17 czerwca 2013

Po "Franiowym" weekendzie słów kilka

Nie wiem, jak Mama Franciszka to robi, że odnajduje czas natychmiast prawie po fakcie, by opisać je we Franciszkowym pamiętniku postępów:) Ja jeszcze wszystkiego w głowie nie poukładałam i budząc się rano, miałam nadzieję, że Oni jeszcze z nami są!
A tu.... dom cichutki, pusty trochę- nie licząc naszej gromadki, no i Franciszka nie ma:(

Cóż tu ukrywać- Franio urzeka.
Pod każdym względem i w każdych okolicznościach łapie za serce. Zupełnie tak, jak opowiada o nim jego Mama na franciszkowym blogu. Nie ma w tym ani krzty przesady!

Do tego urzeka Franiowy Tata- swoimi pięknymi opowieściami, swoją bezpośredniością i serdecznością, oraz urzeka Franiowa Mama- swoim spokojem, cierpliwością, wytrwałością i otwartością.
Ten czas był jednym z piękniej spędzonych weekendów naszej rodziny w tym roku. Bezdyskusyjnie.


Wiem, że podobne zdjęcie zamieściła na blogu Mama Frania, ale tamto jest jej, a to mojego autorstwa, więc plagiatu nie ma:) A że podobne?.......;)


Nasze dzieci dały nam możliwość się SPOTKAĆ. Bez tych dwóch małych chłopców prawdopodobnie drogi naszych rodzin nie przecięłyby się tak szybko. Może nawet nigdy.
A tak.....

To ważne, żeby móc z sobą pobyć, tak po prostu. Zjeść wspólnie posiłek, uczestniczyć w wieczornych usypiankach, pójść na spacer lub basen. Uczyć się wzajemnie od siebie normalności w życiu z chorobą. To bardzo wycisza i koi, dodając jednocześnie siły. Nie bez znaczenia są też "wieczorne rodziców rozmowy" o wszystkim. O dzieciach przede wszystkim, w 70% niemalże, ale też o sprawach uniwersalnych, światopoglądowych, śmiesznych i przyjemnych, jak również trudnych i smutnych. To zbliża i zacieśnia więzi, poznaje się poznać, nie tylko przez pryzmat choroby swojego dziecka, ale nawiązać taką nić, której każdy z nas potrzebuje, która zmniejsza DYSTANS. Bez wątpienia mamy w sobie gotowość na kolejne spotkania z Franiową ekipą! Może jeszcze w tym roku?

Ignaś zaskoczył mnie kilkakrotnie podczas tego weekendu. Zwłaszcza w ZOO, do którego wybraliśmy się za sprawą Frania oraz Czytelniczek jego historii: Gosi i Ani. Te dwie wspaniałe, cierpliwe, serdeczne i odważne*- co tu dużo mówić- kobiety, sprezentowały nam najwspanialszą wycieczkę po Wrocławskim ZOO, jaką kiedykolwiek udało nam się odbyć! Czuliśmy się megaważni i megawyjątkowi, jak jakieś VIP-y/osobistości co najmniej. Ale o tym kolejnym razem- teraz czas na Ignasia nastał- trzeba go obudzić z dłuuuuugiej poniedziałkowej drzemki i na spacer wyprawić, bo pogoda sprzyja, a kto wie, jak długo???

Jeszcze raz DZIĘKUJEMY Aniu i Gosiu! Chłopcy wspominają do dziś! My również:) Ignacy..... oby otaczali go tylko Tacy Ludzie jak Wy.


*odważne- w znaczeniu gotowości poznawania obcych ludzi, obdarzania ich serdecznością i robienia czegoś dla nich z potrzeby serca. Tak po prostu i po ludzku. Cudowne.

6 komentarzy:

  1. O rany, cudnie..
    Ogromnie się cieszę, że się spotkaliście i że ten czas był dla Was i dzieci takie fantastyczny. Nie mogło być inaczej:*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ogromnie się wzruszyłam! Dziękujemy Wam jeszcze raz za ten weekend. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My Wam również dziękujemy! Uściski dla Niania:*

      Usuń
  3. Bardzo dobrze się czuliście, bo byliście naszymi VIP-ami w tym dniu :) Cała Wasz dziewiątka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę nam niewymownie miło. Dzięki raz jeszcze i uściski dla pozostałych pracowników ZOO:)

      Usuń