Nie pomniejszając

Gdy spoglądam na Ignasia przez szkło powiększające, ukazują mi się nowe widoki...

Na przykład taki, w którym Ignaś rozumie planowaną kolejność zdarzeń:
- Synku, najpierw ubierzemy pieluszkę, a potem dam Ci zdjęcie taty.
Ignaś po kilku powtórzeniach podchodzi do łóżeczka, grzecznie kładzie się na pleckach i pozwala sobie założyć pieluszkę.
Potem dostaje obiecaną fotografię, którą ściska mocno drobnymi rączkami i obśliniając pół zdjęcia, składa na nim słodkiego całusa.


Na przykład taki, w którym Ignaś wykonuje skomplikowaną operację wrzucania pieluszki do śmieci (nic, że do kosza na plastiki- tego przecież może nie wiedzieć; grunt, że zaobserwował, że coś tam wyrzucamy;)):
- Ignasiu, weź pieluszkę i zanieś ją do śmieci.
Ignaś przerabia zadany materiał, patrzy na mnie, patrzy na pieluszkę, w końcu bierze ją do jednej rączki i śmiało rusza w stronę kuchni. Przy pudle na plastiki zatrzymuje się niespodziewanie, wspina na kolanka i podnosi wieko. Bach- pieluszka ląduje w koszu.

Na przykład taki, w którym Ignaś, w stanie mocnego poruszenia i smutku składa nieznane nam dotąd w jego ustach sylaby "ma,ma". Nie spodziewam się, że w ten sposób chce mi coś przekazać, a jednak używa tego zlepka "mama" w stanie najgłębszego nieszczęścia i żalu....

Na przykład taki, gdy Ignaś naśladując gest mycia się,  niezdarnie głaszcze się po brzuszku,  klęczy na stopniu przed wanną i wymownie zwracając głowę w moim kierunku w geście "wykąp się za mną, mamo".

Ile jeszcze potrafi mój Syn, a czego nie doceniam/ nie zauważam?

***


Po wczorajszej wizycie u znajomej Pani Psycholog moja ciekawość jeszcze wzrosła. Jak bardzo będą się różnić obrazy Ignasia w oczach moich i jej? Skąd ona to wie, że Ignaś świetnie manipuluje mamą i tatą? i że bez wątpienia świadczy to o jego inteligencji?!!!
Nauczyłam się patrzeć na Niego jak na dziecko specjalnej troski. Pomniejszając tym samym jego możliwości. Wykluczając a priori to czy tamto.
A to istnieje. Ignaś wie więcej, może więcej, uczy się więcej, niż by pozwalały na to moje obawy i wykoślawiające go "okulary".

Jak łatwo dać się zwieść stereotypom i lękom.

Nic to. Czas stawiać mu większe wymagania. Jak zdrowemu dziecku. Tylko wtedy będzie miał szansę im sprostać...

Mój Syn. Nasz Syn.

Dobranoc...

Post scriptum.
Wczorajsza wizyta na rehabilitacji odbyła się znów pod nieobecność moją na sali ćwiczeń.
Efekt- zachwycona Pani Basia, rozsyłająca pochwały mimo, że chwilami słyszałam rozdzierający krzyk protestu w akcie wzywania na pomoc mamy. Na szczęście mama była skutecznie przytrzymywana przez Panią Psycholog rozmową na temat możliwości Ignasia, zaleceń do dalszej pracy i pomysłów na mamine kłopoty. Takiej pomocy mi trzeba było. Zaufać, poddać się i czuć, że to jest właściwe. Rok temu chyba nie byłabym na to gotowa. Ruszyłabym z odsieczą.
A Ignaś... dał radę. Dzielniacha:)

Komentarze

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj Ani...Nie wiedzialam, ze piszesz. Zaczynam czytac. Nie wiem jak ja poradzilabym sobie...Podziwiam. Mocno wirtualnie tule, szmapana otwieram...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano- piszę już czas jakiś:)
      Dałabyś radę, dała- każdy daje tak czy inaczej:)
      Uścisk.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.