Wspomnienia z Zoo...

Jakkolwiek by nie opisywać tej wyprawy, wniosek jest zawsze jeden: to była niezwykła wycieczka.
W niezwykłym Towarzystwie, o niezwykłej dla nas porze (trzeba było zrobić pobudkę o 7:00 w sobotę!- to zupełnie nie w naszym stylu;), z niezwykłymi przystankami na mapie Zoo. Byliśmy i widzieliśmy Zoo, jakiego nie znaliśmy (mimo, że od lat regularnie odwiedzamy ten Przybytek, minimum raz na 2 lata, więc jesteśmy w miarę na bieżąco- wydawałoby się).

Chłopcy byli zachwyceni.
My- dorośli- też byliśmy zachwyceni.
Ale co najważniejsze- Ignacy był zachwycony!

W głębi duszy dość sceptycznie podchodziłam do zwiedzania Zoo przez Ignasia. Znając jego dystans i znikome zainteresowanie zwierzątkami, obserwując jego możliwości poznawcze, raczej wyobrażałam sobie, że Ignaś będzie się szybko nudził i okazywał nam zniecierpliwienie z powodu wydłużającego się spaceru w pełnym słońcu i dość tłocznym miejscu. Nie sądziłam, że jestem w tak wielkim błędzie:)

Już na pierwszym przystanku- u żyraf- Ignacy najpierw obserwował uważnie, co my właściwie robimy? co to za wielkie stworzenia?- po czym dał nam wymownie do zrozumienia, że On też chce karmić żyrafy!!! Wyciągał do nich rączki, brał karmę z wiadra i entuzjastycznie uczestniczył w całej akcji!  W życiu bym nie sądziła......




Od żyraf pomaszerowaliśmy do pawilonu, w którym Ignasia zauroczył..... wodospad:) - właściwie kaskadka wodna, ale cóż to za różnica....



Jeszcze przy wybiegu dla niedźwiedzi Ignaś był przytomny i w dość dobrej formie- przemaszerował nawet chodnikiem kilkadziesiąt metrów, bo ileż można siedzieć w wózku?!
A następnie...... grzecznie zasnął w wózeczku, omijając kolejne przystanki i budząc się na danie główne: kąpiel słoni.... przy okazji której mogliśmy obserwować codzienny trening słoni, pełen wdzięku i szyku:) Chłopcy zaś wrzucali obu słonicom w nagrodę za wykonane polecenie trenerki "słoniowe" łakocie: jabłka, seler, por;)






  I właściwie tu dla Ignasia zakończyło się zwiedzanie Zoo. Nakarmiony, wyspany, w świetnej formie, wyruszył na sobotnią hipoterapię. Może to i lepiej, bo właściwie później byliśmy już tylko coraz bardziej zmęczeni.... Jeszcze tylko na pamiątkę otrzymał od Dziewcząt trofeum w postaci pióra strusia i zapozował do pamiątkowej fotografii.



Dla całej naszej rodziny był to niezwykły dzień. Chłopcy czuli się wyróżnieni, że są braćmi Ignasia, możliwość zadawania pytań 'tematycznych" naszym Przewodniczkom wykorzystali do cna. Myślę, że bardzo dużo wynieśli z tych opowieści, do tego stopnia, że Średni zamarzył być opiekunem słoni w przyszłości.... kto wie???

Mnie zauroczyły emocje szympansów, o których przepięknie opowiadała ich Opiekunka - Pani Ela (?), pracująca z nimi dłużej niż ja żyję na tym świecie;)

Piękny to był dzień.
Piękna to była wizyta.
Piękne  SPOTKANIE  z ciekawymi, niepowtarzalnymi LUDŹMI- czego dowodem niech będzie ten uśmiech (zdjęcie autorstwa Mamy Frania):


Komentarze

  1. Super.
    Buzia sama się śmieje, gdy się czyta taki tekst:*

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.