12 lipca 2013

Matki Bunt i Ojca urlop;)

Od rana dziś pada.

Nie ma się co dziwić- wszak od dziś Tata rozpoczyna urlop;)

Tym bardziej postanowiłam solennie: zero hektyki, zero nerwów, zero napięć. Ten dzień, mimo swej wagi, będzie przebiegał spokojnie i dostojnie. Muszę o to zadbać- koniecznie. I powoli realizuję swój plan z całą konsekwencją, włącznie z popołudniową drzemką u boku Ignasia;)

A walizki puste... lista nieskonstruowana... powoli- na wszystko przyjdzie odpowiednia pora:)
Chłopcy namiętnie nagrywają się w komputerowe gry- niebawem czeka ich rozstanie z tym medium na dłużej, należy narobić zapasy;) nasycić się;) nacieszyć;)

Ignacy wciąż śpi.

Ignacy....

....nasza wielka Zagadka.... Istota w pełni nieprzewidywalna.... pełna możliwości i generator obaw;)
Nasza przepustka do nowego, nieznanego wymiaru życia i świata.... nasza Wielka Przygoda i Największe Wyzwanie...

Znów dywaguję i rozstrzygam w sobie różne kwestie. Wciąż pojawiają się we mnie nowe uczucia i problemy do rozstrzygnięcia... tak jakby tego nigdy dosyć;) czy to tylko ja? czy tylko przy Ignasiu?- zawsze coś takiego w sobie odkryję, że szczęka opada, emocje falują i głowa puchnie;) To naprawdę dla mnie wielki sprawdzian- wciąż się głowię nad czymś, coś w sobie odnajduję, i wciąż rozstrzygam w sobie nowe dylematy...

Tym razem kontynuuję wątek "odcinać-nie odcinać?", tyle że z innej perspektywy i w innym nieco rozmiarze... Jakiś czas temu postanowiliśmy poszukiwać opiekunki dla Ignasia. Kogoś, kto nie przestraszy się Wyzwania, kocha zabawę z dziećmi i będzie chciał z nim ćwiczyć... tak, tak- ćwiczyć... Chyba jestem słabego charakteru i wielkiego wygodnictwa matką, gdyż powoli wzbiera we mnie fala narastającego buntu, przemieniającego się w niechęć do wykonywania codziennie-sumiennie ćwiczeń z Ignacym. Czy to dziwne, że moim największym marzeniem jest po prostu BYĆ z IGNACYM? Nie ćwiczyć, nie uczyć go tego czy owego, ale BYĆ z NIM? Być z nim tak, jak tego chcę, a nie tak jak powinnam czy muszę, zgodnie z zaleceniami specjalistów od rozwoju wszelakiego?
Nie- nie dziwne. Zupełnie naturalne. Normalne, powszechne i poprawne. Również oczyszczające, terapeutyczne, wyzwalające (przynajmniej tak się pocieszam, kneblując usta moim wewnętrznym standardom i sumieniu;)

"Choroba" Ignasia postawiła przede mną, jako matką, nowe wyzwania, których się zupełnie nie spodziewałam. Jak przed każdą matką jej pierwsze dziecko- powiecie. Tak. Jak przed każdą matką. Być może też, gdyby Ignaś był naszym pierwszym synem- przeżywałabym ten fakt zupełnie inaczej. Wręcz jestem tego pewna. Emocje wówczas są nieco inne. Wiedza teraz też jest już inna, nie mówiąc o oczekiwaniach i nastawieniu. Z Ignacym miało być nam w pewnym sensie najłatwiej- mieliśmy przecież doświadczenie z dwójką starszych synów. Przetestowaliśmy najróżniejsze rozwiązania, sytuacje, możliwości i chyba z pewnym zadęciem byliśmy pewni, że teraz też damy sobie radę z kolejnym Małym Człowiekiem, którego przede wszystkim się Kocha i się nim Opiekuje.
Nie wzięliśmy pod uwagę tych niepozornych gwiazdek przy tekście, drobnych didaskaliów... nie mieliśmy w planach Terapii. Teraz ją mamy.

I z totalną szczerością, być może naiwnością również stwierdzam, że to dla mnie za wiele... Dzięki Ignasiowi wciąż muszę rozstrzygać moje życiowe wybory, lepić życiową postawę, sprawdzać swoje możliwości i konfrontować je z potrzebami i rzeczywistością. Różnie to wypada. Nieidealnie. Po ludzku. Czasem marnie.

Dlatego właśnie ta opiekunka. Ten pomysł, by znalazł się w naszym otoczeniu Ktoś, kto nie przebywa z Iggim 24h na dobę, ma świeże podejście, nie jest obarczony niepokojami i zechce mu pomagać właśnie w taki sposób, w jaki mnie już nie starcza przestrzeni.

Jesteśmy na etapie opracowywania tego pomysłu. Traf chciał, że Tata spotkał ostatnio "zupełnie przypadkiem" Kobietę, której powierzaliśmy naszego Średniego Syna pod opiekę, gdy ten miał jakieś 1,5 roku. Lata temu. Cudowna Kobieta. Pełna życia, serdeczności i do tego z odpowiednimi do tego zajęcia kwalifikacjami. Ufamy jej, a to podstawa. I nagle, gdy już decyzja zapadła o poszukiwaniach, Ona znów staje na drodze naszej Rodziny i po krótkiej rozmowie okazuje chęć i zainteresowanie pracą z Ignasiem!
Zrządzenie losu.... przypadek.....
Na razie trwają prace przygotowawcze, ale mam nadzieję, że w sierpniu przejdziemy do działania. Z korzyścią dla nas wszystkich. A zwłaszcza dla Ignasia.

I co? Nic. Jutro 458km. Na północ.

Choć zdjęcie nie ostre, jak nożyce fryzjerskie- warto uwiecznić nasz dzisiejszy wypad do fryzjera.
Ignaś spisał się wspaniale. I tyle nowej przestrzeni miał do eksplorowania! Dziękujemy Paniom Fryzjerkom za wyrozumiałość i życzliwość:)




1 komentarz:

  1. Wspaniały pomysł z opiekunką i z przestawieniem trybu na "po prostu bycie" z Ignasiem! :)
    Jestem z tej samej frakcji - też staram się nie ćwiczyć z Adasiem, tylko z nim być. Chcę być dla niego mamą, a nie terapeutką. Chcę, żeby mój dotyk kojarzył się synkowi z miłością i poczuciem bezpieczeństwa, nie z trudami terapii.
    Jasne, że nie każdy i nie zawsze ma taką możliwość. Tym bardziej cieszę się, że Wy macie i możliwość i taką zaufaną opiekunkę :)))

    ...a ten kierunek na północ - czyżby gdzieś w nasze strony?

    OdpowiedzUsuń