy z ręki do ręki?;))

I właściwie to tyle, choć wiem, że wciąż czeka mnie relacja zaległa z Franiowego ZOO. Pomyślałam sobie jednak, że Mama Frania już się Światu pochwaliła, więc ja mogę trochę zwlekać (zwłaszcza, że wciąż nie mamy skompletowanych zdjęć z tej wyprawy, bo kilka tym, kilka tamtym telefonem robiliśmy i sprawa się jakoś rozmywa w czasie). Ale do soboty na pewno się z tematem uwinę. Obiecuję:)

PS. Wciąż trwa zbiórka pieniędzy na operację małego Aleksa na portalu Siepomaga. A ponieważ czas zbiórki jest ograniczony (do sierpnia bodajże), a kwota przyrasta coraz wolniej:( - pozwolę sobie dodać baner Aleksa (w pasku po prawej) dla Czytelników Ignacówki. A do niego prośbę o wsparcie. Może akurat się uda i Aleks nie będzie już musiał przyjmować bolesnych zastrzyków- taką szansę daje mu właśnie operacja, na którą fundusze zbierają jego rodzice. Poczytajcie zresztą sami: http://www.siepomaga.pl/f/fundacja-siepomaga/c/862


Komentarze

  1. Super, Anita, że wieści tak dobre:)
    O szczepieniach i my mieliśmy pogawędkę z panią dr. Powiedziała, że faktycznie bez zgody neurologa się nie podejmuje, mało tego - podała 2 nazwy szczepionek z b małą ilością krztuścia acelularnego, ponoć najlepsze wyjście (Boostrix), ale i to po konsultacji w poradni konsultacyjnej ds. szczepień i - co ciekawsze - podanie miałoby się odbyć w warunkach szpitalnych z hospitalizacją. Niedługo Franek będzie na naurologii, wtedy więc pewnie jakieś decyzje zapadną.

    Jeśli zaś chodzi o zabawę, to doskonale Cię rozumiem. Wiadomo, że z naszymi zdrowymi dziećmi bawiłyśmy się zupełnie inaczej, teraz jest to bardziej właśnie "zabawa zadaniowa". Powiem Ci jednak, ze staram się znaleźć przynajmniej raz-dwa razy w ciągu dnia czas na taką najzwyczajniejszą zabawę bez podtekstów. Super sprawa.

    Zdjęcia z ZOO oglądałam:) CZekam na Twą wersję;-)

    Uściski:*

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.