05 lipca 2013

Kwestia podejścia

Wakacje...

Dla mnie to nie nowość. Dzięki Ignasiowi wciąż właściwie je "mam". Czuję się tak idąc z nim "na miasto" załatwiać sprawy, siedząc w ogródku i obserwując go, jak pałaszuje tosta z serem... Lub jadąc na rehabilitację tempem dostojnym, spokojnym, wiedząc, że poza tym wydarzeniem nie czekają mnie właściwie już żadne superważne obowiązki.  Zwłaszcza gdy towarzyszy nam łaskawie piękna, słoneczna pogoda...
Ignacy sprawił, że mój urlop macierzyński naturalnie wydłużył się w czasie. Wprawdzie jest totalnie bezpłatny (no- nie licząc 153zł zasiłku pielęgnacyjnego co miesiąc;)), ale daje mi pewną iluzję przedłużającej się młodości. Kiedy kobieta w tzw. "kwiecie wieku prawie" nie musi wstawać codziennie o 7:00 rano, nakładać makijażu i maszerować do pracy, wciąż czuje się jak świeżo upieczona abiturientka... Czas jakby zastygł na granicy 29-30 lat...
Moja praca... no cóż, wciąż się jej trzymam jakoś kurczowo, neurotycznie prawie;), by mieć swój mały azyl, swoje miejsce w którym na moment wychodzę z roli matki małego człowieczka i wcielam się w inną, profesjonalną. W istocie staje się ona moim hobby, a nie źródłem utrzymania, ale bardzo trudno mi z niej zrezygnować. Nie zawsze rachunek jest prosty i jednoznaczny. Prócz matematyki w życiu chyba liczy się coś jeszcze...

Ale bezspornie czas letni, gdy chłopcy nie muszą się zrywać z łóżek wraz ze skrzypnięciem stopni schodów, którymi tata rano schodzi do kuchni; gdy ów tata nie musi zrywać się skoro świt, by wyszykować chłopców i siebie do codziennych obowiązków, jest inny. Choćby samo wyjście przedpołudniowe na spacer z Ignacym i z jednym ze starszych synów jest świeżością i niedocenianą przyjemnością. Dla nas wszystkich.

Ignasia rehabilitacja już zwolniła tempo... Mamy więcej wolnego czasu- jak to latem. Można wybrać się na kąpielisko nawet...


.... to właśnie w trakcie plenerowej wyprawy uderzyło mnie to spostrzeżenie, że właściwie mam wakacje! Wielu rzeczy nie muszę, choć inne już tak. Ale mam to szczęście nie działania w schemacie, którego zawsze uparcie unikałam.

Dzięki, Ignaś;)

Wszystko jest kwestią podejścia i perspektywy, z której się spogląda. Nawet opieka nad niepełnosprawnym dzieckiem:)


A to "niepełnosprawne" dziecko coraz częściej staje na własnych nogach i domaga się pomocy w chodzeniu! Już go nie satysfakcjonuje wyłącznie raczkowanie- Ignaś chce więcej! Życzliwi nam ludzie i moje serce podpowiada mi, że epoka czterokończynowa w Ignasiowym życiu ma się ku schyłkowi. To jeszcze kwestia kilku miesięcy...

Również w kwestii moich najskrytszych obaw o intelekt Ignasia rzecz się klaruje coraz dosadniej i moje obawy zaczynają pryskać jak bański mydlane. Ignaś pokazuje coraz częściej (w ramach posiadanego repertuaru- gestem lub obrazkiem) czego potrzebuje. Zaczyna wychodzić z inicjatywą w komunikacji, co prawdopodobnie przełoży się na motywację poznawania nowych środków objaśniania nam swojego wewnętrznego świata. Może zechce się w końcu uczyć nowych gestów i znaków Makatonu???!!! Upraciuch:)
I przekonuję się codziennie wciąż i wciąż, że nie ma takiego słowa w potocznym języku polskim, którego Ignaś by nie rozumiał! No- chyba, że nie chce rozumieć, a to już przejaw inteligencji;)

Miłego popołudnia Wam życzę:)

Zrelaksowana Mama;)



1 komentarz:

  1. Rany Julek..ależ fajnie się to czyta:)
    Ty wiesz, jak bardzo trzymamy kciuki za pierwsze kroki Ignasia, prawda? Będą, będą na bank już niedługo. Odpalimy wtedy wirtualne sztuczne ognie:)

    Ciągle mam nadzieję, że uda nam się zorganizować wspólny weekend wakacyjny:*

    OdpowiedzUsuń